sobota, 28 października 2017

Marcin Bosak: „Najważniejsze jest stworzenie więzi“

Marcin Bosak: „Najważniejsze jest stworzenie więzi“


















Aktor. Przyznaje, że nie zdarza mu się zbyt często oglądać siebie na ekranie, choćby z racji na to, że nie ma w domu telewizora. Stwierdził, że jeżeli aktor umie nawiązać z dzieckiem dobry kontakt, to współpraca na planie jest jeszcze ciekawsza. 

Czy wśród ról, które do tej pory Pan odegrał znajduje się taka, która jest dla Pana w szczególności ważna oraz przekornie taka, której zagrania Pan żałuje?

Bardzo ważne dla mnie było spotkanie z Patrykiem Vegą przy 2-giej serii „PITBULA“. Zagrałem tam w jednym odcinku i do tego mało kto mnie rozpoznał z uwagi na charakteryzację. Przełomowe było też spotkanie z Agnieszką Holland(„W CIEMNOŚCI“). To jeśli idzie o film i telewizję. Co do żalów to większych nie mam. Rola w „CIACHU“ była prawdopodobnie nie dla mnie...ale to już przeszłość...

Czy jest taka rola, albo postać, w którą chciałby się Pan wcielić? Jakie cechy charakteru powinien posiadać bohater, aby chętnie przyjął Pan jego rolę?

Ciekawi mnie zawsze gdy postać jest wielowymiarowa. I gdy jest trudność w jednoznacznym zakwalifikowaniu jej jako dobrej, czy złej.

W jednym z letnich wywiadów zdradził Pan, że nie obejrzał filmu, w którym zagrał. (Film „Ciacho“, przyp. red.) Czy jest to jedyny przykład filmu z Pana udziałem, któorego Pan nie oglądał?

Nie widziałem też „TYLKO MNIE KOCHAJ“.

Czy można wywnioskować z tego posunięcia, że nie lubi Pan oglądać siebie na ekranie?

Oglądam siebie od czasu do czasu. Nie mam telewizora, więc odpada śledzenie na bieżąco tej przestrzeni. Z chodzeniem na premiery kinowe bywa różnie...staram się chodzić.

Czy kiedy już ogląda Pan siebie w TV, to ma czasem wrażenie, że chciałby coś poprawić w scenie, którą odgrywał?

Czasem rzeczywiście tak jest. Ale nie ma co przesadnie analizować czegoś co już było i na co nie ma się wpływu…

Ostatnio pojawił się Pan w serialu „Ojciec Mateusz“. (Odcinek 123; „Napad“) Występował Pan m.in w towarzystwie małej aktorki, Gabrysi Raczyńskiej. Czy uważa Pan, że granie z Dziećmi jest trudne?

Z Gabrysią grało się świetnie. A jeszcze lepiej z Leonem w „GŁĘBOKIEJ WODZIE“. Najważniejsze jest stworzenie więzi. W relacjach z dziećmi niczego nie da się zimitować...

Nad czym pracuje Pan w chwili obecnej? Czy oprócz wspominanego „Ojca Mateusza“ szykuje się jeszcze coś nowego z Pana udziałem?

O planach na razie nic nie powiem żeby wszystko się powiodło…

Proszę zdradzić jeszcze, jak spędził Pan tegoroczne wakacje?

Wakacje spędziłem w Polsce.

Materiał archiwalny z 2013 roku

Agnieszka Sienkiewicz: "We wszystkim najważniejszy jest umiar"

Agnieszka Sienkiewicz: "We wszystkim najważniejszy jest umiar"




















Agnieszka Sienkiewicz, jedna z czołowych polskich aktorek w rozmowie z Mariolą.

Jest Pani jedną z najbardziej zapracowanych aktorek. Czy czasem nie czuje się Pani zmęczona?

Rzadko, nawet jeśli mam okres, że pracuję intensywniej to zazwyczaj pózniej pojawia się dłuższa przerwa, więc można naładować akumulatory i złapać oddech. Myśle, że nie mam prawa narzekać.

Do wywiadów podchodzi Pani z dystansem, nie udziela ich Pani często. Jaki jest Pani stosunek do medialnych plotek?

Teraz akurat jest moment kiedy tych wywiadów jest trochę więcej, bo zbliża się premiera spektaklu z moim udziałem -  "Kochanie na kredyt". Ale rzeczywiście wychodzę z założenia że mowić należy wtedy kiedy ma się coś ciekawego do powiedzenia. Lubię mowić o mojej pracy, lubię mowić o tym co jest dla mnie ważne.Kiedy jestem zapraszana do dyskusji na temat, w którym nie czuję się ekspertem lub po prostu nie ma on nic wspólnego z moja praca, to chętnie ustępuje pola innym.

Występuje Pani w serialach, ale też w Teatrze. Terazgra Pani w spektaklu „Harold i Matylda“. Jak odnajduje się Pani na scenie w Teatrze, czy praca różni się tam czymś od pracy w środowisku telewizyjnym?

Powiedziałabym że to dwie różne historie, ale w obu bardzo istotne jest skupienie, warsztat i pełne zaangażowanie.

Dzięki występowaniu w Teatrze ma Pani okazję obcowania z żywą publicznością. Czy lubi Pani spotkania z widzami?

Oczywiście. Każda widownia reaguje inaczej, w innych momentach, nigdy do końca nie wiemy czego możemy się spodziewać. Ta konfrontacja powoduje że musimy być cały czas czujni i skupieni.

Już 23 listopada w Londynie odbędzie się premiera sztuki „Kochanie na kredyt“, gdzie wciela się Pani w postać Anny. Czym tam zaskoczy Pani widzów?

Chciałabym przede wszystkim zbudować wzruszającą i zabawną rolę. Nie wychodzę z założenia, że za każdym razem muszę czymś widzą zaskoczyć, przede wszystkim za cel stawiam sobie stworzenie pełnowymiarowej, wiarygodnej postaci. Ta konkretna rola daje mi ogromne możliwości pokazania całego przekroju emocji jakie kryje w sobie każdy z nas.

Czy w roli Anki jest coś, czego Pani nie lubi, cochciałaby zmienić?

Oczywiście, że tak. Sam fakt, że moja bohaterka zaciąga kredyty na kupowanie butów i sukienek jest dla mnie czymś abstrakcyjnym. W naszym zawodzie jest jednak tak, że im postać jest bardziej skomplikowana, im więcej wzbudza w nas emocji, tym większym jest dla nas wyzwaniem. Myśle że szybko byśmy się znudzili grając czyste, wyidealizowane postaci.

Co czeka serialową Kasię w najbliższym czasie w „M jak Miłość“? Czy u boku Marcina odzyskarównowagę i odnajdzie szczęście?

Historia Kasi i Marcina jest bardzo skomplikowana i niestety szybko sytuacja się nie zmieni. Moja bohaterka będzie też miała trochę problemów zdrowotnych co w pewien sposób zbliży tych dwoje do siebie jeszcze bardziej.

Co jest dla Pani najważniejsze w pracy nad rolą? 

To zależy czy mówimy o serialu, czy o scenie, bo w obu przypadkach wyglada to trochę inaczej. Stawiam sobie pewne założenia, określam ta postać, tworze ja sobie w głowie a potem, we współpracy  z reżyserem wcielam to w życie. W moim budowaniu roli nie ma matematyki, nie wymyślam sobie każdej sceny od początku do końca, w dużej mierze zdaje sie na swoją intuicje.

Porozmawiajmy o stylu. W ubraniach jakich mareknajlepiej czuje się Pani?

Mój styl zależy od tego jaki mam akurat nastrój. Nie jestem typem strojnisi, nie przywiązuje wagi do marek ani obecnie obowiązujących trendów. Na codzień często noszę rzeczy "odziedziczone " po siostrze, często też udaje mi się znaleźć jakaś perełkę w secondhandzie. Uważam że to absurdalne wydawać jakieś ogromne pieniądze na ciuchy, torebki czy buty.

Ubranie ma być ładne i schludne i ma podkreślać nasz charakter, lubię pobawić się moda ale nie traktuję jej zbyt serio. Nie oceniam ludzi przez pryzmat tego co mają na sobie, i sama też nie chce być w ten sposób oceniana. Kiedy mam jakieś oficjalne wyjście, lubię kiedy ubiera mnie Viola Piekut, bo nigdy nie proponuję mi czegoś co kłóciloby się z moją osobowością.

 Proszę powiedzieć jeszcze, co jest dla Pani najważniejsze wżyciu?

Rodzina i przyjaciele.

Materiał archiwalny z 2013 roku

Olga Bończyk: „Muzyką spełniam swoje marzenia o scenie"

Olga Bończyk: „Muzyką spełniam swoje marzenia o scenie"  




























Olga Bończyk, aktorka. Robi to, co kocha i sprawia Jej to ogromną przyjemność. Nie wyobraża sobie życia bez aktorstwa i muzyki. W październiku wyda nową płytę. Między innymi o płycie opowiada w rozmowie.

Co jest Pani bliższe, aktorstwo, śpiewanie, czy gotowanie? 

Uwielbiam aktorstwo i śpiewanie, bo spełniłam swoje największe marzenie z dzieciństwa: Być aktorką i wokalistką. Gotowanie to pasja, którą wyniosłam z domu i dziś jest dla mnie przyjemnością, której mogę się oddawać gdy wracam z koncertu, czy teatru. 

Swego czasu prowadziła Pani program kulinarny „SmaczneGo!“, czy nie tęskni Pani czasem za tym programem? 
Może czas na nowy autorski program? 

„SmaczneGo!” wspominam z wielkim sentymentem. To był program, który poza niesztampowym pokazywaniem jedzenia, realizowaliśmy z cudowną ekipą ludzi oddanych temu projektowi. Dziś z przyjemnością poprowadziłabym podobną formułę zwłaszcza, że żywioł związany z prowadzeniem tego typu programów jest fantastyczną nauką, ale również daje mnóstwo adrenaliny.

 Jakie jest Pani danie popisowe? 

Mam wiele dań popisowych i wiem, że wiele z nich krąży z rak do rąk. Obecnie od kilku lat nie jem mięsa, więc moja kuchnia jest wegetariańska, ale równie smaczna a przede wszystkim, zdrowa. 

Jakiś czas temu odkryła Pani swoją gwiazdę na deptaku w Krynicy – Zdrój. Jakie to  uczucie? Czy towarzyszyło Pani duże grono fanów podczas tego wydarzenia? 

Miło jest wiedzieć, że ktoś docenił moją pracę artystyczną i wykuł dla mnie gwiazdę. Z drugiej zaś strony, wiem, że nie zwalnia mnie to z obowiązku nieustannego udowadniania, że na tę gwiazdę naprawdę zasłużyłam. 

Miała Pani bardzo intensywne wakacje, wystąpiła m.in na Festiwalu „Kiepuriada“, jak ocenia Pani całą imprezę? Czy ze strony fanów podczas tego Festiwalu pojawiło się coś, co Panią zaskoczyło? 

Fani z reguły są bardzo zdyscyplinowani. Wiedzą, ile im wolno i gdzie jest granica, której się nie przekracza. A oznaki sympatii zawsze są miłe a tych jak zwykle nie brakowało także w Krynicy. 

Jakiś czas temu pojawił się Pani nowy utwór, „Nie zatrzymuj się“, kto wpadł na taki pomysł realizacji teledysku? 

Wyprodukowanie teledysku związane było z przyjęciem mojej piosenki do tegorocznej edycji Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. A pomysł narzucał się sam. Tekst podpowiadał wiele rozwiązań. Koniec końców, zdjęcia w fontannie były najbardziej szalone przy tej realizacji, ale okazały się strzałem w dziesiątkę. 

Czy piosenka jest zapowiedzią płyty? 

Na początku października ukaże się mój kolejny album pt „PIĄTA RANO”. Piosenka „Nie zatrzymuj się” rozpoczyna krążek, a potem już są kolejne piękne, stylowe dźwięki. Tym razem to projekt autorski którego producentem muzycznym jest Krzysztof Herdzin. Oprócz Niego na płycie zagrali najlepsi polscy muzycy: Cezary Konrad, Marek Napiórkowski, Robert Kubiszyn. To dla mnie fantastyczne przeżycie i kolejne cudowne doświadczenie muzyczne. Już nie mogę doczekać się koncertów. 

Kto zaraził Panią miłością do muzyki? 

Od dziecka jestem z nią związana, bo od szóstego roku życia chodziłam do szkoły muzycznej. A dziś jestem absolwentką Akademii Muzycznej. Muzyką spełniam swoje marzenia o scenie... 

Porozmawiajmy o Teatrze. Od kwietnia 2013 występuje Pani w spektaklu „Się kochamy“, gdzie dubluje Pani Edytę olszówkę. Jak została Pani przyjęta przez resztę składu, czyli Leszka Żurka i Rafała Cieszyńskiego? 

Znakomicie. Leszek i Rafał są znakomitymi aktorami i kolegami. Współpraca jest absolutnie fantatsyczna, a poczucie humoru obu Panów jest wartością dodaną całego projektu. 

Czy Edyta Olszówka dała Pani jakieś rady przed pierwszym spektaklem? 

Edyta jest cudowną koleżanką i była gotowa pomóc mi w pracy nad rolą i wesprzeć mnie na każdym etapie. Ja jednak jestem „Zosia Samosią” i wiedząc, jak Edyta jest zajętą osobą, nie miałam sumienia jej kłopotać. Koledzy pomagali mi na próbach i to w zupełności wystarczyło. 

W jakich sztukach, a w jakich programach, czy serialach będzie można zobaczyć Panią w wspomnianym nowym sezonie? 

„ZA ROK O TEJ SAMEJ PORZE” - Projekt Teatr Warszawa, „ZDOBYĆ. UTRZYMAĆ. PORZUCIĆ.” - Teatr Roma, „DESPERATKI” - Projekt Teatr Warszawa i mam nadzieję spotkać się z widzami na moich koncertach. Kalendarium na mojej stronie www.olgabonczyk.art.pl 

Proszę zdradzić na koniec, jakie ma Pani jeszcze plany na najbliższy czas?

Koncerty i premiera mojej własnej sztuki teatralnej, ale o tym zdradzę, gdy zaczną się próby.

Materiał archiwalny z dnia 21 września 2013

piątek, 27 października 2017

Patryk Pniewski: „Jestem wdzięczny moim prześladowcom“

Patryk Pniewski: „Jestem wdzięczny moim prześladowcom“  
















Patryk to młody aktor, student PWST Wrocław, który rolą Krystiana w serialu „Pierwsza miłość“ zyskał ogromne grono fanów. W szczerej i obszernej rozmowie zdradza jak ciężko przeszedł okres dorastania i co jest dla niego ważne w życiu.

Studiujesz aktorstwo we Wrocławiu. Skąd wybór akurat tej szkoły? Od razu po maturze poczułeś, że chcesz zostać aktorem?

Tak, studiuje aktorstwo w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu i to był strzał w dziesiątkę! W Polsce są 4 szkoły teatralne - PWST Kraków, PWST Wrocław, AT Warszawa i Łodzka filmówka. Ja zdawałem tylko do warszawskiej, łódzkiej i wrocławskiej i cieszę się bardzo, że akurat profesorowie z Wrocławia uwierzyli we mnie i dali mi tę szansę. Do każdej ze szkół zdaje ponad 1300 osób a dostaje się 20... Nie jest łatwo. Wrocław wyróżnia się tym, że tu większość profesorów nie pracuje bardzo dużo w telewizji, bardziej teatr czy kino i mają dla nas więcej czasu. Podejście bardzo indywidualne i trafione w punkt. No i budynek mamy najnowocześniejszy w Polsce. Ja po dwóch latach szkoły czuje jakbym przeżył tam przynajmniej parę lat... Bardzo dojrzałem i nadal dojrzewam. Widzę progres i jestem nastawiony na dalsze działanie. Jestem w szoku, że mojemu profesorowi od wymowy udało się prawie "naprawić" moje nieszczęsne "sz, cz, ż" (śmiech) które nie brzmiały na scenie tak jak brzmieć powinny... To, że chce zająć się aktorstwem poczułem jak miałem 15 lat w trzeciej gimnazjum. Więc to nie tak od razu po maturze. 

Czy rola na POLSACIE jest Twoją pierwszą poważną rolą aktorską, czy już wcześniej coś się pojawiało? 

Tak. Wcześniej miałem tylko epizod w serialu w TVP którego już nie emitują. 

Jak to się stało, że pojawiłeś się w serialu „Pierwsza miłość“? 

Najzwyczajniej w świecie poszedłem na casting na którym pojawiło się mnóstwo ludzi, nawet „amatorów“. Producenci oraz reżyser widocznie stwierdzili, że rola Krystiana pasuje właśnie do mnie i tak to wyglądało. 

Serialowy Krystian to nastolatek po przejściach i z problemami. Czy trudno było się Tobie wcielić w taką postać? 

Czy trudno... Nie było łatwo ale jeżeli miałbym porównywać Krystiana do np. księcia Myszkina z "Idioty" Dostojewskiego którego grałem w PWST to... małe piwko. Większą trudność na początku sprawiała mi praca z kamerą niż z rolą. 

Czy chciałbyś swojej postaci przekazać jakieś cechy charakteru, które posiadasz prywatnie? 

Nie zastanawiałem się nad tym. Raczej nie. Im większa różnica, tym większe wyzwanie. Nie lubię się nudzić i iść na łatwiznę. Wole wyzwania, trochę pogłówkować... Jara mnie to. 

Jak zostałeś przyjęty na planie serialu, jak tam się czujesz? 

Bardzo dobrze. Uwielbiam tam spędzać czas. Cała ekipa zaczynając od reżyserów po dziewczyny z garderoby są wspaniali. Traktują każdego tak samo i są bardzo otwarci. Dobra beka z nimi odchodzi. Czasami śmieje się tam więcej niż pracuję… Ale cicho :) 

 Z kim z obsady współpracuje się Tobie najlepiej? 

Z każdym chyba pracuje mi się tak samo. 

Czy bierzesz aktualnie udział w innych projektach niż "Pierwsza Miłość"? 


Tak, teraz zagrałem epizod w serialu na TVP „Komisarz Alex“. Na swoim fanpage będę informował kiedy emisja. Powiem tylko, że znowu czarny charakter… Co do dalszych projektów to są ale nie mogę jeszcze o nich mówić. Już niedługo, z czasem wszystko wyjdzie.

 Wiem, że uwielbiasz rap. Kto jest Twoim idolem wśród raperów? 

Uważam, że polski rap jest jednym z lepszych na świecie. Ale słucham jedynie tych kawałków i artystów którzy mają coś do powiedzenia i reprezentują pewien poziom a nie typów którzy nawijają o jaraniu, ruchaniu, kurwach, jebaniu policji itp. Bardzo lubię słuchać Elda, Małpy, W.E.N.A., Pyskatego, starego Pezeta, Małolata, Solara i Białasa. 


Czy przyszło Ci kiedyś do głowy, że gdybyś nie był aktorem, zostałbyś raperem? Albo inaczej. Co gdyby Ci w aktorstwie nie wyszło? 

TAK! (śmiech) W wywiadzie dla „InsirAkcji“ kiedyś powiedziałem, że trochę czuje się jak Eminem… Biały na zewnątrz a w środku czarny i że na pewno się tym zajmę jak zrobię parę filmów. To raczej zajawka i głupie marzenia, u mnie to się zmienia co chwile. Ostatnio miałem ochotę na to, żeby zostać Raperem… Ale to bardziej skomplikowane (śmiech). Co gdyby mi nie wyszło? W ogóle nie dopuszczam takiej myśli i nawet przez chwile tak nie pomyślałem, więc nie mogę odpowiedzieć. 

Jak wspominasz swoje dzieciństwo? Mam na myśli gimnazjum i liceum? Czy zawsze byłeś taki przebojowy i wszyscy widzieli w tobie przyszłą gwiazdę? 

To trochę trudny dla mnie temat. Pod koniec podstawówki do końca gimnazjum przeszedłem dość ciężki okres w swoim życiu. Przytyłem dość sporo i nie umiałem złapać kontaktu z rówieśnikami. Miałem zupełnie inne patrzenie na świat niż reszta... Nie podobało się to wielu ludziom. Byłem gnębiony i często poniżany, często też za to jak wyglądam. Człowiek przechodził obok wysokiego, silniejszego kolesia z klasy wyżej którego nawet nie znał i nigdy z nim nie rozmawiał i dostawał w łeb albo kopa... A, że było się pyskatym i honorowym całe życie to nie było zbyt kolorowo. Nie tylko ja oczywiście. Dużo było takich przypadków. Więc raczej byłem typem „azbd“ heh... Dużo siedziałem przy komputerze, uciekałem w gry internetowe i świat fantazy, żeby trochę się odstresować i rozładować to wszystko co nosiłem w sercu. Ciężko mi było ale jakoś się podniosłem, uwierzyłem w siebie... I jestem. To całe doświadczenie bardzo mnie umocniło i jestem teraz nawet wdzięczny moim „prześladowcom“ za to co mi robili. Dlatego każdemu po kolei, kto aktualnie ma podobnie jak ja miałem, przybijam serdeczną piątkę i życzę dużo siły. Pamiętajcie, że karma wraca... Z biegiem czasu patrząc na to gdzie i jak wylądowały te wszystkie cwaniaczki albo co robią teraz... Już ich nie nienawidzę. Jest mi ich po prostu szkoda. Oczywiście, aktualnie niektórzy najchętniej jakby mogli to zamieniliby się na miejsca z dywanem po którym chodzę... Ja mogę tylko zacytować tytuł piosenki Jessy J – „Who‘s laughing now?“

Jakie masz relacje ze swoją rodziną? 

 -Bardzo dobre. Np. moja siostra to moja zajebista kumpelka. Melanżujemy razem i dużo gadamy. Kiedyś tłukliśmy się non stop ale bardzo ją kocham i cieszę się, że jest tak super. 

Twoich idoli aktorskich już znamy z poprzednich wywiadów, a co z muzyką? Kogo słuchasz i kogo lubisz najbardziej? 

Aktualnie jaram się Jessy J. Jej akustyczne wersje piosenek albo koncerty wywołują przeróżne perturbacje w mojej bani... płonę jak pochodnia słuchając jej wokalu. A jej piosenki mega do mnie przemawiają. Wielki szacun.

 A jak reagujesz na prośbę zdjęć i autografów na ulicy od przypadkowych ludzi? 

Reaguje chyba dobrze (śmiech). Zawszę staram się spełniać w miarę możliwości wszystkie tego typu prośby. 

Jakie jest Twoje największe marzenie? 

Główna rola w filmie. Najbardziej dramat psychologiczny. Albo rola romantyka, który na koniec popełnia samobójstwo. Marzę też o scenach łóżkowych przed kamerą... Im większe wyzwanie tym lepiej. Już nie mogę się doczekać! 

Co Cię łączy z Dawidem Kwiatkowskim - debiutującym młodym piosenkarzem? Ostatnio często razem się pokazujecie i macie wspólne zdjęcia na Instagramie. 

To mój mega kumpel na którym mogę polegać. Mamy też często podobne problemy, które nie przytrafiają się moim znajomym, którzy nie siedzą w tym biznesie i dobrze nam się gada. To dobry człowiek i zajebisty artysta. 

Gdybyś miał do dyspozycji wypowiedzenie trzech życzeń do Złotej Rybki, to o co byś poprosił?

Zdrowia dla mnie i rodziny i dużo miłości. 

Materiał archiwalny z dnia 19 września 2013

Jadwiga Gryn: „Uwielbiam kreować role filmowe!“

Jadwiga Gryn: „Uwielbiam kreować role filmowe!“  



























Jadwiga Gryn to aktorka, która cały czas ma głowę pełną pomysłów. Przybywa jej nowych propozycji, teraz pojawi się m.in w serialu „Barwy szczęścia“. Jakie ma jeszcze plany? 

Co jest dla Pani najważniejsze w aktorstwie?

Prawda i naturalność 

Czy decyzja o tym, że pójdzie Pani tą drogą była świadoma i przemyślana, czy może zrodziła się z przypadku? 

Świadoma. Kiedy miałam trzy latka mówiłam rodzicom, że zostanę archeologiem..nadal jest taka chęć poznawania, odkrywania, dociekania we mnie i...przydaje mi się to w zawodzie:) W czwartej klasie liceum decydowałam czy zdawać na ASP, czy do łódzkiej szkoły filmowej, bo na niej mi zależało, czy na konserwację zabytków, z ASP zrezygnowałam, a kiedy dowiedziałam się, że zdałam do PWSFTVIT nie miałam wątpliwości gdzie zostaję. Na konserwację mogłam zdawać zawsze, na aktorstwo dopóki byłam młoda:)

Która z ról dotychczas przez Panią zagranych jest dla Pani najważniejsza? 


Nie mam najważniejszych, są takie, które przewróciły mi życie o 180°, np. w filmie „Być jak Kazimierz Deyna„ Anny Bluszcz, nawet nie dlatego, że chodziło o konkretną postać i przyjrzenie się jej oczami światu, ale sytuacje wokoło prasowo - filmowe. Takie, które zmieniły mi myślenie o tym zawodzie, np. dziewczynka w spektaklu Lifanova „Bobok“ też jest ważna. 

Lubi Pani bardziej grę w Teatrze, czy w TV? 

Lubię kontakt z widzem. Lubię grać klasyczne komedie, ale uwielbiam też – i temu jestem teraz bliższa, kreować role filmowe. To dwa naprawdę różne światy. 

Jaka aktywność wypełnia Pani czas wolny, czym lubi ani zajmować się, kiedy ma czas dla siebie? 

Kiedy mam czas, tańczę:) Uczę zouka i tanga argentyńskiego - to moja największa po aktorstwie pasja. Lubię też i inne rzeczy. Ruch czy fizyczny, czy psychiczny, lubię różnorodność, więc mając czas wolny spędzam go różnie, dlatego też ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Lubię ludzi, więc raczej w grupie:), ale też i samotność jest mi miła. Trzeba zapytać moich znajomych jak spędzam czas wolny, pewnie mieliby kłopot z odpowiedzią - bywam kreatywna:). 

Czy lubi Pani czasem znaleźć chwilę na dobrą książkę, czy raczej wybiera Pani może inną aktywność? 


Książka wtedy gdy nie mogę wyjść z domu, a nie mogę, kiedy jest zimno, nie lubię zimna!! Zima i jesień to miesiące książek:). 

Rozpoczął się nowy szon w TV i Teatrze, w jakich produkcjach będzie można Panią zobaczyć? 

W kinie w filmie Macieja Odolińskiego „Ostra randka“ 3D, w serialu „Barwy szczęścia“ oraz w przyszłym roku w kinie w filmie „Pierwszy dzień lata“ :). 

Czy w chwili obecnej dostaje Pani sporo nowych propozycji aktorskich? 

Z tym bywa różnie. Dostaje i się nie realizują, często w ostatnich godzinach przed planowaną pracą takie sytuacje mają miejsce. To frustrujące...No nic. Kiedy nic nie przychodzi do mnie staram się stworzyć taką sytuację, by móc to coś zorganizować i zrobić sama. Tak powstał mój film kinowy „Pierwszy dzień lata“, w którym gram główne role razem z Czarkiem Pazurą i Lesławem Żurkiem. Premiera planowana jest na czerwiec 2014 r.

W „M jak miłość“ też pojawiała się Pani dosyć długo, czy jest może jeszcze taka możliwość, że Asia Chrząszcz wóci do serialu? 

Mam nadzieję, że wróci, bo lubiłam tę postać! 

Ostatnio pojawiła się Pani właśnie na gali „1000 razy M jak Miłość“ w bardzo ładnej kreacji. Jakie są tajemnice Pani stylu? 

To kreacja rewelacyjnej projektantki Oxany Pastuszki! Nie da się źle wyglądać, nosząc kreacje tak uzdolnionej artystki. 

W czym czuje się Pani dobrze, a czego nie lubi nosić?

Nie lubię sztywnych topornych, niekobiecych sukien, czuję się dobrze w zwiewnych rzeczach, obojętne czy jest to sukienka, czy są to spodnie.


Lubi Pani bywać na tzw. „imprezach branżowych“, czy raczej nie? 

To zależy jaka to impreza – jacy są tam ludzie i w jakim charakterze tam jestem. Lubię mieć coś więcej do zrobienia i powiedzenia, niż biernie stać i się pokazywać.

Materiał archiwalny z dnia 14 września 2013



Honorata Witańska: "Znam się na samochodach"

Honorata Witańska: "Znam się na samochodach"

























Aktorka, Honorata Witańska znana z serialu „Barwy szczęścia“ dała namówić się na rozmowę, w której przyznała, że kocha samochody, wspomniała też o akcji charytatywnej dla dzieci w szpitalach oraz zdradziła sekrety wegetariańskiej kuchni.

Najbardziej znana jest Pani z roli Magdy Zwolńskiej w serialu „Barwy szczęścia“. Czy po tak długim czasie grania w jednej produkcji nie myśli Pani czasem o zmianie? 

Rzeczywiście w serialu gram już kilka lat. Mam jednak do niego ogromny sentyment, gdyż była to pierwsza produkcja telewizyjna do której trafiłam zaraz po studiach. Dzięki serialowi zrobiłam kilka rzeczy, do których normalnie nie miałabym dostępu, spełniłam nawet kilka marzeń. Ogólnie wiele mu zawdzięczam. Wierzę że na pewno przyjdzie dzień, kiedy poczuję że dałam tej produkcji wszystko co miałam dać. Wtedy będę wiedziała, że czas odejść z ogromną wdzięcznością za spędzone w niej lata. 

Czy czuje się Pani rozpoznawalna dzięki roli Magdy? 

Zdecydowanie tak.

 Co najbardziej lubi Pani w swojej bohaterce?

Zasady którymi się kieruje w życiu. Jest honorowa, sprawiedliwa i moralna. Lubię też jej wrażliwość. 

A czy przekornie jest coś takiego, co chciałaby Pani w niej zmienić? 

Myślę, że byłaby to naiwność, którą ma do świata. Denerwuje mnie też fakt, że wybiera nieodpowiednich mężczyzn. Otworzyłabym jej oczy :)

 Co czeka Magdę w nowym sezonie „Barw…“? Ostatnio na Pani stronie pojawiły się zdjęcia, które zaciekawiają widza… 

Rzeczywiście wszyscy trochę nabroimy. W nowym sezonie Magda zacznie porządkować swoje relacje z mężczyznami (jak na życzenie:) i niestety wpadnie w porządne kłopoty. Mogę śmiało powiedzieć, że pojawi się wątek kryminalny, co dla jej postaci jest nie lada nowością. 

Wspiera też Pani rozmaite akcje charytatywne, np. „Harold, czyli owca w szpitalu“. Co daje Pani pomaganie? 

Uważam, że pomaganie jest obowiązkiem każdego, niezależnie od wieku, pracy jaką wykonuje, czy stanowiska, które zajmuje. Pomaganie w swoim założeniu ma dawać innym, więc nie rozpatruję tego w kategoriach tego, co mogę JA mieć. To, że pomaganie daje nam zazwyczaj dużo radości i satysfakcji, to tylko wartość dodana. Do akcji "Harold w szpitalu" zatem zaangażowałam się bez chwili wahania. Uważam, że jest wyjątkowa. 

Proszę opowiedzieć więcej na temat kampanii, na czym ona polega? 

Nie jest tajemnicą, że pobyt w szpitalu kojarzy się nam ze strachem i samotnością. Każdy więc w czasie pobytu, chciałby mieć przy sobie "dobrego ducha". Tak oto powstał Harold – owieczka, która mieszka w szpitalu. Opiekuje się dziećmi, dzieli z nimi swoje tajemnice i wspiera podczas leczenia. Harold to gaduła, zna mnóstwo historii, które chętnie opowiada dzieciom. Uwielbia też, gdy się go przytula. Jako, że pobyt dziecka w szpitalu jest dużym wyzwaniem również dla rodziców, akcja skierowana jest zarówno do małych pacjentów jak i ich opiekunów. Na stronie www.haroldwszpitalu.pl można znaleźć wiele informacji o zasadach i zwyczajach panujących w szpitalu, dowiedzieć się o prawach swoich i przebywającego w szpitalu dziecka. Przyjaciele tej akcji towarzyszą dzieciom w trakcie leczenia, czytają Haroldowe opowieści, kolorują malowanki i starają się, by ten czas był jak najbardziej radosny i ciepły. 

Czy w nowym, jesiennym sezonie szykuje się coś nowego z Pani udziałem aktorskim? 

Jak to bywa jesienią, rozpoczyna się sezon teatralny. Wracam więc do spektakli które gram w zaprzyjaźnionym teatrze w Radomiu. Na horyzoncie jest też jeden projekt filmowy, ale doświadczenie nauczyło mnie, aby nie chwalić się, dopóki nie stanę na planie. Jednocześnie pracuję cały czas nad własnym projektem teatralnym, który mam nadzieję ujrzy światło dzienne do końca roku. 

Porozmawiajmy trochę o stylu. Ostatnio otworzyła Pani swoją szafę dla Lamoda.pl – jakie marki ubrań Pani lubi?

Zazwyczaj nie kieruję się markami w doborze ubrań. Kupuję to, co mi się podoba, to co mnie odzwierciedla. W swojej szafie mam kilka perełek od projektantów, ale i też zdobycze z lumpeksów. Lubię naturalne tkaniny, skóry, lubię też zdecydowane kolory. 

W czym czuje się Pani najpewniej? 

Zawsze stawiam na wygodę niezależnie od tego czy idę na siłownię, czy na galę rozdania nagród. Lubię czuć się kobieco, wtedy czuję się pewnie. Choć nie włożę szpilek, które są najpiękniejsze na świecie, jeśli nie potrafię pewnie w nich przejść po ulicy. Nie lubię tez czuć sie przebrana. Wystarczy mi, że w pracy zakładam kostiumy, których nigdy bym na siebie nie włożyła :) 

Przeczytałam, że jest Pani fanką motoryzacji, lubi Pani oglądać szybkie samochody, czy także jeździć? 

Zdecydowanie jeździć. Gdybym nie była aktorką, to możliwe, że ścigałabym się na torze albo brała udział w profesjonalnych rajdach. Znam się na samochodach, motocyklach, lubię tę część męskiego świata. Zawsze przyłączam się do rozmowy, gdy słyszę dyskusję na temat koni mechanicznych.

 Jest Pani wegetarianką. Co najbardziej lubi Pani w Wegetariańskiej kuchni?

Zawsze mnie bawi, kiedy ktoś słysząc, że nie jem mięsa pyta: "Dziewczyno! To co ty jesz?!" A przecież kuchnia wegetariańska jest tak różnorodna! Najbardziej lubię specjały śródziemnomorskie; hummus, sery, świeże warzywa, oliwki. Lubię też kuchnię indyjską, mocno aromatyczną. Normalne mleko zastępuję sojowym, bądź tym bez laktozy. W moim codziennym jadłospisie jest też wiele ziaren; migdałów, pestek dyni, słonecznika. Jestem też mocno aktywna fizycznie, więc po treningach sama przyrządzam sobie shake'i owocowe z dodatkiem protein, owoców i (to mój ulubiony) z dodatkiem masła orzechowego! 

I pytanie na koniec, jaki jest Pani sposób na letnią ochłodę w czasie upałów? 

Mrożona kawa, świeżo wyciskany sok z pomarańczy z duża ilością lodu, wachlarz i butelka wody w torebce :)

Materiał archiwalny z dnia 27 sierpnia 2013

Marcjanna Lelek: „Chciałabym dużo przeżyć!"

Marcjanna Lelek: „Chciałabym dużo przeżyć!" 


















Marcjanna,  aktorka, która pierwsze kroki stawiała w "M jak miłość" w roli Natalki. Jak jej bohaterka, a jak sama zmieniła się przez ten czas? Opowiada w rozmowie...

Swoją przygodę z aktorstwem zaczęłaś wcześnie, co spowodowało wtedy, że zdecydowałaś się zagrać w „M jak Miłość“, czy to była Twoja decyzja? 

To jest tak, że jak byłam mała to mój tata zapisał mnie i mojego brata do agencji i chodził z nami na castingi. Przyznam szczerze, że nie bardzo mi na tym zależało, nie miałam w domu telewizora, więc nigdy nie oglądałam go z nadzieją, że kiedyś zobaczę tam siebie. Na casting do „MjM” pojechałam bardzo niechętnie. Brałam wtedy udział w „łyżwiarskich czwartkach” na torze Stegny, w ogóle miałam dobre wyniki, w pierwszej klasie wygrałam :)! I po takim cotygodniowym wyścigu zmęczona i w polarku pojechałam na casting, bo mama obiecała mi, że mi kupi batona jak pojadę. Szukali do roli biednej dziewczynki z domu dziecka i to chorej, a że byłam zmęczona, chuda, miałam podkrążone oczy i niewiele energii okazało się, że pasuję. Potem był drugi etap, na którym musiałam się wykazać jakimiś większymi predyspozycjami niż byciem smutnym dzieckiem, więc to nie tak, że tylko miałam szczęście, że akurat takiej szukali. Po dziewięciu latach, kiedy Małgosia Kożuchowska żegnała się z nami dowiedziałam się, że to ona, która była na tym drugim etapie, była za tym, żeby to mnie wziąć. 

Jak czułaś się w pierwszych dniach na planie, co było najtrudniejsze? 

Na pewno inaczej niż gdybym była starsza. Miałam osiem lat to nie do końca rozumiałam co się dzieje wokół mnie, zwłaszcza, że nie oglądałam telewizji. Pamiętam, że miałam śmieszne czerwone spodnie, że umiałam teksty do tych scen, bo pamiętałam je z castingu, pamiętam, że miałam na jednym warkoczu żółtą frotkę a na drugim pomarańczową, że leżałam w łóżku i pan dźwiękowiec bawił się ze mną trzymając mikrofon na tyczce, a ja próbowałam go złapać. To nie było nic trudnego, było fajnie, nie miałam nawet problemu z tym, żeby odnaleźć się wśród samych dorosłych ludzi.

 Czy z pryzmatu czasu nie żałujesz roli w serialu? 

Nie! Naprawdę dużo dała mi ta praca. Spotkałam mnóstwo ludzi, którzy jakoś pomogli mi się ukierunkować i zrozumiałam, że to jest coś, czym mogę się zajmować w życiu. Wiele się tam nauczyłam, na pewno pomogło mi to też szybko dorosnąć, nauczyć się podejmować decyzje, być cierpliwą, bo często praca nad jedną nawet sceną się bardzo przeciąga, nauczyłam się też współpracować z innymi, albo tego, że czasem trzeba z czegoś zrezygnować na rzecz czegoś innego.

 Nie uważasz, że przez to, że od 2004r. spędzałaś ogrom czasu na planie, ominęły Cię fajne momenty z dzieciństwa?

Bardzo często zdarzało się, że miałam dzień zdjęciowy tego dnia, kiedy moja klasa wybierała się do kina czy coś w tym stylu. Często musiałam z czegoś zrezygnować, żeby być na planie i to też czegoś mnie nauczyło. Rzeczywiście kiedy byłam mała męczyło mnie kiedy ludzie zaczepiali mnie na ulicy i dlatego też rodzice później zaczęli mnie puszczać gdzieś samą niż mojego brata lub siostrę, ale nie uważam, żebym coś z dzieciństwa straciła. 

Czujesz się rozpoznawalna? 

Czuję, bo jestem. I to bywa miłe, kiedy ktoś naprawdę cieszy się, że mnie spotkał. Na przykład kiedyś zaczepiła mnie na starówce para takich zupełnych amerykanów, w kowbojskich kapeluszach, takich totalnie amerykańskich i powiedzieli, że dwadzieścia lat nie byli w Polsce, ale oglądają "MjM" na TVP Polonia i poprosili mnie o zdjęcie. Często jednak ludzie zachowują się wręcz niegrzecznie i nie jest to miłe, kiedy ktoś bezceremonialnie na ulicy kieruje w ciebie aparat, albo mówi do ciebie jakby był twoim najlepszym przyjacielem, bez żadnego oporu, granicy. 

Co czeka Natalię, Ulkę i Mateusza w jesiennym sezonie serialu?

Serio, nie mam pojęcia. 

Dostajesz czasem propozycje ról w nowych produkcjach? 

Nie, raczej nie, to nie jest tak, że po dziesięciu latach ktoś się mną nagle zachwyci i da rolę. To tak nie działa. Chodzę czasem na castingi, ale rzadko, na razie nie chcę jeszcze tak bardzo się w nic wkręcać, poza tym mało jest ról dla dziewczyn w moim wieku. Wezmę się za to kiedy już uda mi się naprawdę zostać aktorką. 

Masz też za sobą epizodyczną współpracę na planie spotu reklamowego. Jak wspominasz ten moment? 

To dowód na to, że musiałam bardzo biednie wyglądać skoro dostałam tylko rolę w szpitalach, bo to była taka reklama. Nigdy jej nie widziałam. Pamiętam, że musiałam bardzo długo czekać na swoją kolej, a potem rozmawiałam przez żółty szpitalny telefon. 

Czy na takim planie jest coś, co jest trudniejsze niż podczas grania w serialu? 

Dla aktora pewnie nie. Dla reszty ekipy na pewno tak. Podczas jednego dnia zdjęciowego w serialu nagrywa się kilka scen, a półminutową reklamę kręci się czasem dwa dni. Większa jest dbałość o szczegóły, więcej sprzętu, jak na takiej mega produkcji. 

Czy lubisz to, co robisz? 

No pewnie, inaczej bym przestała. 

Jak wyglądają Twoje plany na dorosłe życie? 

Na początek chcę się dostać na studia aktorskie, najbardziej chyba do Krakowa. Jak mi się to uda to będę aktorką i chciałabym grać w teatrze. A jakbym już coś tam osiągnęła to chciałabym robić własne spektakle, jako reżyser. No i założyć rodzinę, mieć dużo dzieci, męża. Chciałabym dużo przeżyć, zwiedzić dużo na świecie, poznać dużo ludzi i zawsze mieć do tego wszystkiego mnóstwo energii. 

Powiedz jeszcze, jakie masz marzenia? 

Żeby te plany się spełinły!

Materiał archiwalny z dnia 26 sierpnia 2013