wtorek, 20 marca 2018

Maciej Cymorek: "Kreowanie postaci rzeczywistej jest czymś szczególnym"

Maciej Cymorek: "Kreowanie postaci rzeczywistej jest czymś szczególnym"






















Miałam przyjemność spotkać się z aktorem młodego pokolenia, Maciejem Cymorkiem. Rozmawialiśmy m.in o pracy na planie filmu "Dywizjon 303" i postaci Františka Jozefa, w która w filmie  się wcielił. Premiera w 2018 roku.

Długo zastanawiałam się od czego zacząć naszą rozmowę. Może zaczniemy po prostu od…początku. Pamięta Pan swoje pierwsze poważne spotkanie z aktorstwem? Kiedy to było?

Moje pierwsze większe spotkanie z tym zawodem nastapiło kiedy miałem 13 lat. Zagrałem w spektaklu "Historia żółtej ciżemki", w reżyserii Karola Suszki. Grałem też wtedy w innych spektaklach, (m.in bajkach), ale to właśnie wymieniony tytuł był początkiem.

Czy tak, jak dla wielu Aktorów, również dla Pana Teatr jest miejscem szczególnym, czy jednak nie rozgranicza Pan tego w ten sposób?

Żeby zachować higienę pomiędzy swoim życiem, a zawodem, który się uprawia, trzeba to rozgraniczać,chociaż różnie mi to wychodzi. W Teatrze spędzam wiele czasu, dlatego siłą rzeczy, jest dla mnie miejscem szczególnym i ważnym.

Uważa Pan, że rola teatralna wymaga więcej skupienia i pracy, niż rola przed kamerą telewizyjną?

Mam wrażenie, że te role różnią się sposobem przygotowania. W Teatrze jest okres prób, kiedy cały zespół pracuję nad tym, co zostanie później przedstawione widzom. Przy filmie wszscy zazwyczaj spotykają się dopiero na planie. W przypadku filmu liczy się indywidualne przygotowanie. Owszem, są też czasami próby, ale nie są tak intensywne, jak w Teatrze.

Która z ról zagranych w Teatrze była dla Pana szczególna i dlaczego?

To trudne pytanie, ponieważ nie mam aż takiego doświadczenia w rolach teatralnych. W chwili obecnej w Warszawie gram w spektaklu "Triatlon". To jednoaktówka. Rzecz dzieje się w garderobie. Sztuka jest pojedynkiem starszego z młodszym aktorem. Na scenie towarzyszy mi Pan Janusz Nowicki. Reżyserem spektaklu jest Igor Gorzkowski. To pierwszy spektakl po ukończeniu szkoły, który gram w Warszawie. Dlatego jest dla mnie szczególny.

Przejdźmy jednak do konkretów. Porozmawiajmy o rolach telewizyjnych. Wróćmy na moment do Pana głośnej i znaczącej roli Miłosza w „Na dobre i na złe“. Mimo, że pojawił się Pan tylko w odcinkach 623-625, Pana bohater miał duży wpływ na losy głównych bohaterów. Co było dla Pana najtrudniejsze w tej roli?

Było to zabawne doświadczenie, które wywoływało uśmiech na planie. To nastolatek z problemami. Objawy buntu młodzieńczego można pokazywać na różne sposoby.

Postać Miłosza można definiować w dwojaki sposób. Można stwierdzić, że był to czarny charakter, ale również jego zachowanie można usprawiedliwiać przez pryzmat problemów zdrowotnych. Jak na to nie patrzeć, w bilansie końcowym i tak wychodzi, że to postać z rysą, z pewnym złamaniem. Czy kreowanie takich właśnie bohaterów jest dla Pana dużym wyzwaniem aktorskim?

Aktorzy mają różne warunki fizyczne, dzięki którym obsadzani są w takich, a nie innych rolach. Tak się składa, że mnie wybierają często do kreowania ról tajemniczych, dziwnych, wręcz problematycznych. Nie wiem, czy takie granie jest trudne.

Od jednego z moich rozmówców usłyszałam nie tak dawno, że zło jest atrakcyjne dla sztuki. Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem? 

Zdecydowanie tak, ale mam też okazję do kreowania postaci pozytywnych, więc cieszę się, że mogę doświadczać jednego i drugiego. Nie muszę brnąć w jedna stronę. Jest równowaga.

Jest Pan zdania, że częścią wiarygodnego wcielenia się w postać jest jej zrozumienie i zaakceptowanie wszystkich zachowań?

Mam wrażenie, że zawsze jest to kompromis - pomiędzy mną, a rolą, którą mam do zagrania. Zrozumienie postaci jest istotne.

Nie brakuje Panu czasem grania w tzw. „repertuarze lekkim“? Nie marzy Pan o zagraniu w komedii?

Nie wiem, czy sprawdziłbym się w tym gatunku. Wydaje mi się, że mam poczucie humoru, ale może trochę specyficzne. (Śmiech.) W typowo komediowym repertuarze nie miałem jeszcze okazji spróbować swoich sił, ale mam nadzieję, że przyjdzie taki czas.

Dla wielu aktorów jednak marzeniem jest zagranie w filmie, obrazującym wydarzenia hisotryczne. Pan miał okazję w takim filmie zagrać. Mowa oczywiście o „Dywizjon 303“. Kiedy premiera?

Nie znam na ten moment daty premiery.

W filmie wciela się Pan w rolę Josefa Františka, czeskiego i polskiego lotnika wojskowego, (as myśliwski lotnicwa polskiego; okresu II wojny światowej. W ramach przygotowania do roli zgłębiał Pan jego losy? Udało się Panu czegoś ciekawego dowiedzieć na jego temat?

Tak. Szukałem informacji na jego temat u wielu źródeł. Chciałem znaleźć coś, co będzie miało znaczny wpływ na to, jak będę zachowywał się na planie. Josef František był postacią bardzo tajemnicza, co rozpoczyna się od daty jego urodzenia. W kilku źródłach pojawiają się mocno zróżnicowane informacje na ten temat. Nawet okoliczności jego śmierci są owiane tajemnicą. Wyzwaniem było dla mnie, by pokazać go w niejednoznaczny sposób. Był wycofany, można powiedzieć, że był samotnym wilkiem. Oddzielał się od swojego szyku.

Co było dla Pana w tej roli najważniejsze? Bo chyba nie mylę się stwierdzając, że to rola dla Pana szczególna… 

Było to duże wyzwanie i odpowiedzialność. Kreowanie postaci rzeczywistej jest czymś szczególnym. Wydaje mi się nawet, że mamy wspólne cechy. Cieszę się, że mogłem tego doświadczyć.

Mógłby opowiedzieć Pan coś o kulisach „Dywizjonu“. Jak pracowało się Panu w towarzystwie takich aktorów jak Maciej Zakościelny, Krzysztof Kwiatkowski, czy Jan Wieczorkowski? Zdarza się Panu, że dostaje Pan wskazówki zawodowe od „kolegów po fachu“? Wskazówki bywają lekcją. Co dla Pana w tych lekcjach jest najważniejsze?


Ja tam się im nie wtrącałem do tego co robią. (Śmiech.) Każdy zajmował sobą. Staraliśmy się indywidualnie, by wszystko zrobić tak, jak można najlepiej.

Materiał archiwalny z dnia 21 marca - do przeczytania również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz