wtorek, 16 czerwca 2026

Maria Gładkowska o filmie "Magnat" i życiowych doświadczeniach [WYWIAD]

 Maria Gładkowska o filmie "Magnat" i życiowych doświadczeniach [WYWIAD]













fot. Małgorzata Krawczyk 

Aktorka Maria Gładkowska na Kino na Granicy  przyjechała po raz pierwszy. Spotkała się z najmłodszymi widzami, by zainaugurować lubiany cykl „Aktorzy i aktorki czytają dzieciom".

Nie był to jej jedyny powód przyjazdu nad Olzę, albowiem podczas przeglądu wyświetlone zostały dwa filmy z jej udziałem, których reżyserem jest Filip Bajon.

To właśnie m.in. o filmie „Magnat" i „Bal na dworcu w Koluszkach" Maria Gładkowska rozmawiała ze mną. Opowiedziała, z jakimi emocjami ogląda się po latach filmy, w których się zagrało oraz jak wspomina pracę nad nimi.

Na początku każdej rozmowy staram się opisać swojego rozmówcę. Panią widzę jako aktorkę o imponującym dorobku artystycznym, ale też osobę, która mimo tego, że nie brakowało w jej życiu trudnych doświadczeń, nadal potrafi się uśmiechać i widzi szklankę do połowy pełną. Postrzega Pani siebie w podobny sposób?

Tak, jak najbardziej. Moje doświadczenia mnie ukształtowały, to dzięki nim jestem taką osobą, jaką jestem.

Takie nastawienie pomaga również w tym pięknym, a równocześnie trudnym zawodzie, prawda?

Myślę, że to taki zawód, który uczy dystansu do życia i do wielu spraw, w tym także do niepowodzeń, które są częścią tego wszystkiego.

W wywiadach często przyznaje Pani, że to nie jest łatwy zawód, jednocześnie przekonując, że jego wyboru nigdy Pani nie żałowała. To prawda, że już w liceum postrzegała Pani go jako swego rodzaju sposób na naprawianie świata? 

Kiedy wybierałam ten zawód jako młoda dziewczynka, myślałam o tym, że dzięki mojej grze widz będzie mógł dokonać przemyśleń swojego życia, działania i mieć jakieś refleksje.

Jak postrzeganie tego zawodu zmieniło się u Pani na przestrzeni lat?

Trochę inaczej to wygląda, kiedy już jest się dorosłą osobą. W moim wieku człowiek nie ma już żadnych złudzeń. (Śmiech) To nie jest łatwy zawód, zwłaszcza dla kobiety. Kiedy pierwszy raz powiedziałam, że chcę zdawać do szkoły aktorskiej, przestrzegał mnie przed tym Janek Englert. Dziś już mam tego pełną świadomość, aczkolwiek niczego nie żałuję.

W repertuarze 28. edycji Kina na Granicy znalazły się dwa filmy z Pani udziałem. Pierwszy to „Magnat", który premierę miał w 1986 roku. Wcieliła się Pani w Daisy, żonę Hainsa Heinricha. To już prawie 40 lat od jego premiery. Jak dziś patrzy Pani na ten film? 

Mierzę wszystko wiekiem moich dzieci, więc to bardzo prawdopodobne, że to już tyle lat. (Śmiech) Im człowiek jest starszy, tym szybciej życie upływa. Mam takie poczucie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, że wręcz pędzi, jak to najnowsze pendolino w naszym kraju.

Mam wrażenie, że „Magnat" jest dla Pani ważnym filmem. Dlaczego?

„Magnat" jest dla mnie bardzo ważnym filmem, ponieważ po raz pierwszy w mojej karierze zawodowej dostałam wtedy propozycję zagrania takiej właśnie postaci. Niewątpliwie, jako dla młodej osoby, było to dla mnie wyzwanie.

Jakim reżyserem jest Filip Bajon?

Pracowało nam się doskonale. Jak już wspomniałam, byłam wtedy bardzo młodą dziewczyną. Spotkanie w pracy tak doświadczonego aktora jak Jan Nowicki, czy tak uznanego już reżysera jak Filip Bajon, było dla mnie bardzo ważne. Przyglądałam się im z dużym zainteresowaniem i zaciekawieniem.

U Filipa Bajona zagrała Pani również w „Balu na dworcu w Koluszkach" i pokrewnym „Magnatowi" miniserialu „Biała wizytówka". Punktem wyjścia "Balu..." jest autentyczna zima stulecia z przełomu lat 1978/79. Jak Pani zapamiętała pracę nad tym projektem?

Te zdjęcia były zupełnie inne, ponieważ był to zupełnie odmienny film. Trudno tutaj mówić o większej roli. Moja postać nie była tak znacząca. Przy tym filmie, podobnie jak w przypadku „Magnata", Piotr Sobociński był odpowiedzialny za zdjęcia. Wiedziałam już, jak się z nimi pracuje. Być może ten dystans, który z początku mi towarzyszył, zmniejszył się, a co za tym idzie, lęk młodej, przystępującej do pracy aktorki, też nie był już tak duży.

Gdyby miała Pani możliwość zagrać u niego po latach, w jakimś nowym tytule, zdecydowałaby się Pani taką rolę przyjąć?

Gdyby tylko miał dla mnie jakąś ciekawą do zagrania postać, oczywiście, zgodziłabym się.

Nie wiem, czy po tylu latach można zadać to pytanie, ale spróbujmy. Czego Panią praca nad tym tytułem nauczyła?

Spotkałam wtedy Jana Peszka, który jest wielkim, nietuzinkowym wręcz aktorem. Jego styl gry jest odmienny od wielu, równie wspaniałych aktorów, których znam. To zetknięcie się z nim było dla mnie bardzo interesujące.

Czy zdarza się Pani po latach wracać do oglądania innych filmów ze swoim udziałem?

Tak. W ubiegłym roku po raz pierwszy w całości obejrzałam wspominaną „Białą wizytówkę", która jest rozszerzoną wersją „Magnata". Wcześniej nie widziałam tego miniserialu.

Jakie towarzyszyły Pani emocje?

Obejrzałam go z dużym zainteresowaniem i takim wewnętrznym drżeniem.

Cieszyński festiwal łączy miłośników polskiego, czeskiego i słowackiego kina oraz literatury. Pani ulubieni czescy przedstawiciele kina i literatury to...

Przyznam szczerze, że znam niewielu. Przyjeżdżając tu, miałam nadzieję, że wreszcie ich poznam.

A z czym kojarzą się Pani Czechy? Ilekroć zadaję to pytanie podczas przeglądu, na którym się spotykamy, najczęściej padają odpowiedzi takie jak piwo czy smażony ser. 

Piwa nie piję. (Śmiech) Lata temu, kiedy przejeżdżałam przez Czechy, wybierając się na narty do Austrii, zrobiłam wyjątek i wypiłam czeskie piwo. Pamiętam, że mi wówczas smakowało. Bardzo chciałabym odwiedzić Pragę.

Razem z Grażyną Błęcką-Kolską zainaugurowała Pani cykl skierowany do najmłodszych, „Aktorzy i aktorki czytają dzieciom". Uważa Pani, że czytanie dzieciom od najmłodszych lat sprawia, że w późniejszych latach chętniej sięgają po książki?

Jak najbardziej.

„Awantura o Basię", która jest lekturą szkolną, a w której zagrała Pani Stanisławę Olszańską, doczekała się adaptacji telewizyjnej. Z jakimi książkami i autorami kojarzy się Pani dzieciństwo? Czytała Pani wnuczkowi wspominaną lekturę?

Wnukowi jeszcze „Awantury o Basię" nie czytałam, bo jest na tę lekturę za mały. Mój wnuk ma już prawie sześć miesięcy i muszę przyznać, że już z dużym zainteresowaniem słucha, kiedy czytam mu o zwierzątkach i oswajam go z tym, jakie dźwięki wydają. Wyrosłam na „Baśniach Andersena", które czytała mi moja mama. Do dziś je kocham.

Jaka książka zachwyciła Panią ostatnio?

Był to „Chłopiec z latawcem" autorstwa Khaleda Hosseini. To piękna i bardzo mądra książka.

„Matki, żony i kochanki", „Na dobre i na złe" i „Czułość i kłamstwa" to seriale, z którymi nadal jest Pani najczęściej kojarzona przez widzów?

Jestem najczęściej kojarzona z tymi tytułami, które są w danym momencie emitowane w telewizji. Telewizja nadal jest bardziej popularna niż kino, więc prawdopodobnie z tego to wynika.

Można spotkać też Panią w Teatrze. W jakich sztukach obecnie Pani występuje?

Pracuję w Teatrze Nowym w Łodzi, zapraszam na spektakle w których gram. Zrobiłam wspaniały monodram „Testament Szekspira". Jego autorem jest Kanadyjczyk, Vern Thiessen. Z Wojtkiem Wysockim gram w komedii „Seks dla opornych". Można mnie zobaczyć też w bajce dla dzieci „Tajemniczy ogród".

Dzieci są najbardziej wymagającymi widzami?

Bardzo trudno wywalczyć ich uwagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz