środa, 18 września 2019

Piotr Mróz: "Jestem otwarty na ludzi"

Piotr Mróz: "Jestem otwarty na ludzi"


























fot. zdjęcie nadesłane

Piotr Mróz, aktor znany przede wszystkim dzięki roli starszego aspiranta Kuby Roguza w serialu "Gliniarze". Rozmawiamy o pracy na planie serialu kryminalnego, najbardziej wymagających czynnościach policyjnych oraz o fenomenie serialu. 

Poruszamy również temat sportowych zamiłowań Piotra. Rozmawiamy o jego miłości do motocykli i kajaków. 

Wiele jest zawodów na "A". Co spowodowało, że wybrałeś aktorstwo? To trudny, a czasem nawet bardzo niepewny zawód. 

Sam się nad tym zastanawiam. (Śmiech.) To fajna przygoda, która daje mi możliwość wcielania się w różne postaci. To ciężki kawałek chleba. Łatwiej robi się w momencie, kiedy dostajesz główną rolę w jakiejś produkcji. Do momentu przetarcia szlaków jest trudno. 

Jakie pomysły na życie pojawiły się u Ciebie tzw. "po drodze", czyli przed zdecydowaniem się na aktorstwo?

Oprócz Szkoły Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich przy Polskim Ośrodku "ASSISTEJ" w Warszawie, ukończyłem również studia o kierunku Bezpieczeństwo Narodowe. Otwierają mi drogę pracy w służbie mundurowej. Jeżeli w aktorstwie nie wyjdzie, mam plan awaryjny. (Śmiech.) 

Czy od najmłodszych lat przejawiałeś zainteresowanie aktorstwem?

Nie. Aktorstwo pojawiło się u mnie dość późno. Do pewnego momentu unikałem wszelkiego rodzaju wystąpień publicznych, ale tak mi się życie ułożyło. (Śmiech.) 

Jak wyglądało Twoje pierwsze poważne spotkanie z tym zawodem? Kiedy nastąpiło?

Z pełnym wymiarem pracy aktora po raz pierwszy zderzyłem się na planie serialu "Gliniarze", choć oczywiście zanim trafiłem do tej produkcji, pojawiałem się w wielu serialach w mniejszych rolach. 


























fot. zdjęcie nadesłane

Od ogółu do szczegółu. (Śmiech.) Obecnie możemy Cię oglądać w polsatowskim serialu "Gliniarze", gdzie od 112 odc. wcielasz się w rolę starszego aspiranta Kuby Roguza.                  Co opowiedziałbyś o swojej postaci?

To człowiek po przejściach, dużo przeżył, los go nie oszczędzał. Swego czasu pracował w trójmiejskim CBŚ, ale został wydalony i przeniósł się do Warszawy. Niedawno pochował narzeczoną. 

Które czynności policyjne sprawiają Ci  największą frajdę, a które największą trudność?

Z Eweliną Ruckgaber, czyli serialową aspirant sztabową Natalią Nowak jesteśmy tak fajnie podzieleni, że ona zajmuje się zadaniami merytorycznymi, a ja biorę na siebie rozwiązania fizyczne. (Śmiech.) 

Nabycie jakich umiejętności okazało się konieczne, abyś mógł wiarygodnie wcielać się w swoją postać?

Spokój, opanowanie, szkolenia policyjne. Oglądalność jest dobra, ludzie nas lubią. Chyba nam się udaje. (Śmiech.) 

Czy zdarzają się sytuacje w których ludzie utożsamiają Cię z odgrywanym bohaterem i zwracają się do Ciebie per. "panie aspirancie"? Jak  wtedy reagujesz?

Bardzo często. Jestem otwarty na ludzi. Wychodzę z założenia, że serial funkcjonuje dzięki oglądalności. Każdy widz jest po części moim pracodawcą. Jeżeli widzowie nie będą nas oglądać, serial skończy się siłą rzeczy. Muszę dbać o swoich pracodawców. (Śmiech.) 


























fot. zdjęcie nadesłane

W moim odczuciu seriale kryminalne są jednym z ulubionych gatunków seriali w Polsce. Jak myślisz - dlaczego?

Fenomenem naszego serialu jest to, że zło przegrywa, a dobro wygrywa. To jest fajne. Do pewnego stopnia edukujemy naszych widzów. Podpowiadamy czego nie robić, a co jest przydatne. 

Czy lubisz seriale kryminalne? Jakie są Twoimi ulubionymi?

Lubiłem "Kryminalnych". Był to bardzo fajny serial.

Do "Gliniarzy" dołączyłem w trzecim sezonie. Kiedy dostałem propozycję, poszedłem na casting, ale już przed castingiem zacząłem oglądać seriale kryminalne. Chciałem, by uzyskana wiedza przełożyła się na moją rolę. 


























fot. zdjęcie nadesłane

Lubisz oglądać siebie na ekranie?

Teraz już nie mam z tym problemu. Wcześniej czułem się dziwnie kiedy widziałem siebie na ekranie. Staram się oglądać wszystkie odcinki z moim udziałem. Wiem wtedy, co powinienem zmienić, nad czym się zastanowić. To ważna lekcja. 

Ostatnio dołączyłeś  również do obsady serialu "Barwy szczęścia". Co opowiesz o swojej postaci?

Gram dziennikarza redakcji Szok. Nie będzie to pozytywna postać. Będzie węszył, szukał sensacji. 

Czy odgrywanie negatywnych postaci jest dla Ciebie urozmaiceniem pracy w zawodzie?

Zanim trafiłem do "Gliniarzy", grałem przede wszystkim negatywne postaci, czarne charaktery. Dzięki temu serialowi jestem po jasnej stronie mocy. 

Czy odcinki z Twoim udziałem zostaną wyemitowane jeszcze w tym roku?

Tak. Do zobaczenia już niebawem. 

Jesteś bardzo aktywny na swoim profilu na Instagramie. Można odkryć na nim m.in. Twoją pasję do motocykli. Jesteś miłośnikiem szybkiej jazdy? (Śmiech.)

Tak. Od małego jestem zafascynowany motocyklami. Moim pierwszym motorem był tzw. "Komarek", potem kupiłem sobie czeski motor Jawa z 1976 roku, który przechodził przez wszystkich członków naszej rodziny, a teraz znowu wrócił do mnie. Nie potrafiłbym żyć bez motocykli. Dają mi wolność. Są moim zdrowym uzależnieniem. 

Kiedy w Twoim życiu pojawiło się kajakarstwo? Jakie masz jeszcze pasje?

Kiedyś chciałem sobie kupić kajak sportowy, ponieważ lubiłem pływać. Kiedy siedziałem w nim pierwszy raz, zaliczyłem kilka wywrotek. (Śmiech.) Trening czyni mistrza, teraz jest już lepiej. Jako policjant chcę być sprawny fizycznie, a kajak daje mi możliwość tę sprawność trenować.  

Jakie sporty jeszcze uprawiasz?

Może nie widać po mojej twarzy, ale swego czasu trenowałem boks. Była też lekkoatletyka, akrobatyka, pływanie. Dużo jeżdżę rowerem. 

Najbliższe plany. 

Biorę to, co los mi daje. Cieszę się z miejsca, w którym jestem. Nie wybiegam przed szereg. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji

niedziela, 15 września 2019

Tomek Skrzypniak: "Od gimnazjum myślałem o aktorstwie"

Tomek Skrzypniak: "Od gimnazjum myślałem o aktorstwie"


























fot. zdjęcie nadesłane

Aktor. Znany przede wszystkim z roli starszego aspiranta Krystiana Górskiego w serialu "Gliniarze". Rozmawiamy o pracy na planie, czynnościach policyjnych, które sprawiają mu najwięcej frajdy i rolach, które szufladkują. 

Wiele jest zawodów na "A". Co spowodowało, że wybrał Pan aktorstwo? To trudny, a czasem nawet bardzo niepewny zawód. 

Kierowała mną naiwność, ale również marzenia. (Śmiech.) To bardzo trudny, bardzo niepewny zawód. Mam wrażenie, że skierowany tylko do osób, które lubią ryzyko. Wierzyłem, że się uda, ale zadawałem też sobie pytanie, co innego mógłbym robić. Nie znalazłem na nie odpowiedzi, więc zostałem przy aktorstwie. (Śmiech.) 

Jakie pomysły na życie pojawiły się u Pana tzw. "po drodze"?

Nie. Od gimnazjum myślałem o aktorstwie. 

Jak wyglądało Pana pierwsze poważne spotkanie z tym zawodem? Kiedy nastąpiło?

Pierwszą rolą, dzięki której jestem rozpoznawalny jest oczywiście starszy aspirant Krystian Górski z serialu "Gliniarze", ale również role epizodyczne, które miałem okazję zagrać na początku drogi, były oczywiście ciekawym doświadczeniem. Pojawiłem się m.in. w serialu "Pierwsza miłość". 

W jednym z wywiadów czytałam, że chciał być Pan taki, jak tata. Dzięki serialowi "Gliniarze" się udało. Czy wchodząc w ten serial i przygotowując się do roli do pewnego stopnia bazował Pan na wiedzy swojego Taty, który pracował w tym zawodzie?

Źle zredagowano ten wywiad, ponieważ tata nie jest przecież aktorem. (Śmiech.) Wiedzę na pewno posiadałem, ale praca normalnego policjanta bardzo różni się od tej prezentowanej na ekranach telewizorów. 

W "Gliniarzach" wciela się Pan w starszego aspiranta Krystania Górskiego.                           
Co opowiedziałby Pan o swojej postaci?

Postać Krystiana od pierwszego sezonu ewoluuje. (Śmiech.) Czasami jest zabawny, potrafi być stanowczy. 

Opanowanie jakich umiejętności wymagała od Pana rola w "Gliniarzach"? 

Mam wrażenie, że wszystko było dla mnie naturalne, proste i przyjemne. Może zakuwanie w kajdanki na samym początku sprawiało mi trochę trudności, ale teraz weszło mi to już w krew. (Śmiech.) 

Która czynność policyjna sprawia Panu największą frajdę?

Strzelanie, ale strzelamy najmniej. (Śmiech.) 

Co rola w "Gliniarzach" zmieniła w Pana życiu?

Nie wiem, czy ta rola zmieniła coś w moim życiu. Jestem rozpoznawalny, ludzie wspierają moją postać. Innych zmian nie zauważyłem. (Śmiech.) 

Jest Pan utożsamiany przez widzów ze swoją rolą? Zwracał się już ktoś do Pana per. "Panie aspirancie"? (Śmiech.) Jak reaguje Pan w takich sytuacjach?

Bardzo często. Dla większości ludzi jestem Krystianem. (Śmiech.)

Czy role policjantów powodują zaszufladkowanie? 

Tak, oczywiście. Nie dotyczy to tylko ról policjantów, ale wszystkich bohaterów, którzy w danej produkcji pojawiają się przez długi czas. Tego nie unikniemy. 

Podobno kiedyś się Panu upiekło i dzięki swojej roli nie dostał Pan mandatu. (Śmiech.) Proszę coś opowiedzieć o tej jakże zabawnej sytuacji. 

Tak, to prawda. (Śmiech.) Policjanci przymykają oko na małe wybryki kolegów z branży. (Śmiech.) 

Co sprawia, że seriale kryminalne cieszą się tak wielką sympatią wśród widzów?

Są ciekawe i nie trzeba ich oglądać codziennie. 

Co Panu najbardziej podoba się w Waszym serialu?

Trudne pytanie. Najbardziej podoba mi się nasza magiczna szóstka. Moim zdaniem przyciągamy widzów. 

Lubi Pan oglądać siebie na ekranie?

Czasami tak, czasami nie. Ten fakt zależy od mojej obecnej wagi. (Śmiech.) 

W jakich jeszcze produkcjach zobaczymy Pana jesienią?

"Na Wspólnej" oraz "Barwy szczęścia". Odcinki z moim udziałem emitowane będą już wkrótce. 

Proszę o sprecyzowanie najbliższych planów zawodowych. 

Skupiam się na tym, co mam. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji 

czwartek, 12 września 2019

Joanna Mądry: "Podziwiam policjantów"

Joanna Mądry: "Podziwiam policjantów"




























fot. Mikołaj Tym

Aktorka, która kocha góry. Wulkan pozytywnej energii. W maju 2019 roku dołączyła do ekipy serialu "Gliniarze", w którym od 336 odcinka wciela się w rolę aspirant sztabowej Agnieszki Walczak. 

Rozmawiamy o serialu, miłości do gór, ale również o Kabarecie Polefka, który tworzy wraz z Arkiem Smoleńskim i Grzegorzem Wosiem. 

Aktorka. Artystka estradowa. Miłośniczka gór, zakochana bez pamięci w Bieszczadach. Tak opisałabym Cię w kilku słowach. Co w pierwszej kolejności pojawiło się w Twoim życiu - miłość do gór, czy aktorstwa?

Nie docenia się gór, kiedy ma się je na co dzień. Ja tak miałam. W dzieciństwie każde wakacje spędzalam w Solinie, a później w Ustrzykach Górnych.                                               

Czasami miałam dość gór, chciałam wyjechać. Dopiero kiedy wyprowadziłam się z moich rodzinnych stron, zrozumiałam, jak bardzo je kocham.

Aktorstwo pojawiło się u mnie dość późno. Nie należałam do żadnego kółka teatralnego. Kiedyś, aby otrzymać lepszą ocenę z języka polskiego, wzięłam udział w międzyszkolnym konkursie recytatorskim. (Śmiech.) Przeszłam przez kilka etapów, co zaowocowało moim udziałem w Ogólnopolskim Konkursie Recytatorskim. Nie miałam o nim zielonego pojęcia, ponieważ trafiłam tam tylko z chęci posiadania lepszej oceny na świadectwie. (Śmiech.) Było to dla mnie kompletnie czymś nowym, ponieważ byli tam ludzie, którzy zdecydowani byli zdawać do szkoły aktorskiej, a ja taką osobą nie do końca byłam, zadecydował o tym przypadek. Złapałam bakcyla i tak mi zostało.




















fot. zdjęcie nadesłane

W górach panuje spokój, są doskonałym miejscem, w którym można wyciszyć się, nabrać dystansu. Masz swoje ulubione miejsca w górach, w których najlepiej wypoczywasz po intensywnych dniach zdjęciowych?

Najczęściej jeżdżę do Ustrzyk Górnych, ponieważ moja rodzina ma tam hotel. To moja baza wypadowa w centrum Bieszczad. Tarnica i Połonina Caryńska to moje ulubione miejsca w górach. 

Jesteś także miłośniczką książek i dobrego kina. Czy sięgasz też po książki o tematyce górskiej? Jaka książka zachwyciła Ciebie ostatnio? 

Tak. Śmieję się, że jestem amatorem himalaistyki. (Śmiech.) Czytam wszystko, co związane jest ze wspinaczką górską, Himalajami i himalaistami. 

Obecnie czytam książkę „Czapkins. Prawdziwa historia Tomka Mackiewicza” autorstwa Dominika Szczepańskiego.

Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wyszła w tak wysokie góry, ale kocham czytać o wysokogórskich szlakach. 

W kinie podobno najlepiej czujesz się w samotności. To prawda? Czy masz w swoim ulubionym filmie postać, w którą chciałabyś się wcielić? 

Tak. Lubię chodzić sama do kina. Moim ulubionym kinem w Warszawie jest Kino Muranów. Nie lubię popcornu, coli i głośnych tłumów na filmach. Kiedy jestem w kinie, ważny jest dla mnie tylko film. 

Nie mam jednej konkretnej filmowej postaci, w którą chciałabym się wcielić, ale ciągnie mnie do mocnych i silnych postaci, po role komediowe. Podziwiam za kreacje np. Robina Williamsa.

Przed wywiadem wspominałaś, że myślałaś kiedyś o spróbowaniu swoich sił w dziennikarstwie. Opowiedz o tym. 

Przed studiami aktorskimi przez trzy lata studiowałam dziennikarstwo. Uwielbiam słuchać radia, więc dziennikarstwo radiowe było mi najbliższe. Chciałam spróbować swoich sił w dziennikarstwie radiowym, ponieważ nie umiem swoich myśli przelewać na papier. Mam ADHD. (Śmiech.) Miałam kiedyś praktyki w jednej ze stacji radiowych. Było to wspaniałym przeżyciem. 

Można tak powiedzieć, że aktorską pasję realizujesz podwójnie, ponieważ oprócz występowania w serialach jesteś również częścią składową Kabaretu Polefka, którego założycielem jest Arek Smoleński. Kabaret tworzycie z pasji do śmiechu i potrzeby dzielenia się nim z innymi. Mam wrażenie, że tej pasji do śmiechu brakuje nam wszystkim w codzienności. Co zrobić, by to się zmieniło?

Wydaje mi się, że jesteśmy smutnym narodem. Lubimy się dołować. Fajnie jest jednak wyjść z tego stanu. Pamiętam, że sama byłam dosyć smutnym dzieckiem. Najlepiej czułam się w swoim towarzystwie, a drugi człowiek nie był mi do niczego potrzebny.                                   

Odkąd przyjechałam do Warszawy, wszystko się zmieniło. Z potrzeby odkrycia innego podejścia do życia, kabaret jest odskocznią. Fajnie jest dawać komuś powód do śmiechu. 

Co jest dla Ciebie najważniejsze w Waszej twórczości?

Śmiejemy się z samych siebie. Chcemy dawać radość. To nasza misja. 

Podobno wraz z Kabaretem Polefka przygotowujecie nowy program, który chcielibyście zaprezentować na jesieni na Waszym kanale na YouTube. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy w tej kwestii?

Mamy pewien szalony plan, który chcielibyśmy zrealizować we wrześniu. Wymaga dużych przygotowań. Będzie to szalona torpeda. (Śmiech.) Będzie fajnie. 


























fot. zdjęcie nadesłane

Cały czas doskonalisz swój warsztat kabaretowy. W czerwcu wziełaś udział w warsztatach kabaretowych w Dolinie Charlotty. Jak je wspominasz?

Świetnie. To jedyne miejsce spotkań kabaretów młodych i starych. Przeważnie gospodarzem tego przedsięwzięcia jest Kabaret Chyba. Gramy razem skecze, wymieniamy się składami, możemy się m.in. nauczyć tego, jak pisze się skecze. Spędziłam fajny, intensywny czas w przepięknym miejscu, w którym można rozwijać swoje kabaretowe umiejętności. 

Sprawiasz wrażenie osoby niezwykle pogodnej i pozytywnie nastawionej do świata i ludzi. Co daje Ci w życiu najwięcej siły? Czy również to, że poprzez swoją działalność w kabarecie Polefka masz swego rodzaju wpływ na uśmiech drugiego człowieka?

Każdy z nas jest pogodnym człowiekiem, gdybyśmy tacy nie byli, byłoby nam ciężko. Pozytywne nastawienie pomaga. Na przykładzie dramatycznej biografii Robina Williamsa widać, że komicy nie zawsze są szczęśliwi prywatnie. Dlatego tak ważna jest równowaga psychiczna i fizyczna. Aktorzy muszą szczególnie dbać o ten balans. 

Przejdźmy jednak do seriali. Pod koniec ubiegłego sezonu, w odcinku 336 emitowanym 10 maja dołączyłaś do ekipy serialu "Gliniarze". Co opowiedziałabyś o  aspirant sztabowej Agnieszce Walczak?

Bardzo profesjonalna, podchodząca rzetelnie do swojej pracy, bardzo dobra policjantka, sumienna. Lubię ją, jest fajnym człowiekiem. 


























fot. Mikołaj Tym

Nabycie jakich umiejętności okazało się dla Ciebie konieczne, byś mogła się wiarygodnie wcielać w swoją postać?

Musiałam opanować prawidłowe trzymanie broni, trzymanie prawidłowej postawy oraz podstawy samoobrony. Podziwiam policjantów. 

Które czynności policyjne sprawiają Ci największą frajdę?

Zakuwanie. (Śmiech.) Kajdanki są czasami niesforne, bo nie chcą się zapiąć. (Śmiech.) Sceny akcji sprawiają mi dużo frajdy. 

Czy jesteś  już utożsamiana ze swoją bohaterką? Czy zwrócił się kiedyś do Ciebie per. "Pani aspirant"? Jak reagujesz na takie sytuacje?

Nie. Na portalach społecznościowych jest wiele serialowych kont, fanclubów. Każdy komuś kibicuje. Miałam kiedyś sytuację, w której musiałam wytłumaczyć jednej z fanek, że nie jestem prawdziwą policjantką, ale to  pojedyncze sytuacje, które nie zdarzają się na co dzień. 

Seriale kryminalne są moim zdaniem jednymi z najbardziej lubianych przez widzów. Jak myślisz, dlaczego?

Każdy z nas lubi łamigłówki, zagadki i inne wyzwania. Myślę, że takie seriale zawsze będą cieszyć się popularnością. 


























fot. Sławek Haratym 

Jakie są Twoje ulubione seriale z tego gatunku? Przed rozmową zdradziłaś, że jest ich wiele. 

Lubię serial "True Detective". To mroczny, kryminalny dramat. Świetne aktorstwo. 

Najbliższe plany. 

Skupiam się w tym momencie przede wszystkim na "Gliniarzach". Mam nadzieję jednak, że już wkrótce będzie można mnie zobaczyć także w innych produkcjach, czy to filmowych, czy  serialowych. I koniecznie teatr. Tęsknię za deskami teatru. Oby działo się dużo i kreatywnie. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji 

środa, 11 września 2019

Małgorzata Bogdańska: "Nie wiem, czy potrafię mądrze kochać"

Małgorzata Bogdańska: "Nie wiem, czy potrafię mądrze kochać"


























fot. Monika Szałek

W ramach 21. festiwalu Kino na granicy / Kino na hranici miałam przyjemność rozmawiać z Panią Małgorzatą Bogdańską. 

Spotykamy się przy okazji 21. Festiwalu Kino na Granicy. Jaki jest Pani stosunek do tego typu imprez?

Zawsze czuję pewnego rodzaju skrępowanie, ponieważ skoro już tu przyjechałam, muszę coś dać z siebie. Muszę być otwarta na pytania publiczności i spotkania z nią. 

Jest wiele rozmów między twórcami, panuje tu bardzo rodzinna atmosfera. Jestem bardzo wdzięczna Łukaszowi Maciejewskiemu i Joli Dygoś, że zaprosili nas do Cieszyna. 

To jeden z najbardziej znaych przeglądów filmowych w Polsce. Czy pamięta Pani swoją pierwszą wizytę na nim?

Po raz pierwszy przyjechaliśmy z mężem, Markiem Koterskim w 2016 roku. Odbyła się wtedy projekcja filmu "Porno" Marka Koterskiego oraz spotkanie promocyjne wokół jego książki "Kocham i nienawidzę", które miało miejsce w księgarnio - kawiarni Kornel i Przyjaciele. Był to piękny moment, ponieważ po raz pierwszy zaprezentowałam mój monodram "Nie lubię Pana, Panie Fellini". Do tej pory czuję wielkie wzruszenie na myśl o tym, że to właśnie w tym miejscu odbyła się premiera. 

Jutro zaprezentujemy spektakl "Zła matka", czyli za każdym razem przywozimy ze sobą Teatr. (Śmiech.) 

Żałuję, że nie było mnie na projekcji filmu "Wszyscy jesteśmy Chrystusami". Widziałam go po raz ostatni kilka lat temu. To bardzo ważny film. Jest wyświetlany na terapiach dla uzależnionych, ratuje ludziom życie. Praca przy omawianym przez nas filmie była dla mnie bardzo ważna, po raz pierwszy grałam wtedy u Marka Koterskiego. Wtedy zaczęłam dużo czytać o uzależnieniu. Uzależnienie to choroba. Mnóstwo ludzi podchodzi do mnie i Marka, dziękując za ten film. Duże emocje wzbudza także "7 uczuć". W Cieszynie podeszła do nas dziewczyna, która powiedziała, że po obejrzeniu tego filmu jej Mama ją przeprosiła. To jest dla mnie niesamowite i piękne. 

KNG zrzesza fanów i sympatyków kina, a nieprzejednanym atutem tego festiwalu jest jednoczenie kultury polskiej, czeskiej i słowackiej. Jakie są trzy rzeczy, z którymi kojarzą się Pani Czechy?

Czechy poznałam jako Czechosłowację. W tych czasach znałam ją dużo bardziej. Jestem zafascynowana Pragą, poznałam Karlové Vary. Czechy kojarzą mi się z Petrem Zelenką, Milanem Kunderą, Heleną Vondráčkovą. 

Jakie filmy lubi Pani oglądać z perspektywy widza?

Ludzie mówią, że kiedy są smutni, komedia ich rozwesela. Ja mam inaczej.  Kiedy jestem smutna, śmiech mnie drażni, więc  poszukuję wtedy głębszych filmów. 

Jeśli chodzi o czeskie filmy, te najbardziej zapamiętane to "Lásky jedné plavovlásky" ("Miłość blondynki") w reżyserii Miloše Formana, "Ostře sledované vlaky" ("Pociągi pod specjalnym nadzorem")  Jiřího Menzla oraz "Knoflikáří" ("Guzikowcy") Petra Zelenki. To kino, które kojarzy mi się z młodością. (Śmiech.) 

Warto porozmawiać o filmie "7 uczuć w reżyserii Marka Koterskiego. Film zostanie wyświetlony w ramach Festiwalu. Co opowiedziałaby Pani o kulisach powstania tego filmu?

Scenariusz filmu "7 uczuć" przeczytałam dużo wcześniej, niż inni aktorzy, ale dopiero wtedy, kiedy reżyser postawił ostatnią kropkę. Mieliśmy wspólne próby, ale nie znaliśmy życiorysów postaci swoich kolegów. Na Agrykoli mieliśmy próby scen zbiorowych. W momencie, w którym założyliśmy fartuszki, byliśmy dziećmi. Reżyser powtarzał "nie grajcie, tylko bądźcie", więc każdy z nas najwierniej starał się odkryć w sobie dziecko. To prezent od losu dla nas wszystkich, ponieważ mogliśmy dzieciństwo przeżyć jeszcze raz.

Co opowiedziałaby Pani o swojej bohaterce, Zosi Muszyńskiej?

Moja bohaterka jest nadwrażliwa, nieszczęśliwie zakochana w Adasiu. Nawet ta pierwsza nieszczęśliwa miłość potrafi ranić i zostawia swój ślad. Gram z Kasią Figurą z którą siedziałam w jednej ławce w szkole podstawowej. Bohaterki bardzo się lubią, ale w Zosi można dostrzec małą nić zazdrości. W pewnym momencie Zosia decyduje się na dramatyczny krok, ale szczegółów nie zdradzę.

Film "7 uczuć" jest dla mnie bardzo ważny. 

Już jutro o 20:00 w Domu Narodowym wraz z Karoliną Porcari  zagra Pani spektakl "Zła matka". To spektakl o matkach, dla których macierzyństwo nie jest szczytem marzeń. 

To historia dwóch matek, starszej i młodszej. Pokazano piękno i trud macierzyństwa. Nie pokazujemy macierzyństwa z okładek kolorowych pism, ale także ból i rozczarowanie. Lęk przed tym, aby być dobrą matką, lęk przed oceną i przed samym sobą. Poruszamy także temat syndromu opuszczonego gniazda. Gram matkę dorosłego syna. Widać, że różnice w pojmowaniu macierzyństwa są ogromne i zależne od wieku. Moją bohaterkę prześladuje lęk o swoje dorosłe dziecko. Bohaterami tego spektaklu są również ruch i muzyka. Ruchem zajmuje się Iza Chlewińska, a muzyką Daniel Pigoński, który jest z nami na scenie przez cały czas. Muzyka przedstawia bicie naszego serca, nasze tętno, oddechy. Iza Chlewińska uruchomiła nasze ciała i kobiecość. Nasz spektakl nie jest pokazaniem macierzyństwa w świetle kolorowych pism, ale pokazaniem najskrytszych myśli i uczuć. 

Jak opisałaby Pani swoją postać? Co w jej zagraniu okazało się dla Pani największym wyzwaniem?

Wszyscy razem tworzyliśmy ten spektakl. Dużo o nim rozmawialiśmy. Mój monolog do syna jest również moim wyznaniem tego, co było dla mnie trudne w relacji z dorastającym synem. Dużym wyzwaniem była dla mnie praca z Izą Chlewińską, która uruchomiła nasze ciała. Były to naprawdę bardzo trudne próby, który kosztowały mnie dużo wysiłku fizycznego, ale jestem za to bardzo wdzięczna. (Śmiech.)

Chciałabym porozmawiać jeszcze o serialu "M jak miłość" do obsady dołączyła Pani w 2018 roku. "Emka" gości na ekranach widzów już ponad 18 lat.

Jestem mamą Julki (w tej roli Joanna Kuberska przyp. red.) Było dramatycznie, depresja męża (w tej roli Bogdan Kalus, przyp. red.), próba samobójcza. Zobaczymy, co będzie dalej...

Proszę na koniec sprecyzować swoje najbliższe plany zawodowe oraz przedstawić najbliższy repertuar Teatru w walizce. 

Spełniło się moje marzenie. Coraz intensywniej uczę się włoskiego. W listopadzie zagram w Rzymie. Bardzo cieszę się na ten spektakl. Ci vediamo a Cieszyn. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl  - Śląskie Centrum Informacji 

wtorek, 10 września 2019

Dorota Naruszewicz: "Rola kostiumowa gwarantuje przeniesienie się w inne czasy"

Dorota Naruszewicz: "Rola kostiumowa gwarantuje przeniesienie się w inne czasy"


























fot. Grażyna Gudejko

Dorota Naruszewicz po odejściu z serialu "Klan" zdecydowała się poświęcić rodzinie i zniknęła z zawodu. Wróciła w drugiej połowie 2018 roku. Rozmawiamy o tym, co działo się w jej życiu kiedy nie występowała w filmach i serialach, co skłoniło ją do powrotu i za co pokochała Instagram. 

9 września wystartował nowy sezon serialu "Korona Królów", w którym Dorota Naruszewicz wciela się w rolę księżnej litewskiej Julianny Twerskiej. Jak przygotowywała się do roli? Czy zgłębiała źródła historyczne? Co daje aktorce rola kostiumowa? Na to i wiele innych pytań odpowiada w rozmowie. 

W drugiej połowie 2018 roku media rozpisały się o Pani powrocie na salony. Stęskniła się Pani za showbiznesem?

Nie stęskniłam się za showbiznesem. Zatęskniłam za zawodem. Chciałam grać i pracować więcej niz do tej pory.

Co spowodowało, że na kilka lat wycofała się Pani z mediów? Czy do pewnego stopnia miało na to wpływ znużenie rolą Beaty z "Klanu"?

Tak. Mówiłam już o tym we wcześniejszych wywiadach. Zrezygnowałam, ponieważ postać Beaty mi się znudziła. W “Klanie “ trzymały mnie relacje z ludźmi. 

Przyszedł czas na dzieci i rodzinę. Pracowałam, ale nie często i nie poszukiwałam propozycji. Jednak czas płynie, dzieci rosną, samodzielnieją. Chciałam o sobie przypomnieć, aktywnie zacząć poszukiwać współpracy.

Liczyła się Pani z tym, że swoim powrotem wywoła takie poruszenie wśród mediów?

Liczyłam na to i chciałam aby był dostrzeżony, nie spodziewałam się jednak tak przyjaznych i częstych komentarzy. To bardzo miłe. 

Przeczytałam w jednym z wywiadów z Panią, że bardziej niż z powrotu, cieszy się Pani z samodzielnego założenia konta na Instagramie. (Śmiech.) Co najbardziej podoba się Pani w tej platformie?

Może nie aż tak:) Przy okazji mojego powrotu zorientowałam się, że media społecznościowe odgrywają w tej chwili bardzo dużą rolę. Kiedyś tak nie było. Teraz wszyscy kierowali moje myśli w stronę portali społecznościowych. Nie jest prawdą, że bardziej zakochałam się w Instagramie, niż w uprawianiu swojego zawodu (Śmiech.), ale uczę się jego obsługi cały czas. 

Czy Instagram jest dla Pani pewnego rodzaju ułatwieniem kontaktu z sympatykami?

Absolutnie. Tak, jak każda osoba, która ma swoje produkty, które opisuje i poleca, tak ja mam dla siebie swój kram tworzony za pośrednictwem Facebooka i reszty mediów społecznościowych. 

Jakie jest najczęstsze pytanie, które zadają Pani fani za pośrednictwem mediów społecznościowych?

Niektórzy pytają o powrót do "Klanu”, wiele osób pyta kiedy będzie można zobaczyć mnie w innych produkcjach, gdzie na scenie występuje. To niesamowicie miłe i dodające skrzydeł reakcje i pytania. 

Czym najbardziej lubi się Pani dzielić na Instagramie, a czego Pani na nim poszukuje?

Najbardziej podobają mi się osoby,  które swoją popularność  Instagramową potrafią przekuć w coś społecznie przydatnego. Podoba mi się też naturalność i spontaniczność z jaką wielu potrafi prowadzić swoje konta, jak mają to we krwi. Ja raczej  tych cech nie przejawiam w prowadzeniu mojego profilu. (Śmiech.) Instastory jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Podziwiam swobodę z jaką niektórzy użytkownicy z niego korzystają. 

Właśnie dołączyła Pani do obsady serialu "Korona Królów". Co opowiedziałaby Pani o swojej postaci?

Moja postać jest fantastyczna, a w jej imieniu zakochałam się już na samym początku. (Śmiech.) Gram księżną Juliannę Twerską, matkę Władysława II Jagiełły. Zapoznałam się ze scenariuszem, zgłębiałam fakty historyczne. Julianna Twerska miała niezwykle silną osobowość. Nie mamy takiego wyobrażenia o kobietach z XIV wieku. Nie zdajemy sobie sprawy, że mogły mieć aż taki wpływ na politykę oraz sytuację, która ich otoczyła.  

Czy w wiarygodnym kreowaniu swojej bohaterki wspomaga się Pani źródłami historycznymi?

Naturalnie. Jednak na jej temat zachowało się stosunkowo mało informacji. Plusem jest to, że w związku z tym scenarzyści mają większą swobodę, a minusem, że chętnie dowiedziałabym się na jej temat czegoś więcej. 

Czy rola w "Koronie Królów" wymagała od Pani nabycia jakichś nowych umiejętności?

Bardzo niewiele jest produkcji kostiumowych, bo są kosztowne. W kostiumie grałam w "Panu Tadeuszu" Wajdy, w "Pół Serio" Koneckiego, jednak "Korona Królów" dała mi nacieszyć sie nim zdecydowanie dłużej. Cieszę się, że mogłam tego doświadczyć. To przeniesienie się w inne czasy. Kostium bardzo mocno narzuca, gre, zachowanie i formę. To fantastyczna i niepowtarzalna praca. 

Uważa Pani, że seriale takie jak "Korona Królów" pełnią funkcję edukacyjną, mają szansę udowodnić, że historia może być ciekawa?

Oczywiście. Nawet przeciwnicy tej produkcji wytykając jej błędy są “jej ofiarami”; edukują siebie i innych:) 

W jakich jeszcze innych produkcjach zobaczymy Panią w nowym sezonie?

Niewiele jest w moim zawodzie osób, które wiedzą takie rzeczy. Prowokuje los. Nie mam planów. Gdybym mogła to zaplanowała bym swój udział w filmie Marii Szumowskiej, ale nie mogę.(Śmiech.) 
Cieszę się tym, co jest. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji 

Wojciech Dąbrowski: "Pracy mi nie brakuje"

Wojciech Dąbrowski: "Pracy mi nie brakuje"


























fot. zdjęcie nadesłane

Z Panem Wojciechem Dąbrowskim spotkałam się na XIV Beskid Cup - Turnieju Tenisa Ziemnego Artystów Polskich w Jaworzu. Rozmawialiśmy o sporcie, ale również wspominaliśmy kultowy serial "Plebania" i poruszyliśmy temat powrotu aktora do serialu "Pierwsza miłość". 

Spotykamy się na XIV Beskid Cup - Turnieju Tenisa Ziemnego Artystów Polskich. Jak samopoczucie?

Jestem po pierwszej rozgrywce. Jest fajnie, schodzi napięcie, zaczyna się granie. 

Jak wyglądały Pana  tegoroczne przygotowania do Beskid Cup? Jak długo trwały? Trenuje Pan na bieżąco, czy przede wszystkim w momencie, kiedy już wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja? (Śmiech.) 

Żeby utrzymać formę, w tenisa gram regularnie. Przez długie lata jeździłem konno, ale jakiś czas temu całkowicie zrezygnowałem z tej aktywności. 

Czy regularnie w Pana życiu pojawia się jakiś sport oprócz tenisa ziemnego?

W tym momencie systematycznie nie uprawiam żadnych innych sportów. Tenis w zupełności mi wystarcza. To sport towarzyski, spotykamy się z kolegami, można wymieniać poglądy. Na korcie toczą się ciekawe rozmowy. Rozmawiać można o sporcie, polityce, a nawet o sztuce. Jednym słowem - o wszystkim. 

Porozmawiajmy o aktorstwie. Jeśli chodzi o rolę, z którą jest Pan najczęściej kojarzony przez widzów, jest to moim zdaniem Piotrek Wojciechowski, komendant posterunku w Tulczynie z kultowej "Plebanii". Czy się mylę?

(Śmiech.) Tak, jestem z nim kojarzony do tej pory, ale to zależy od pokolenia. Młodsze pokolenie może kojarzyć mnie z serialem "Pierwsza miłość" lub "W rytmie serca". 

Jak Pan myśli, w czym tkwił sukces tego serialu, że pomimo upływu wielu lat od zakończenia emisji, dalej wywołuje u widzów tak pozytywne reakcje? 

"Plebania" skierowana była do ludzi, którzy żyli poza miastem. Jego akcja toczyła się na wsi. Pokazywane były problemy większej części naszego społeczeństwa. Był to świetnie skonstruowany serial, który z anteny zszedł z niewiadomych względów. Szkoda. 

Brakuje Panu tego serialu i pracy na planie?

Nie brakuje mi ani pracy na tym planie, ani na innym. (Śmiech.) Robię to, co lubię i to jest najważniejsze. Pracy w naszej branży jest dużo, czasami trzeba jej poszukać. (Śmiech.) 

Obecnie możemy Pana oglądać w serialu "W rytmie serca" Co opowiedziałby Pan o swojej postaci?

Nie powiem za dużo. (Śmiech.) Gram chirurga, ginekologa. Jest dobrze.

Przyswojenie jakich umiejętności medycznych okazało się konieczne, by mógł Pan wiarygodnie wcielać się w swoją postać?

Do tego momentu nie musiałem przyswajać żadnych umiejętności medycznych. 

"WRS" jest jednym z najbardziej lubianych seriali obyczajowych w Polsce. W czym Pana zdaniem tkwi największy sukces tej producji?

Jest świetna obsada, wspaniali ludzie pracują przy tym serialu, a to przenosi się na ekran. 

Porozmawiajmy jeszcze o serialu "Pierwsza miłość", do którego jak się okazuje, wrócił Pan po przerwie. Czy Tata Marysi pojawi się w serialu na dłużej, czy jest to raczej powrót na chwilę? 

Odcinki pojawią się na pewno jeszcze w tym roku. Nie wiem, czy jest to powrót na dłużej, czy na chwilę. Zobaczymy, co wymyślą scenarzyści. 

Proszę opowiedzieć o najbliższych losach swojego bohatera w "PM". 

Tata Marysi wraca. Nie chciałbym zdradzać szczegółów, ponieważ wątki są bardzo skomplikowane. 
Będą zaskoczeniem dla widzów. 

W jakich obecnie spektaklach we Wrocławiu można Pana zobaczyć?

W dużej ilości  spektakli Wrocławskiego Teatru Komedia, ponieważ w repertuarze jest prawie 25 sztuk, a ja gram prawie w połowie tytułów. Oprócz mnie właścicielem Teatru Komedia we Wrocławiu jest Paweł Okoński. 

Proszę opowiedzieć o najbliżych planach zawodowych na koniec rozmowy. 

W tej chwili przygotowujemy sztukę "Łatwo nie będzie". Na scenie pojawi się znakomita obsada.  M.in Aleksandra Zienkiewicz, Małgorzata Sadowska, Maciej Tomaszewski, Lucyna Szierok - Giel i wielu innych. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji 

poniedziałek, 9 września 2019

Piotr Rubik: "Cieszę się z małych rzeczy"

Piotr Rubik: "Cieszę się z małych rzeczy"


















fot. Monika Szałek

Przed koncertem "Moja historia" w Bielsku miałam przyjemność rozmawiać z Panem Piotrem Rubikiem. O sile pozytywnego nastawienia w życiu, dobrej energii w muzyce i nietuzinkowym koncercie "Moja historia". 

"Moja historia" to wyjątkowe muzyczne spotkanie z Panem i Pana twórczością. Skąd pomysł na powstanie całego przedsięwzięcia?

To bardzo dynamiczny, żywiołowy, pełen pozytywnych emocji koncert. Gramy go od wielu lat, w Polsce i na świecie. 

Szukałem pomysłu jak zrobić koncert w innym stylu. Wpadłem na to, aby był kameralną opowieścią o moim muzycznym życiu. Tej opowieści towarzyszy zespół wspaniałych muzyków oraz czwórka solistów. Dzięki formule połączenia słowa mówionego z moją grą na fortepianie mogę opowiedzieć moją historię. Nie zdradzę jaką. Każdy dowie się sam kiedy przyjdzie na koncert. (Śmiech.) 

Koncert jest zbiorem Pana największych przebojów. Czym kierował się Pan podczas wyboru utworów, które chciał Pan, aby były jego częścią?

Chciałem, aby były to największe przeboje a jednocześnie piosenki, które tę historię stworzą. 

Cieszę się, ponieważ  14 października na rynku muzycznym pojawi się płyta "Moja historia LIVE", która została zarejestrowana podczas koncertu w Bratysławie w grudniu ubiegłego roku. Świetną atmosferę słychać na płycie. Moją hisotrię dodatkowo będę mógł zaprezentować na płycie. Bardzo się z tego powodu cieszę. 

Utwory wykonywane są przez wspaniałych solistów - Michała Gasza, Agnieszkę Przekupień, Martę Moszczyńską i Marcina Januszkiewicza, a Pan między występami opowiada tytułową "Moją (swoją) historię". Na czym skupia się Pan podczas tych opowiadań?

Najważniejsza jest dla mnie miłość do muzyki, miłość do rodziny. Ważne są pozytywne emocje i dobre relacje z publicznością. Staram się, żeby całe widowisko było atrakcyjne dla słuchaczy. Chcę, aby było wzruszająco, ale również śmiesznie. Lubię huśtawki emocji. 
Liczy się dobra energia. 

Słuchając Pana wnioskuję, że dobra energia ma dla Pana znaczenie. 

Dobra energia podczas koncertów jest dla mnie najważniejsza, ponieważ powoduje, że ludzie wychodzą z nich szczęśliwi, napełnieni pozytywną energią, zmieniają swój świat na lepsze, a ja mam wpływ na to, by był on odrobinę weselszy. 

Przeważnie opowiada Pan te same historie, czy zmieniają się w zależności od okoliczności?

Podstawa jest taka sama, ale często improwizuję. Nie boję się tego. Każdy koncert jest inny, ma swój niepowtarzalny klimat. 

Historia którego utworu w Pana odczuciu podobała się do tej pory słuchaczom najbardziej?

Trudno powiedzieć. Była to chyba historia utworu "Niech mówią, że to nie jest miłość". 

Kulisy powstania którego utworu są dla Pana szczególne? Z jakich względów?

Każdy utwór jest dla mnie szczególny, do każdego jestem przywiązany. Utwór "Kiedy mężczyzna płacze" jest dla mnie ważny. 

Jest Pan w ciągłych rozjazdach, nie tylko w związku z trasą koncertową "Moja historia", ale także pod kątem innych projektów. Mimo wszystko, mam wrażenie, że nie widać po Panu zmęczenia i cały czas jest Pan w dobrej formie. Co daje Panu w życiu najwięcej siły?

Najwięcej siły daje mi miłość. Mam fajną rodzinę, z nią można przezwyciężyć wszystkie niedogodności. 

Moim zdaniem, ważne jest cieszenie się drobiazgami, ale prawda jest taka, że nie każdy posiada taką umiejętność. Co zrobić, by to się zmieniło?

Staram się cieszyć  z małych rzeczy, uczę tego również moje dzieci. Życie jest kruche. Trzeba się cieszyć każdą chwilą, nie wiemy, która jest ostatnią. Życie trzeba przeżyć jak najlepiej. 

24 maja miała premierę Pana najnowsza płyta "Ze śpiewnika Piotra Rubika". Skierowana do najmłodszych odbiorców. Zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że dzieci są najbardziej wymagającą grupą odbiorców?

Tak. Dzieci się nie oszuka, są spostrzegawcze, bardzo szybko nudzą się tym, co jest słabe. By zbliżyć dzieci do muzyki, trzeba się bardzo postarać. Płyta "Ze śpiewnika Piotra Rubika" jest bardzo przebojowa. Znajdują się na niej również wersje karaoke wszystkich piosenek oraz nuty. Cieszę się, że poprzez swoje przedsięwzięcia zaszczepiam w dzieciakach miłość do muzyki. Poszerza horyzonty. 

Na czym skupiał Pan szczególnie uwagę tworząc tę płytę?

Najważniejsze było dla mnie, by były to fajne piosenki. Chciałem by dawały radość rodzicom i ich dzieciom. 

Proszę o sprecyzowanie najbliższych planów. 

Moje najbliższe plany to przede wszystkim koncerty. 7 września koncert w Wilnie. Rozkład koncertów dostępny jest na moich profilach w mediach społecznościowych. 
Pracuję nad nową piosenką do filmu, a w międzyczasie podróżuję, ponieważ bardzo to lubię. 

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji