niedziela, 13 października 2019

Jacek Fedorowicz: „Zachłannie czytałem od dziecka”


Jacek Fedorowicz: „Zachłannie czytałem od dziecka”





















fot. zdjęcie nadesłane

Dnia 8 października w Bibliotece Miejskiej w Cieszynie odbyło się spotkanie autorskie z Jackiem Fedorowiczem. Mieliśmy okazję porozmawiać. O książkach, gwałtownie spadającym czytelnictwie w Polsce i czynnikach mających na to znamienny wpływ.  

Nie jest łatwo namówić Pana na wywiad. Dziękuję za to wyróżnienie.

Dobrze Pani z oczu patrzy, stąd moja niespodziewana przychylność. Proszę się nie śmiać. Bardzo często jestem w sytuacji, że trzeba byłyskawicznie ocenić, czy dziennikarz jest godny zaufania, nie zmanipuluje wypowiedzi, nie przekręci... Mnie bardzo zależy na czytelnikach. Nie chciałbym, żeby jakieś bzdury czytali myśląc, że to niby ja powiedziałem.                                                                Oczywiście czasem mówię bzdury sam z siebie. Ale wtedy wiem do kogo mieć pretensje.

Spotykamy się w Bibliotece Miejskiej w Cieszynie. Jak samopoczucie przed rozpoczęciem Pana spotkania autorskiego?

Jak zwykle, to znaczy jestem napięty i lekko zdenerwowany, z powodów, które wyłuszczyłem przed chwilą. Nie chciałbym, żeby spotkanie wypadło głupio, albo nudno, wiem o co Pani chce spytać, czy często mi się tak zdarza, więc chyba nie, ale niebezpieczeństwo zawsze istnieje. Dlatego od spotkań z czytelnikami, do których mówię, wolę spotkania z czytelnikami dla których coś napisałem. Znaczy wolę jak mnie czytają, a nie jak mnie słuchają, bo tylko pisząc mam szansę się skupić i bez pośpiechu przekazać co też ja sądzę o tym czy o owym.
Wyniki czytelnictwa z roku na rok gwałtownie spadają.

No niestety.

Jak Pan myśli, co ma na to największy wpływ? Można jakoś to zmienić, jakoś temu zaradzić?

Największy wpływ ma postęp techniczny. Po prostu. Ja jako dziecko zachłannie czytałem (czasem przy świetle latarki pod kołdrą, bo noc była głęboka i dorośli by nie pozwolili) i książka dawała mi to wszystko, co dzisiejszej młodzieży daje film, telewizja, internet, czy wreszcie telefon komórkowy. Pewnie Pani nie uwierzy, ale ja do ósmego roku życia nie widziałem na oczy radioodbiornika i nie byłem w kinie, mimo że mieszkałem w centrum Warszawy. Była okupacja, radio było zakazane, a do kina nie chodziło się bo „tylko świnie siedzą w kinie“ – piszę o tym w nowej książce, która ukaże się za chwilę, „Mistrz Offu“ to są moje wspomnienia z kontaktów z filmem – polecam przy okazji. Jest tam dużo o stopniowym rozwoju „cywilizacji obrazkowej“ w którym to rozwoju, owszem maczałem palce, być może przyczyniając się w ten sposób do zaniku czytelnictwa. Mimo wszystko umiejętność czytania jeszcze nie zanikła. W przyszłości może być gorzej, jakieś nieodkryte jeszcze fale będą nam przesyłały treści bezpośrednio do mózgu może?... Nie mniej zawsze – wierzę – będzie spora liczba ludzi preferujących czytanie tradycyjne.


Jest wiele inicjatyw promujących czytanie. Jest Pan ich zwolennikiem, czy przeciwnikiem?

Zwolennikiem, bo zawsze staram się być po stronie słabszych. Książka jest formą mniej efektowną niż obrazki na ekranie telewizora. Więc trzeba promować książkę. Obrazki same sobie dadzą radę bez promowania.

Jakim jest Pan czytelnikiem, czego poszukuje w książkach?

Trudne pytanie, to różnie bywa. Czasem chcę sie czegoś dowiedzieć, czasem zabawić, czasem podpatrzeć styl autora, poznać jego sposoby na skuszenie czytelnika po to, żeby samemu spróbować tak jak on... Ale nie zżynam! Co to, to nie.

W zasadzie tak" to jedna z książek, wokół której oscylować będzie dzisiejsze spotkanie. To najprawdziwszy, a zarazem najśmieszniejszy przewodnik po rzeczywistości PRL-u. Na czym skupiał się Pan podczas powstawania tej książki? 

To było pisane w tamtych czasach. Wydane w 1975 roku. Główną zgryzotą, ale i ambicją było tak opisać tę rzeczywistość, żeby czytelnicy nie mieli wątpliwoiści co ja myślę o PRL a jednocześnie żeby cenzura mi nie skreśliła, no bo myślałem o totalitaryzmie wszystko co najgorsze. To się na szczęście udało.



Czy na spotkaniach autorskich spotkał się Pan już z opinią od osób, które nie pamiętają czasów PRL-u, że dzięki Pana książce poczuły jego smak?

Smak? Ryzykowne słowo, bo kojarzy się pozytywnie. Myślę, że jeżeli ktoś wspomina PRL z sentymentem, to bierze sie to głównie z prostego faktu, że 40 lat temu był młody, piękny i zdrowy, a dziś, szkoda gadać... Ale rzeczywiście wiele do mnie dociera opinii, że książka dobrze oddaje tamte czasy. Zdarza sie też, że słyszę, że w wielu fragmentach ksiażka jest wciąż aktualna. Ogromną frajdę mi to sprawia.

Idąc dalej śladami PRL-u zapytam o to, co uważa Pan za największą wadę, a co za największą zaletę tych czasów? 

Spośród wielu wad najwidoczniejszą było zatrzymanie w rozwoju państwa środkowoeuropejskiego średniej wielkości na dziesięciolecia, a w końcu doprowadzenie go do bankructwa. Ta jedna wada wystarczy, żeby nie wyliczać zalet, bo zabrzmiałyby śmiesznie

Drugą książką wokół której oscyluje Pana spotkanie autorskie w Cieszynie jest "Chamo Sapiens". Jak rozszyfrowałby, wytłumaczył Pan ten tytuł? Co ze sobą niesie? 

To tytuł jednego z monologów, który posłużył jako tytuł całego zbioru. Ten akurat traktował o powstaniu nowego gatunku CHAMO SAPIENS, który powoli wypiera HOMO SAPIENS. Zjawisko powszechne, w Polsce szczególnie widoczne. Jak jest z tym w Czechach, niestety nie miałem okazji zaobserwować, ale może kiedyś się się uda.



Proszę opowiedzieć o kulisach powstania tej książki.To zbiór dialogów, monologów.

Właśnie! I dlatego powiem Pani – zdradzając kulisy – długo się broniłem przed wydaniem jej. Powodem była moja megalomania. Uważałem, że dialogi, monologi, czyli kawałki pisane specjalnie nie do czytania, tylko do mówienia z sceny, wydrukowane w formie do czytania, a więc pozbawione mojej intpretacji, będą nieśmieszne. Ale w końcu mnie przekonano, że wcale nie jestem taki znów rewelacyjny jako aktor, żeby od tego uzależniać wydanie tekstów w formie książkowej, więc sie w końcu zgodziłem. Dialogów tam jest akurat niewiele, ale za to ogromnie dużo własnoręcznych ilustracji (jestem z zawodu rysownikiem-karykaturzystą) i przede wszystkim monologi.


























fot. zdjęcie nadesłane


Ma Pan wśród nich swój ulubiony?

W monologach najlepiej się zawsze czułem przypominając postać z audycji radiowej niegdyś nieprzytomnie popularnej, „60 minut na godzinę“, a mianowicie „Kolegę kierownika“. Tak więc na pewno najbardziej lubię monolog mówiony głosem tej postaci.

Czego dotyczy?

Wszystkiego, na czym kolega kierownik zupełnie się nie zna, ale dlatego wygłasza o tym długie tyrady. To zresztą charakterystyczne dla kolegów kierowników w realu. Tępy, ale posłuszny partii i jak długo będzie posłuszny, tak długo będzie kierownikiem. Wciąż awansując.


Do jakich czytelników skierowana jest ta książka? 

Głównie do tych, co szukają rozrywki. Miałem różne zbiory tekstów, niektóre miały ambicje publicystyczne, ta jest zdecydowanie „do śmichu“

Najbliższe plany?

Ponieważ „Chamo sapiens“ był zbiorem monologów z całego życia (zadebiutowałem na scenie w grudniu 1954 roku, więc książka zawiera też i teksty prehistoryczne) „W zasadzie tak“ było o PRL, a „Mistrz Offu“ to znów wspomnienia z przeszłości, postanowiłem, że absolutnie najwyższy czas zabrać się za dzień dzisiejszy. Żyjemy w czasach coraz ciekawszych niestety. Obawiam sie, że tematów nie zabraknie.

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz