niedziela, 12 lipca 2026

Cezary Trybański (nie) tylko o tranplantologii [WYWIAD]

Cezary Trybański (nie) tylko o tranplantologii [WYWIAD]














fot. materiały prasowe Biegu po Nowe Życie / Cezary Trybański na starcie 

25 kwietnia odbył się 29. Bieg po Nowe Życie, który był jednocześnie okazją do świętowania 15. urodzin wydarzenia. Jednym ze stałych bywalców wiślańskiej imprezy, której celem jest szerzenie wiedzy na temat transplatacji, jest jeden z najlepszych polskich koszykarzy Cezary Trybański. 

Opowiedział o swoich powrotach do Wisły, ale też przytoczył jedną ze wzruszających historii, jaką usłyszał od osoby po przeszczepie. Opowiedział też o swojej przygodzie z programem „Taniec z gwiazdami“ i o tym, co jego udział miał zmienić w nastawieniu młodzieży do życia.

Spotykamy się na 29. Biegu po Nowe Życie w Wiśle. Jak samopoczucie?

Dobrze, bardzo dobrze.

Nie jest to Pana pierwszy start w wydarzeniu promującym temat transplantacji i transplantologii, a wręcz jest Pan jednym z weteranów tej imprezy. Jak wraca się do Wisły?

Cudownie. Swój udział w poprzednich edycjach Biegu po Nowe Życie bardzo miło wspominam. Zresztą, przyjeżdżałem tutaj również jeszcze jako aktywny sportowiec. Często odbywały się tutaj zgrupowania. Lubię to miasto.

Spotykają się tutaj nie tylko osoby publiczne, ale też osoby po przeszczepach. To okazja do wysłuchania wielu historii. Czy któraś Pana szczególnie poruszyła?

Na przestrzeni lat wiele było takich historii. Są piękne. Najbardziej urzekła mnie ta, kiedy jedna z osób czekała na przeszczep nerki. Przyszedł do niej lekarz i powiedział, że może żegnać się z rodziną. Powiedział, że czas płynie nieubłaganie, a odpowiedniego organu do przeszczepu nie ma. Kiedy doszło już do pożegnania, okazało się, że nerka się znalazła, a wraz z nią pojawiła się nadzieja i szansa na nowe życie.

Dzisiejsza impreza jest szczególna, ponieważ świętowane jest jej 15-lecie. Jak wspomina Pan swoje pierwsze starty? 

Jestem szczerze zaskoczony, że to już 15 lat. Czas płynie nieubłaganie. To wspaniała inicjatywa. Cieszę się, że trwa już tyle lat. Życzę temu wydarzeniu, by trwało jeszcze przez wiele, wiele lat. To wspaniała idea. Trzeba ją nagłaśniać. 

Swój pierwszy udział w biegu, który odbył się w Warszawie wspominam bardzo miło. Zaskoczyła mnie bardzo pozytywna energia i to że wszyscy traktują się tutaj jak jedna wielka rodzina.

Nie ma chyba drugiego takiego wydarzenia, które tłumaczy, czym jest donacja, transplantacja i transplantologia. 

Dokładnie tak. Są ludzie, którzy nie mają świadomości, czym to wszystko jest. Nie mają też jak dotrzeć do materiałów tłumaczących temat. Sam, kiedy zaproszono mnie po raz pierwszy, szukałem informacji, czytałem wiele artykułów. Były to jednak puste słowa. Dopiero kiedy tutaj się przychodzi i rozmawia się z dawcami, biorcami i autorytetami medycyny, zaczyna się rozumieć, o co tak naprawdę chodzi. Historie są niesamowite. Dzielą się nimi nie tylko dawcy i biorcy, ale też lekarze, którzy te przeszczepy przeprowadzają. Moja głowa tego nie ogarnia, ale mówią, że to jest proste. (śmiech)

Co powiedziałby Pan tym wszystkim, którzy zastanawiają się nad podpisaniem oświadczenia woli na transplantację narządów?

Jak najbardziej do tego zachęcam. Od razu, po swoim pierwszym udziale w tym wydarzeniu podpisałem oświadczenie.

Jak żyje się ze świadomością, że kiedyś być może uratuje się czyjeś życie?

To coś wspaniałego. Po naszym odejściu, nasze organy mogą uratować kilka żyć, a jeśli nie podpiszemy takiego oświadczenia, marnujemy je. Trafiają do piachu. Miałem styczność z ludźmi, którzy dzięki temu dostali drugą szansę.

Fajnie tak "wykorzystać" swoją popularność w szczytnym celu, prawda?

Tutaj wszyscy, którzy w jakiś sposób są rozpoznawalni, przyjeżdżają właśnie po to.

Już od pierwszych minut naszego spotkania, uśmiech i dobra energia Pana nie opuszczają. Jest Pan życiowym optymistą?

Staram się nim być. Oczywiście, nie jest to łatwe, bo są różne momenty w życiu, ale kiedy tutaj przyjeżdżam, to rozmowy z „przeszczepkami” uświadamiają mi, że tak naprawdę nie mam żadnych problemów. Jestem szczęściarzem. Kiedy widzę, jak doceniają swoje drugie życie, jeszcze bardziej doceniam to swoje, pierwsze.

Było tak od zawsze?

Przez całe życie starałem się doceniać to, co mam i cieszyć się małymi rzeczami.

Był Pan uczestnikiem 29. edycji „Tańca z gwiazdami”. Udowodnił Pan, że mimo wzrostu, każdy może nauczyć się tańczyć. Jak zapamięta Pan tę przygodę?

Bardzo fajnie wspominam tę przygodę. Zdecydowałem się na udział w  programie, ponieważ kiedy rozmawiam z młodzieżą, zachęcam ją do wychodzenia ze strefy komfortu. Namawiam, by próbowali nowych rzeczy i nigdy nie dali sobie wmówić, że czegoś nie są w stanie zrobić. Sam, idąc do tego programu, słyszałem różne opinie na ten temat. Mówiono, że jestem za duży, że nie dam rady. Po pierwszym odcinku dostawałem wiadomości z przeprosinami, bo nie spodziewano się, że tak dobrze może być.

Jaką partnerką była Izabela Skierska?

Wymagającą. (Śmiech) To profesjonalistka. Jest mistrzynią świata w tańcu towarzyskim. Nie mogłem lepiej trafić.

Gdyby miał Pan tę przygodę zamknąć w jednym słowie lub zdaniu, jakie mogłoby paść?

Nie da się tak w jednym słowie lub zdaniu. To była wspaniała przygoda. Przekroczyłem swoje bariery, bo nigdy wcześniej nie tańczyłem. Było to coś wspaniałego.

Czy teraz, kiedy wie Pan, z czym to się je, zdecydowałby się na ponowny udział w tym programie?

Uczyłem się wszystkiego od zera. Chciałbym to jednak zrobić drugi raz i pokazać to tym młodym ludziom, którzy nie widzieli mnie w tym programie wcześniej. Po tym programie dzieciaki gratulowały mi, że próbowałem i przełamywałem swoje bariery. Kiedy teraz ktoś mówi mi, że czegoś nie da się zrobić, to pytam, czy widział mnie jak tańczyłem. (Śmiech)

W jakim jeszcze programie o formule talent show chciałby Pan spróbować swoich sił?

Powiem szczerze, że nie myślę o tym w ten sposób. Cieszę się, że co roku mogę być tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz