niedziela, 2 sierpnia 2026

Amanda Mincewicz (nie) tylko o serialu "M jak miłość" [WYWIAD]

 Amanda Mincewicz (nie) tylko o serialu "M jak miłość" [WYWIAD]

















fot. Valeria Mitelman

Amanda Mincewicz, niemiecko-polska aktorka młodego pokolenia w serialu "M jak miłość" wciela się w Agnes. Jej bohaterka po raz pierwszy pojawiła się 1878 odcinku. 

Spotkałyśmy się w Warszawie, by porozmawiać nie tylko o serialu i życiu pomiędzy Berlinem a Warszawą, ale też o tym, z jaką łatwością uczy się języków obcych. Opowiedziała też o podróżach i miejscach, które ją zachwycają. 

Na początku każdej rozmowy, staram się opisać swojego rozmówcę. Panią widzę jako utalentowaną niemiecko-polską aktorkę filmową i teatralną młodego pokolenia, osobę głodną nowych doświadczeń i podróży. A także osobę ciekawą ludzi i ich historii.  Postrzega Pani siebie w podobny sposób?

Tak. Ciekawość faktycznie mnie charakteryzuje. 

Wiele jest zawodów na "A". (Śmiech.) Co spowodowało, że wybrała Pani akurat aktorstwo? Nigdy nie miała Pani innych pomysłów na siebie?

Miałam też pomysł, by zostać reżyserką. Kino zawsze mnie interesowało. 

Kino światowe, czy polskie?

Lubię m.in. kino amerykańskie, skandynawskie, azjatyckie, ale też kino indie, charakteryzujące się tym, że filmy są produkowane poza głównym systemem wielkich wytwórni hollywoodzkich, takich jak Warner Bros., Disney czy Universal. Fascynuje mnie też polskie kino. 

Od jakiego filmu rozpoczęła się Pani przygoda z poznawaniem polskiej kinematografii?

Moja przygoda z poznawaniem polskiej kinematografii rozpoczęła się od oglądania filmów Kieślowskiego. To one częściowo ukształtowały mój gust filmowy. Szczególnie zapisało się we mnie "Podwójne życie Weroniki". 

Na mnie ogromne wrażenie zrobiła też słynna, międzynarodowa trylogia filmowa "Trzy kolory" w reżyserii  Kieślowskiego, zrealizowana w latach 1993–1994. Przypomnijmy, że tytułowe barwy nawiązują bezpośrednio do kolorów flagi Francji oraz haseł rewolucji francuskiej: wolności, równości i braterstwa. Która z części tej trylogii to na Pani zrobiła największe wrażenie?

Bardzo trudno wybrać, ale intuicja podpowiada mi film "Trzy kolory: Niebieski". Temat wolności jest nieskończony, a ten film zawsze mi przypomina, że nigdy nie uciekniemy od samych siebie.  Krok w głąb siebie jest zawsze właściwym krokiem.  

O wyborze tego zawodu mówi Pani tak - "Moje korzenie są wielojęzyczne - moja scena jest bez granic". Proszę tę myśl rozwinąć.

Zastanawiam się, kiedy ja to powiedziałam. (Śmiech.) Ale jakieś ziarno prawdy w tym jest. Scena może być bez granic. 

Proszę opowiedzieć coś więcej o swoim polskim pochodzeniu. 

Z tatą od małego rozmawiałam po polsku, z siostrą po niemiecku. Polska kultura była zawsze dla mnie ważna. Regularnie odwiedzałam dziadków. Przyznam, że w Niemczech nie do końca czułam się zawsze, jak w domu. 

Nadszedł już ten moment, w którym to w Polsce poczuła się Pani, jak w domu?

Na początku czułam się trochę dziwnie, może nawet obco. Brakowało mi Niemiec. Kiedy byłam w Nowym Jorku, poczułam z kolei, że brakuje mi Polski. Uświadomiłam sobie wtedy, że jestem szczęściarą, bo z każdej kultury, każdego kraju, w którym aktualnie przebywam, mogę wybierać to, co podoba mi się najbardziej. Teraz jestem z tego dumna, ale przyznam szczerze, że był czas, kiedy tak naprawdę nie czułam się częścią ani jednego, ani drugiego kraju. 

Pamięta Pani moment, w którym po raz pierwszy w Pani głowie pojawiła się myśl o tym, by spróbować swoich sił w tym zawodzie także w Polsce?

Ten moment nastał podczas studiów w Lee Strasberg Theatre and Film Institute w Nowym Jorku. Pomyślałam wtedy, że Berlin i Warszawa to miasta, które są mi naprawdę bliskie. Mam wrażenie, że od zawsze polskich aktorów podziwiałam bardziej niż niemieckich.

Kogo najbardziej?

Bardzo lubię Roberta Więckiewicza.

Którego z aktorów z serialu "M jak miłość" ceni Pani najbardziej?

Nie ma takiej osoby. Wychodzę z założenia, że od każdego aktorka, czy aktorki uczę się czegoś nowego i ważnego dla siebie.

Jak pracuje się Pani z Robertem Moskwą?

Wspaniale. Jest profesjonalistą a przy tym dobrym człowiekiem. Bardzo dobrze nam się razem pracuje. Mamy też wspólne pasje.

Pamięta Pani swój pierwszy polski casting? 

Szczegółów nie pamiętam, ale był to film historyczny. 

Jest Pani absolwentką Lee Strasberg Theatre and Film Institute w Nowym Jorku. Proszę opowiedzieć o tamtejszej edukacji. 

Dowiedziałam się przede wszystkim, jak ważne w tym zawodzie jest słuchanie partnera scenicznego i że nie ma czegoś takiego jak "dobrze vs. źle".

Czego dowiedziała się Pani o sobie, studiując w Nowym Jorku? Czego nauczył Panią ten czas?

Nauczyłam się, że pokazywanie swojej wrażliwej strony łączy ludzi. A to jest piękne.

Obecnie prowadzi Pani życie na walizkach pomiędzy trzema krajami –  Polską, Niemcami i Czechami. W Berlinie i Warszawie realizuje Pani projekty zawodowe. A jak to jest z Pragą?Tam też realizuje Pani swoje aktorskie zamierzenia?

Ani z Pragą, ani z innymi czeskimi miastami jeszcze nie łączą mnie sprawy zawodowe. Powstaje tam jednak wiele niemieckich produkcji, więc mam nadzieję, że prędzej czy później to nastąpi.

Biegle mówi Pani w kilku językach. Nigdy nie myślała Pani, by nauczyć się także czeskiego? (Śmiech.) 

Bardzo lubię uczyć się języków obcych, więc dlaczego nie? (Śmiech.) 

Od pierwszych chwil naszego spotkania sprawia Pani także wrażenie osoby niezwykle pozytywnie usposobionej, dla której szklanka zawsze jest do połowy pełna. Tak było od zawsze, czy – jak wiele rzeczy w życiu – przyszło to z czasem?

Dla mnie faktycznie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Lubię życie, a to też jest istotne i pomocne – nie tylko w tym zawodzie, ale i w codzienności.

Mam wrażenie, że właśnie to pozytywne spojrzenie na świat jest taką cechą, którą daje Pani od siebie postaciom, w które się wciela. Jedną z nich, w której można taką cechę zaobserwować jest zdecydowanie Agnes z serialu "M jak miłość". Jak trafiła Pani do tej produkcji?

Dwa lata temu mój agent poinformował mnie, że rozpoczynają się poszukiwania niemiecko-polskiej aktorki do stałej roli w tym serialu. Grałam w tym czasie w kilku odcinkach serialu "Na dobre i na złe" i okazało się, że regularnego pojawiania się w tych dwóch produkcjach nie można łączyć. 

W zeszłym roku, w lutym, odbył się casting do roli Agnes w "M jak miłość". Miałam do zagrania scenę z Robertem Moskwą. Coś fajnego się zadziałało i Robert stwierdził, że ta rola jest moja. (Śmiech.) 

Miała to być rola na kilka odcinków, ale Agnes nadal jest w serialu. Będzie też pojawiać się w nowym sezonie. 

Wchodząc w ten serial, miała Pani świadomość, że stanie się częścią kultowej produkcji, która sympatię widzów zaskarbia sobie od ponad dwudziestu pięciu lat?

Miałam świadomość, że to ważny serial dla polskich widzów. W maju 2026 roku "M jak miłość" oglądało średnio 2,43 miliona widzów na odcinek. 

W czym, to w Pani odczuciu, tkwi fenomen tego serialu?

Ten serial mówi o tym, że trzeba dbać i interesować się drugim człowiekiem, a ja to mocno wspieram. 

Czy ze względu na swoje polsko-niemieckie pochodzenie, zdarzało się Pani oglądać serial we wcześniejszych latach? Miała Pani swoje ulubione postaci, ulubione wątki?

Oglądam ten serial z dziadkiem. Moją sympatię skradli przede wszystkim nestorzy rodu Mostowiaków, grani przez Teresę Lipowską i nieodżałowanego Witolda Pyrkosza.

Po raz pierwszy w tej historii pojawiła się Pani w 1878 odcinku. Agnes jest córką Artura Rogowskiego, o której istnieniu wcześniej nie wiedział. Jak została Pani przyjęta na planie?

Ekipa serialu "M jak miłość" bardzo ciepło mnie przyjęła. Wszyscy są niesamowicie zgrani, serdeczni, zabawni. Pełen profesjonalizm. 

Miała Pani dość mocne wejście w ten serial, albowiem za Pani bohaterką ciągnęły się też demony przeszłości chociażby w postaci niebezpiecznego partnera (w tej roli Paweł  Izdebski, ), przed którym tak naprawdę uciekła do Grabiny. Czy takie nieoczywistości i złamania, ukryte w postaciach sprawiają, że są one większym wyzwaniem dla aktora?

Dokładnie. Granie takich postaci jest ciekawe dla aktora. Ludzie są skomplikowani i wielowarstwowi. 

Na swoim oficjalnym profilu na Instagramie dzieli się Pani nie tylko kadrami z planów filmowych, ale także zdjęciami i nagraniami z podróży. Podróż marzeń Amandy Mincewicz to...

Marzy mi się podróż do Meksyku. Chciałabym też wrócić do Japonii. 

Czym Japonia urzekła Panią za pierwszym razem?

Japończyków cechuje ogromny, wręcz instytucjonalny szacunek do drugiego człowieka. Mają też duży szacunek do jedzenia, który ma wręcz wymiar duchowy. To mnie urzekło. 

Jakie miejsca zachwyciły Panią ostatnio?

Afryka: Kenia i Zanzibar.

Byłam zachwycona otwartością i serdecznością ludzi. 

Czy jeśli chodzi o kuchnie świata, jest coś takiego, czego nigdy nie odważyłaby się Pani spróbować?

Nigdy nie zjadłabym skorpiona ani innego karalucha. (Śmiech.) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz