Cykl #mariolapoleca (25): "Dzień w Atenach. Ćwiczenia z wyobraźni", Stanisław Brejdygant [RECENZJA KSIĄŻKI]
fot. Wydawnictwo Moc Media
Zawsze warto znaleźć coś, co poprawi nasze samopoczucie, będzie gwarancją pojawienia się uśmiechu na twarzy. Jedni znajdują takie czynniki w książkach, drudzy w filmach, a jeszcze inni w serialach, czy w muzyce.
Propozycjami, które (w moim odczuciu) takie czynniki posiadają, chciałabym się dzielić z Wami w moim najnowszym cyklu #mariolapoleca.
Serdecznie Was zapraszam. Dziś zachęcam do lektury recenzji książki "Dzień w Atenach. Ćwiczenia z wyobraźni", autorstwa Stanisława Brajdyganta, wydanej przez Wydawnictwo Moc Media. Na rynek trafiła 2 października. Tego samego dnia do sprzedaży trafiła także "Maligna", (wydanie II rozszerzone).
Cykl #mariolapoleca (25): "Dzień w Atenach. Ćwiczenia z wyobraźni", Stanisław Brejdygant [RECENZJA KSIĄŻKI]
PREMIERA: 2 października 2026
GATUNEK KSIĄŻKI: antologia autorska / silva rerum ("las form")
AUTOR: Stanisław Brejdygant
WYDAWNICTWO: Wydawnictwo Moc Media [egzemplarz recenzencki, współpraca recenzencka]
Stanisław Brejdygant, wybitny aktor, którego obecnie można oglądać m.in. w "M jak miłość", reżyser i pisarz, od zawsze powtarza, że wyżej ceni prawdę fikcji, niż fikcję prawdy. Wierny tym słowom pozostaje również u progu swoich dziewięćdziesiątych urodzin.
Przy zastosowaniu formy silve rerum (lasu form), za pośrednictwem jednej z dwóch swoich najnowszych książek udowadnia, że teatr, poezję i prozę da się zamknąć w jednej publikacji.
„Dzień w Atenach. Ćwiczenia z wyobraźni” Stanisława Brejdyganta, to radykalny manifest przeciwko sztywnym podziałom gatunkowym.
Główną osią artystyczną tej publikacji nie jest sama fabuła, lecz unikalny eksperyment strukturalny.
Autor, łącząc w jednym tomie klasyczne opowiadania, dramatyczne dialogi sceniczne oraz intymne liryki, stawia przed czytelnikiem fundamentalne wręcz pytanie: czy współczesna literatura musi trzymać się ram, czy też najpełniejszą prawdę o człowieku oddaje dopiero płynna, hybrydowa forma?
Większość powierzchownych opinii skupia się wyłącznie na fakcie wielogatunkowości, zupełnie pomijając mechaniczną głębię tego, jak te formy wzajemnie się przenikają, tworząc totalny obraz ludzkiej psychiki.
U Brejdyganta mechanika przejścia między stylami opiera się na unikalnej konstrukcji, w której nie oddziela on gatunków grubą kreską, a wręcz sprawia, że jeden płynnie wynika z drugiego, zmuszając nas do ciągłej zmiany sposobu czytania.
Budując tradycyjną narrację, nagle rezygnuje z głosu narratora i przechodzi w czysty, surowy zapis sceniczny, przypominający scenariusz teatralny.
W ten sposób proza przechodzi w dramat w sztukach takich jak „Wyspa Wielkanocna” czy „Mniejszy brat”.
fot. okładka książki Stanisława Brejdyganta "Dzień w Atenach. Ćwiczenia z wyobraźni" / Wydawnictwo Moc Media
Z kolei liryka, publikowana po raz pierwszy za namową samej Wisławy Szymborskiej, nie działa tu jako ozdobnik. Wiersze funkcjonują jako wewnętrzny monolog bohaterów, którego nie dało się wyrazić zwykłą prozą, tworząc przestrzeń, w której poezja stopiła się z otaczającą ją narracją.
Unikatowym elementem tomu, całkowicie ignorowanym w dotychczasowych analizach, jest głęboki kontrast między poszczególnymi tekstami prozy, takimi jak tytułowy „Dzień w Atenach”, „Noc na prerii”, „Niewinny” a wstrząsającym „Listem żołnierza rosyjskiego”.
To właśnie w tym ostatnim utworze eksperyment łączenia form osiąga swój punkt kulminacyjny.
O ile pierwsze opowiadania dotykają uniwersalnych masek, ról, zakazanych związków czy ucieczek w ramiona obcych ludzi, o tyle „List żołnierza...” wprowadza brutalną, surową perspektywę, która zmusza nas do redefinicji motywu przewodniego autora, przywołanego przeze mnie na samym początku.
Poprzez epistolarną formę listu, która zderza się z poetycką wrażliwością reszty tomu, Brejdygant udowadnia, że to, co zmyślone lub przetworzone w wyobraźni artysty, często niesie w sobie większy ładunek emocjonalnej prawdy o kondycji ludzkiej niż suche, codzienne fakty.
Codzienna egzystencja jest zbyt skomplikowana, by opisać ją tylko jednym gatunkiem, dlatego ta wielogłosowość ma stać się impulsem dla odbiorcy, aby dzięki różnorodności form odkrył swój własny, niepowtarzalny świat wewnętrzny i poszerzył granice istnienia.
Jestem czytelnikiem, który bardzo lubi, kiedy autor nie trzyma się kurczowo jednej formy. Cenię publikacje, w których gatunki się przeplatają, więc pewnie również dlatego, pierwsza z dwóch najnowszych książek Stanisława Brejdyganta aż tak mnie zainteresowała.
Przyznam też, że niezmiennie od lat cenię nieodżałowaną Wisławę Szymborską, z którą autor przez lata pozostawał w przyjaźni, więc to, że tak naprawdę ona ośmieliła go swoją opinią, by je wydał, jest dla mnie ważne.
Wyobraźnię trzeba ćwiczyć przez całe życie, bez względu na wiek, więc ta książka jest dla każdego. Gorąco polecam.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz