"Droga rzadziej przemierzana". Zuzanna Grabowska o swoim debiucie reżyserskim [WYWIAD]
fot. Małgorzata Krawczyk
„Droga rzadziej przemierzana" zamknęła 28. Kino na Granicy. To debiut reżyserski aktorki Zuzanny Grabowskiej, która w pracy nad tym filmem łączyła wiele ról. W rozmowie z red. Mariolą Morcinkovą opowiada m.in. o tym procesie i wyborze motywu odchodzenia na myśl przewodnią swojej produkcji.
28. edycja Kina na Granicy jest pierwszą odsłoną festiwalu, na którym się pojawiasz, ale zdarza Ci się przyjeżdżać tutaj z teatrem. Jak wraca się w te strony?
Tak naprawdę, kiedy gdziekolwiek przyjeżdża się z teatrem, czasu na zwiedzanie jest bardzo mało. Nigdy wcześniej nie byłam chociażby na tutejszym rynku. Bardzo się cieszę z tego przyjazdu. Jestem zauroczona tym miastem. Spacerujemy. To wspaniała majówka.
To jeden z tych festiwali, na którym nie obowiązują galowe stroje i nie ma czerwonych dywanów. Czy między innymi właśnie to składa się na jego sukces?
Zdecydowanie. Łukasz Maciejewski naprawdę kocha aktorów, kocha filmy. Umie stworzyć luźną atmosferę. Bardzo dobrze się tutaj czuję.
Jego dużym atutem, moim zdaniem, jest również to, że ten przegląd łączy miłośników kina polskiego, czeskiego i słowackiego. Czy lubisz filmy naszych południowych sąsiadów?
Uwielbiam czeski humor i tę lekkość w czeskim kinie. Pojawiło się tutaj wiele tytułów, o których wcześniej nie słyszałam. Wśród tych, które zdecydowałam obejrzeć, znalazło się właśnie kilka czeskich pozycji.
Ilekroć pytam gości festiwalowych o skojarzenia z Czechami, najczęściej słyszę, że to piwo i smażony ser. Co dorzucisz do tej puli?
Podpisuję się pod przedmówcami. (śmiech)
Zostałaś gościem uwielbianego, i to nie tylko przez najmłodszych, cyklu „Aktorzy i aktorki czytają dzieciom". Jaka książka kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Tych książek jest naprawdę dużo. Jednak przede wszystkim są to „Przygody Koziołka Matołka". Uwielbiałam tę serię.
Byłaś dzieckiem, które trzeba było namawiać do czytania?
Lubiłam słuchać bajek, jeszcze na adapterze.
Uważasz, że czytanie dzieciom od najmłodszych lat sprawia, że później same z większą ochotą sięgają po książki? Nie można zapominać też o tym, jak bardzo czytanie wpływa na kreatywność.
Och, zdecydowanie. Jeśli pokażemy dzieciom, że książka potrafi być czymś fajnym, a nie tylko nudną lekturą, może to zaprocentować w przyszłości i faktycznie sprawić, że chętniej sięgną po książkę w późniejszym czasie.
Jaka książka zachwyciła Cię ostatnio?
Najczęściej sięgam po powieści i poradniki psychologiczne. Ostatnio moją uwagę zwróciła „Odwaga bycia nielubianym" autorstwa Ichiro Kishimi i Fumitake Koga.
Na 28. Kino na Granicy przyjechałaś nie tylko po to, by czytać dzieciom. Filmem zamknięcia tej edycji została „Droga rzadziej przemierzana". To Twój debiut reżyserski. Jaka była droga od pomysłu do realizacji?
To na mnie spadło jak grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Agaty Wątróbskiej, bo wpadłam na pomysł napisania pewnego scenariusza. Zaproponowałam jej, byśmy stworzyły go wspólnie. Od słowa do słowa - ten pierwszy etap tak się zaczął.
Oprócz tego, że film wyreżyserowałaś i jesteś współautorką scenariusza, grasz też jedną z głównych ról. Rozpiętość umiejętności niesamowita.
Wzięłam na siebie bardzo dużo, ale to wyjątkowy projekt, który mogłam zrealizować jedynie w taki sposób. Myślę, że gdyby pojawiły się kolejne produkcje, zdecydowałabym się już tylko na objęcie jednej z tych wielu funkcji. Bardzo się cieszę, bo z czymś aż tak osobistym wychodzę do ludzi po raz pierwszy. Nie jest to co prawda biograficzna historia, ale na pewno jest w niej jakaś część mnie.
Jaka?
Tą iskrą były moje czterdzieste urodziny. Pomyślałam sobie, że jestem w takim momencie życia, w którym dużo wiem, dużo jest za mną, ale jeszcze wiele przede mną. Przyjaźń z osobami, które często towarzyszą nam od dzieciństwa, była jednym z ważnych motywów. Możemy mieć w nich oparcie. To film o czterdziestoletnich kobietach. Też się do nich zaliczam. Mam nadzieję, że wiele kobiet w podobnym wieku i nie tylko, znajdzie w nim cząstkę siebie.
Co było dla Ciebie w tym połączeniu tak wielu wspomnianych już umiejętności najważniejsze?
Najważniejsze było przygotowanie. Kiedy plan się rozpoczął, nie chciałam mieć już w sobie żadnych pytań. Oczywiście, wiele rzeczy miało prawo się wydarzyć, natomiast to przygotowanie, które odbywało się wcześniej na tak wielu poziomach, było kluczowe.
Czy przyjaźń, która połączyła Cię z Agatą Wątróbską, pomogła Wam również w zbudowaniu relacji ekranowej?
Tak. Bardzo dobrze się znamy, byłyśmy razem na roku, przez całe studia razem mieszkałyśmy. Wiemy o sobie naprawdę dużo.
Lubicie wspólne projekty?
Przede wszystkim lubimy się nawzajem. Przez wiele lat działałyśmy razem w Teatrze Dramatycznym i Kabarecie na Koniec Świata. Zagrałam też w sztuce „Przyjaciele", którą Agata wyreżyserowała. Ten spektakl można zobaczyć w stołecznym Garnizonie Sztuki. Znamy swoje mocne i słabe strony, naprawdę lubimy ze sobą pracować.
Co było dla Was najistotniejsze w ukazaniu ekranowej relacji?
Istotne było dla nas to, żeby to płynęło, kiedy ruszyła kamera. Miałyśmy świadomość, że ta historia jest już w nas osadzona. Poszłyśmy wytyczonym wcześniej szlakiem.
Producentem, a także jednym z epizodycznych bohaterów jest Paweł Domagała, a w jednej z ról widzimy także Twojego tatę, Andrzeja Grabowskiego. Jak się układała współpraca Waszej trójki?
Bardzo dobrze. Tata i Paweł Domagała wspomogli mnie, skorzystałam z ich talentu i potencjału. W ogóle podczas pracy nad tym filmem otoczyłam się ludźmi, którzy są mi przyjaźni i dobrze na mnie patrzą. Zadziałało family friends. (śmiech) Teraz już wiem, że mogliśmy to zrobić tylko w takiej konfiguracji.
Oj, udowadniacie, zresztą nie po raz pierwszy, że z rodziną fajnie, nie tylko na zdjęciu. (śmiech) Praca na planie „Drogi..." jeszcze bardziej wzmocniła Waszą rodzinną więź?
Tak. Produkcja filmu ma wiele etapów. Bywają momenty, kiedy trzeba zaryzykować. Na to wszystko składają się także trudne rozmowy. Wspomogły nas także producentki wykonawcze, Sylwia Witowska i Vicky Witowska.
„Droga rzadziej przemierzana” to historia dwóch dziewczyn, które rozdzieliło życie, żeby połączyć na nowo wobec perspektywy odejścia trzeciej z przyjaciółek. To kolejna, po „Zapiskach śmiertelnika" w reżyserii Macieja Żaka, propozycja festiwalowa dotycząca przemijania. Mam wrażenie, że ten motyw jest obecnie chętnie poruszany w polskim kinie. Z czego, Twoim zdaniem, to wynika?
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, uważam że nie zawsze strata drugiej osoby niesie tylko rozpacz i cierpienie. Oczywiście, że jest tego częścią, ale w dłuższej perspektywie może przynieść nam także ukojenie, mądrość i dostarczyć nam także możliwość innego spojrzenia na świat. Chciałam pokazać, że śmierć nie jest tylko końcem samym w sobie. Jeżeli relacja była pełna, po tej osobie, która nas w danym momencie zostawia, już na zawsze coś w nas zostanie. To coś, co nigdy nie umrze.
Wybór takiego motywu bierze się z potrzeby pokazania odchodzenia z różnych perspektyw, potrzeby dzielenia się historiami opartymi o coś, co się przeżyło czy jeszcze z czegoś innego?
Sztuka jest czymś, dzięki czemu możemy alternatywnie przeżyć jakąkolwiek historię. Uczestnicząc w powstawaniu scenariusza, wcielając się w postać, przerobiłam w sobie te wszystkie emocje. Było w tym wszystkim coś oczyszczającego i wzmacniającego.



.jpg)





