środa, 8 lipca 2026

Ireneusz Czop o życiu, emocjach i „Zapiskach śmiertelnika” [WYWIAD]

 Ireneusz Czop o życiu, emocjach i „Zapiskach śmiertelnika” [WYWIAD]















fot. Małgorzata Krawczyk 

Aktor Ireneusz Czop był gościem 28. Kina na Granicy. Rozmawiamy o „Zapiskach śmiertelnika" w reżyserii Macieja Żaka. To film, w którym Czop wcielił się w głównego bohatera, F.P.

Opowiada m.in. na pytanie, dlaczego mężczyznom tak trudno przyznać się do problemów emocjonalnych. Zdradza też do zadawania sobie jakich pytań skłonił go filozoficzny charakter produkcji.

Przy okazji festiwalu Kino na Granicy nie spotykamy się po raz pierwszy, albowiem gościł Pan m.in. na 19. i 20. odsłonie przeglądu. Jak wraca się do Cieszyna?

Pięknie tu się wraca. Byłem tu wielokrotnie, na przestrzeni lat przyjeżdżałem nie tylko przy okazji tego festiwalu, ale także grając w tutejszym teatrze.

Jednym z trzech filmów z Pana udziałem, który można było tutaj zobaczyć, są „Zapiski śmiertelnika". Mówi Pan otwarcie, że to nie film o umieraniu, jak wielu mogłoby się wydawać, ale o życiu. Rozwińmy, proszę, tę myśl.

To film o z tym, czy rozumie się to życie czy wręcz przeciwnie.

Ważną wydaje się tutaj umiejętność przeżycia fragmentu własnej historii tak jak chcemy. Odnoszę równocześnie wrażenie, że nie każdy taką umiejętność posiada. Jak Pan się do tego odniesie?

Tego, kto taką umiejętność posiada, poproszę o korepetycje w tej materii. (Śmiech)

Głównemu bohaterowi, w którego Pan się wciela, pozornie niczego nie brakuje. Ma przecież wszystko - dom, rodzinę, pracę. Mimo to czuje rozczarowanie, że nie spełnił swoich młodzieńczych marzeń, co z kolei popycha go do myśli samobójczych. Mam wrażenie, że twórcy coraz chętniej decydują się na oparcie swoich produkcji o motyw odchodzenia. Z czego, Pana zdaniem, to wynika?

Myślę, że bierze się to z codzienności. Wydaje nam się, że mamy i wiemy wszystko. Dzisiejszy świat podpowiada nam także, że o wszystko możemy zapytać sztuczną inteligencję. Tak naprawdę to nas zwodzi, powoduje, że mamy w sobie swego rodzaju lukę.

Reżyser filmu, Maciej Żak, zdecydowanie wypełnia tę lukę, w sposobie poruszania kwestii ostatecznych w polskiej kinematografii. Czy jego podejście do całego zagadnienia, w którym nie brakuje też dystansu i humoru, było jednym z powodów, dla których zdecydował się Pan przyjąć rolę F.P.?

Oczywiście. Jednym z czynników jest na pewno jego podejście do narracji. Kluczową rolę odgrywa tu także jego wrażliwość literacka. Scenariusz „Zapisków śmiertelnika" nie był modyfikowany. Podczas jego realizacji szukaliśmy po prostu rozwiązań.

Nie było to Wasze pierwsze spotkanie, albowiem u Żaka zagrał Pan też w filmie „Konwój" z 2017 roku. Czy to pomogło Wam w pracy nad „Zapiskami śmiertelnika"?

Pomogło i przeszkodziło. (śmiech)  Ale wiadomo, że każdy kij ma dwa końce.

Czego nauczyła Pana praca z Maciejem Żakiem?

Praca z Maćkiem nauczyła mnie, że nie wszystko musi być takie prawdopodobne. Przekonałem się, że film to przede wszystkim metafora, że możemy poszukać siebie w innej optyce.

Czy filozoficzny charakter filmu skłonił Pana do rozmyślań nad swoim życiem?

Mam nadzieję, że do takich rozmyślań nasz film skłonił także widzów. To podstawowe zadanie sztuki.

Pod wpływem tego, czego doświadczał na ekranie Pana bohater, zdarzało się Panu myśleć też o tym, czy jest szczęśliwy?

Myślałem o tym, co to w ogóle znaczy.

Jakie jeszcze pytania zadawał Pan sobie, tworząc postać F.P.? 

Było ich naprawdę wiele. Myślałem o tym, ile mam czasu. Zastanawiałem się, czy dobrze go wykorzystuję. Myślałem też o tym, czy coś tak naprawdę lubię, czy ktoś mi to wmówił. W gruncie rzeczy były to bardzo proste pytania.

Czego dowiedział się Pan o sobie pracując nad tym filmem? Czego się nauczył?

Przekonałem się, że wszystko jest ciągłą pracą.

Dlaczego mężczyznom, o wiele trudniej niż kobietom, przychodzi poproszenie o pomoc?

Nie lubimy gadać i tyle. Kiedy zaczynamy myśleć czy rozmawiać o swoich wątpliwościach, tak naprawdę nie ma to końca. Zaczynamy marudzić, a mężczyzna, który marudzi, nie jest ciekawy.

Czy poniekąd bierze się też to z dość powszechnego hasła, że „chłopaki nie płaczą”?

Moim zdaniem bierze się to raczej z poczucia, że nas się nie słucha.

Czy po seansach spotyka się Pan z głosami widzów, którzy mówią, że pod wpływem tego, co zostało pokazane na ekranie, nie posunęli się do ostateczności i jeszcze raz przemyśleli swoje życie?

Były to inne refleksje, ale bardzo ciekawe. Ktoś zdecydował się, że zabierze swoją drugą połowę na spacer, a ktoś inny po seansie stwierdził, że musi zadzwonić do kumpla.

Pojawiły się też osoby, które opowiadały Panu swoje historie zbliżone do losów Pana bohatera?

Tak. To było dla mnie trudne, nie umiałem się w tym odnaleźć.

To z pewnością rola, która niesie trudność emocjonalną. Jakie miał Pan sposoby na zejście z trudnych emocji po kręceniu wymagających scen?

To najtrudniejsze i najczęstsze pytanie. Aktorów wprowadza się w rolę, ale nikt nas z tej roli nie wyprowadza…

Leżenie w zimnym Bałtyku nie było podobno tak trudne, jak mogłoby się wydawać. O wiele większym wyzwaniem okazało się leżenie bez ubrań w kostnicy.

Tak, to prawda, choć wchodzenie nago do Bałtyku w listopadzie nie było niczym przyjemnym.  Trudne było też chociażby granie w deszczu. Podczas kręcenia filmu było wiele wyzwań czysto fizycznych.

Gdyby miał Pan pracę nad tym filmem zamknąć w jednym słowie lub zdaniu, jakie mogłoby paść?

Zapiski śmiertelnika. (Śmiech)

Patryk Mandla / patsontopata o utowrze "Usterki" [WYWIAD]

 Patryk Mandla / patsontopata o utowrze "Usterki" [WYWIAD]
















fot. Piotr Lasoń

Patryk Mandla, znany jako patsontopata, opowiedział mi o kulisach powstania utworu "Usterki", ale także mechanizmach, które potrafią zdominować codzienne życie, a także być... trzonem piosenki. 

Próżność, zazdrość, kłamstwo i fałsz – to nie tylko pojedyncze błędy, ale mechanizmy, które potrafią zdominować codzienne życie. Skąd pomysł, by to właśnie one były trzonem utworu "Usterki"? 

Myślę, że to główna przyczyna porażek ciągłego niezadowolenia, wymówek i problemów człowieka w codzienności. Tym bardziej teraz, kiedy ludzie są pożerani przez internet, zanikają wzorce, brak emocji zaciera uczucia i buduje osoby bez niczego, co warto prezentować w odpowiedni sposób.

Wybór owych mechanizmów na motyw przewodni utworu był choć do pewnego stopnia inspirowany doświadczeniami życiowymi, czy był podyktowany czym innym?

Stworzyliśmy to na podstawie obserwacji i własnych doświadczeń. 

Utwór jest istną mieszanką stylistyczną, albowiem łączy rapową narrację, popową melodykę i rockową energię. Opowiedzmy coś więcej na ten temat. Skąd pomysł, by połączyć te trzy style? 

Oboje, razem z Arturem, posiadamy mieszankę umiejętności wokalnych, potrafimy robić podobne, ale w tym wszystkim różne, koncepcje na kawałek.  

W momencie kiedy to łączymy, wychodzi coś, czego nie da się kategoryzować. I tak to potem powstaje. Oboje uznaliśmy, że chcemy to robić dla ludzi, a nie, dla siebie. Oboje już mamy dość tego chorego spojrzenia na własne cztery litery. 

Niestety, tak  kreują social media. Samowystarczalność jest super, ale jak masz być sam, to  ważne, żeby być i czuć, spełniać się, ale patrzeć w tym wszystkim też na bliskich. 

Jaka była droga od pomysłu, po realizację Waszego duetu? 

Przyjechałem do studia, Artur pokazał mi numer, od razu powiedziałem, że go zrobimy. No i...wyszło. (Śmiech.)

Czego dowiedzieliście się o sobie podczas pracy nad tym utworem? Czego się nauczyliście? 

Dowiedzieliśmy się, że lubimy ze sobą współpracować i że dobrze nam to idzie, pomimo chaosu, który czasem w tym wszystkim się pojawia, walczymy i działamy. Spotykamy się co tydzień i pracujemy nad utworami i jak najlepszym efektem końcowym. 

Nauczyliśmy się, że warto działać z przyjaciółmi, wymieniać się sugestiami. 

To nie tylko utwór, który będzie próbował podbić listy przebojów, ale przede wszystkim opowieść o człowieku, który powoli traci kontakt z samym sobą. Zastanawialiście się, czy może pełnić także funkcję terapeutyczną, stanowić oczyszczenie?

Ta piosenka to lustro dla każdego, kto gubi się na drodze, którą nigdy nie powinien iść.

To historia o kimś, kto buduje swoją tożsamość na pozorach. Wiele jest takich osób, prawda?

Tak, niestety. Świat internetu ma to do siebie, że jest sztuczny, a to przekłada się na prawdziwe życie. Dlatego, ten problem dotyczy najczęściej młodzieży, ale niestety również starszych pokoleń.

Narracja "Usterek" skupia się na bohaterze zagubionym we własnym odbiciu. Czy czuliście kiedyś podobnie? 

Ja, jak najbardziej, szczególnie w relacjach damsko męskich, gdzie notorycznie, na siłę próbowałem coś zmienić, jeszcze bardziej niszcząc przy tym nie tylko siebie, ale też drugą osobę.  

Co jest najtrudniejsze w momencie, w którym przyznajemy się do tego? 

Strach przed tym, kim się nagle stajemy.

Co zrobić, kiedy próżność zaczyna dominować nad autentycznością?

Wtedy trzeba na chwilę zwolnić i spojrzeć na siebie w lustrze, zadając sobie pytanie, "Czy to naprawdę ja, czy ktoś kogo będę musiał później udawać?” 

Może to spotkać każdego, niezależnie od momentu, w którym aktualnie się znajduje. 

Jak postępować, by tej autentyczności, nie tylko w muzyce, mimo życiowych zakrętów, nie stracić?

Umieć zaakceptować siebie. Pokochać swoje zalety i wady, a dopiero wtedy zacząć budować siebie, tak, jak chcemy. Warto spróbować. 

Życie bywa ciężkie i dołujące. Każdy dzień to walka. Trzeba iść, czasem zwolnić, żeby przestać się bać tego, co może się wydarzyć.  Nie ma żadnych utartych schematów. Trzeba wiedzieć, co nas uszczęśliwia, ale znać też odpowiedź na pytanie, czemu tego nie robimy. 

Jak pozbyć się zazdrości, będącej motorem napędowym konfliktów?

Odpuścić. Opowiem pewną historię. 

Znałem kogoś, kto stracił jedyną w swoim rodzaju kobietę, która go kochała. 

Pozbierał się, znajdując sobie kogoś po kilku miesiącach. 

Prawda jest taka, że i tak musiał iść do przodu mimo tego, że tak naprawdę to on zawinił i wszystko zniszczył. Musiał nauczyć się cieszyć czyimś szczęściem, bo to największa umiejętność.

Co najczęściej, oprócz fałszu i kłamstw, wypala wzajemne zaufanie?

Zdrada i brak poczucia, że możesz na kogoś liczyć.

Dlaczego ludzie zakładają maski? Zastanawiałeś się nad tym? W jakich sytuacjach robisz to najczęściej?

Wydaje się to łatwiejsze, niż przyznanie się do błędu. Dlatego, czasem każdy je zakłada. 

Najczęściej powoduje to przeszłość, strach, doświadczenie, które ciąży nam na barkach. To najczęściej zdarzenie, które nas zniszczyło i nauczyło, że nie warto być sobą, nie warto być szczerym. 

Ciężko stwierdzić kiedy je zakładam, ale staram się być na takim etapie, żeby nie patrzeć za siebie, chociaż wiem ile błędów popełniłem i ile mnie nauczyły. Zawsze trzeba, mimo wszystko, iść do przodu. 

Podobno Wasz utwór nie jest rodzajem moralitetu, ani wykładem o etyce, a jedynie zapisem obserwacji. Jak długo trwały? Na czym się skupiały?

Nie trwało to długo. Rozmawialiśmy o tym, co nas męczy. Tytuł nawiązuje do Usterki, czyli postaci z Bajki Disneya, "Ralph Demolka", gdzie główny bohater spotyka małą usterkę, która niszczy grę. Patrzyliśmy również na problemy świata codziennego, gdzie coraz więcej osób patrzy tylko i wyłącznie na siebie. Niestety, każdy czasem tak ma, więc warto to wypośrodkować i spróbować jakkolwiek poukładać.