sobota, 19 września 2026

Janek Sobierajski o filmie "Mistyczka" [WYWIAD]

Janek Sobierajski o filmie "Mistyczka"  [WYWIAD]
















fot. uroczysta premiera filmu "Mistyczka" / Instagram @janek_sobierajski

Film "Mistyczka", którego reżyserem jest Janek Sobierajski, do kin w całym kraju trafił 11 września. Rozmawiamy o strukturze filmu i jego najważniejszych motywach oraz o tym, co praca nad nim zmieniła w jego życiu. Sobierajski wraca także myślami do swojego spotkania z Bogiem i niezwykle szczerze opowiada, jaki miało ono wpływ na jego dalsze życie i twórczość. 

Na początku każdej rozmowy staram się opisać mojego rozmówcę. Pana widzę jako wszechstronnego twórcę niezależnego kina o tematyce duchowej, założyciela Fundacji Filmowej „Powołany”. Jak tworzy się w Polsce kino wartości, które musi konkurować z komercyjnymi hitami, ale chce pozostać bezkompromisowe i wierne przesłaniu?

Doświadczenie w branży filmowej zdobywałem najpierw poprzez pracę na różnych planach filmowych, a następnie na etacie w telewizji. W międzyczasie założyłem własną firmę zajmującą się produkcją filmową i telewizyjną, aby móc świadczyć te usługi również w kontaktach biznesowych. Wszystkie te lata zaowocowały wieloma znajomościami z ludźmi, którzy są świetni w swoim fachu.

Realizując duże projekty ogólnopolskie, zauważyłem, że filmy o wartościach i duchowości zawsze mają problemy produkcyjne i finansowe. To był też czas, w którym zrozumiałem, że warto robić coś dla innych, warto zostawić po sobie coś wartościowego.

Zdecydowałem się odejść z telewizji i największego portalu internetowego w Polsce, aby realizować to, co poczułem w sercu – filmy o duchowości, które będą dla innych drogowskazem na ścieżce życia.

Wraz z Andrzejem Kocubą, który miał podobne podejście do mojego, założyliśmy Fundację Filmową „Powołany”, która dziś produkuje duże kinowe filmy z ponadczasowymi wartościami. Do naszych projektów zapraszamy ludzi, których miałem zaszczyt poznać w branży telewizyjnej i reklamowej. To wspaniała przygoda, która z każdym projektem realizowana jest z coraz większym rozmachem. I niezwykle nas to cieszy.

Ta wolność od systemowych nacisków pozwoliła Panu zająć się tematem niezwykle intymnym. W filmie „Mistyczka”, który do kin w całej Polsce trafił 11 września, dotyka Pan zapisków duchowych Alicji Lenczewskiej. Czy czuje Pan, że opowiedzenie historii tak głębokiego, mistycznego spotkania człowieka z Bogiem byłoby w ogóle możliwe w ramach tradycyjnego, komercyjnego systemu producenckiego?

Z jednej strony była to wielka niewiadoma, a z drugiej – bardzo chcieliśmy zrealizować tak głęboki temat. Ujmuje mnie to, że historia naszej głównej bohaterki jest tak naprawdę urzeczywistnieniem życia większości społeczeństwa. Każdy z nas chce znaleźć w życiu miłość i szczęście, a Alicja Lenczewska szukała ich nieudolnie przez 50 lat życia. Dopiero podczas zupełnie przypadkowego wyjazdu wydarzyło się coś, co zmieniło jej życie na zawsze.

Zdawałem sobie sprawę, że jeśli chcemy podjąć się tego tematu, musimy mieć sztab ludzi, którzy swoimi talentami wesprą ten film, aby został zrealizowany jak najlepiej. Dlatego cieszę się z gwiazdorskiej obsady z Dorotą Chotecką w roli głównej.

Zanim film trafił do kin, obejrzało go ponad 15 tysięcy widzów podczas pokazów przedpremierowych. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

„Mistyczka” to pełnometrażowa fabularna opowieść o kobiecie, której życie zostało całkowicie odmienione przez spotkanie z Jezusem. Pan, wielokrotnie, otwarcie mówił o swoim osobistym spotkaniu z Bogiem. Powiedzmy coś więcej.

Myślę, że w życiu każdego człowieka przychodzi czas na swoistą autorefleksję nad własnym życiem. Wcześniej czy później każdy robi taki bilans zysków i strat. Niestety, w większości przypadków wychodzi on negatywnie – stąd mówi się o kryzysie wieku średniego.

Ważne, żeby takie rozważania naprowadziły człowieka na to, co nadaje sens naszej egzystencji. Na pewno nie są to rzeczy materialne, które szybko przemijają. Ja przewartościowałem swoje życie w wieku 25 lat i od tamtego czasu jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

Jak spotkanie z Bogiem odmieniło Pana życie?

Przede wszystkim wiem, że moją wartością nie jest to, co posiadam, ani to, co mówią o mnie inni. Pojawiłem się na świecie dlatego, że Bóg tak chciał. Jestem Jego ukochanym dzieckiem i to stanowi o mojej wartości, której nikt i nic nie jest w stanie podważyć.

Dzięki temu można oprzeć się złudnym atrakcjom rzeczywistości, która często jest tylko substytutem tej prawdziwej miłości.

Nie jest również tajemnicą, że było też czymś takim, co zdefiniowało na nowo całą Pana twórczość. W jaki sposób?

Oczywiście. Każde spotkanie z żywym Bogiem zostawia w człowieku ślad. Nawet jeśli próbuje się je zanegować, świadomość Jego istnienia pozostaje w człowieku na zawsze.

Tak miał na przykład Jonasz, który uciekał przed Bogiem, którego poznał, ponieważ bał się powierzonego mu zadania. Myślę, że każdy z nas jest tu na ziemi po to, żeby odkryć miłość naszego Stwórcy, by w chwili śmierci móc spotkać się z Nim jak z Ojcem. W innym przypadku – po co tu jesteśmy?

To prawda, że przed każdym projektem filmowym, spędza Pan długie godziny na modlitwie, pytając Jezusa, czy to jest ta historia, którą ma teraz opowiedzieć?

Film kinowy realizuje się mniej więcej trzy lata. A więc nietrafiony projekt będzie rzutował na ogrom czasu, pracy i środków materialnych. Dlatego staram się pytać Szefa, jakiego projektu mamy się podjąć. To zdecydowanie ułatwia kolejne kroki.

Co praca nad "Mistyczką" zmieniła w Pana życiu? Czego nauczyła, czego pozwoliła się dowiedzieć o sobie?

Przede wszystkim, żeby stworzyć scenariusz, musiałem przeczytać blisko 900 zapisków duchowych Alicji Lenczewskiej. Sama lektura tych dzienników była niezwykłym doświadczeniem. Można w nich wyczytać wiele pragmatycznych porad dotyczących codzienności.

Mogę śmiało powiedzieć, że po ich przeczytaniu jest się innym człowiekiem.

Gdyby miał Pan prace nad tym filmem podsumować w jednym słowie lub zdaniu, jakie mogłoby paść?

Niezwykła historia o zwykłej kobiecie.

W jednym z wywiadów przyznał Pan, że na początku czuł Pan wewnętrzny opór i wcale nie miał w planach tworzenia tego filmu. To prawda, że dopiero proces rozeznawania i głębokie wgryzienie się w tekst uświadomiły Panu, że obcuje z czymś znacznie większym niż zwykły projekt scenariuszowy? Wcześniej nie miał Pan aż takiej świadomości?

Nie, nie miałem. Nie wiedziałem również zbyt wiele o Alicji Lenczewskiej. Dlatego musiałem najpierw przeczytać jej biografię, następnie dzienniki duchowe, a później spotkać się z jej bliskimi i rodziną, którzy opowiedzieli mi, jakim była człowiekiem.

Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak wymagającej rzeczywistości próbujemy się podjąć.

Mówi Pan wprost, że urzekające w tych pismach jest to, jak Jezus w rozmowach z Alicją tłumaczy otaczającą nas rzeczywistość w sposób niesamowicie prosty, bezpośredni i trafiający prosto w serce, pozbawiony ciężkiego, teologicznego żargonu. Co jeszcze?

Alicja nie wyróżniała się niczym szczególnym z ogółu społeczeństwa. I myślę, że właśnie to jest siłą tej historii.

W filmach często pokazujemy przemiany ludzi – od zera do bohatera. Ale w rzeczywistości niewiele osób może utożsamiać się z takim bohaterem. Zdecydowana większość ludzi to osoby takie jak Alicja: z marzeniami, osadzone w szarej rzeczywistości.

I dlatego ten film jest tak chętnie oglądany, ponieważ pokazuje, jak wielką wartość ma takie życie. Pokazuje też, że w najpiękniejszą podróż życia można wybrać się, nie ruszając się ze swojej kawalerki.

Porównuje Pan Alicję Lenczewską do siostry Faustyny, ale podkreśla Pan, że Alicja była osobą świecką. Czy to właśnie jej zwyczajne, nauczycielskie życie w czasach PRL-u sprawiło, że ten film stał się tak bardzo autentyczny i życiowy?

Myślę, że na autentyczność tej postaci wpływa fakt, że najpierw należała do partii i – jak sama napisała – żyła w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła, a następnie doświadczyła ogromnej przemiany, która kosztowała ją wszystko, czego wcześniej się dorobiła.

Mówi się, że starych drzew się nie przesadza. Historia Alicji pokazuje coś zupełnie innego – że nigdy nie jest za późno, aby walczyć o to, co w życiu najcenniejsze: miłość i szczęście.

W rolę Alicji wcieliła się Dorota Chotecka-Pazura – aktorka o ogromnym dorobku, ale dotąd rzadko kojarzona z tak intymnym, mistycznym kinem. Czy od początku, myśląc o tym, kto mógłby się w nią wcielić, myślał Pan właśnie o Choteckiej? Brał Pan też pod uwagę obsadzenie innej aktorki w tej roli?

Dorota była moim pierwszym wyborem. Zdecydowałem, że rozmowy z innymi aktorami przeprowadzę dopiero wtedy, kiedy nie podejmie z nami współpracy.

Okazało się, że zależało jej dokładnie na tym samym – nie chciała brać udziału w filmie ze słabymi zdjęciami, dźwiękiem czy muzyką. To nas połączyło, bo wszystkim zależało na tym, aby zrealizować tę produkcję jak najlepiej.

Graliśmy do jednej bramki, a efekt można już oglądać w kinach w całej Polsce.

Nawiązuję do tego, ponieważ czasami, kiedy aktor dostaje propozycję napisania swojej biografii, ma w głowie jedno nazwisko osoby, której chciałby opowiedzieć o sobie i przeważnie z tą osobą spisuje swoje wspomnienia – tak miała chociażby Teresa Lipowska przy książce „Nad rodzinnym albumem”. Czy Pan, szukając filmowej bohaterki, poczuł w pewnym momencie to samo? Że to właśnie Dorota Chotecka-Pazura jest tą jedyną, odpowiednią osobą, by wcielić się w Alicję Lenczewską?

Rola Alicji Lenczewskiej była ogromnym wyzwaniem. Dorota musiała zagrać tę postać na przestrzeni 40 lat, bez dublerki. A do tego pełen wachlarz emocji i sytuacji: od zakochania, przez intrygi i objawienia mistyczne, po śmierć bliskiej osoby, sytuacje rodzinne, chorobę nowotworową, cierpienie i śmierć.

Nie każdy aktor mógłby podjąć się takiego wyzwania, choć każdy chciałby mieć taką rolę. Dorota jest tak wszechstronnie uzdolnioną aktorką, że byłem przekonany o jej zdolnościach do podjęcia się tego zadania.

Dorota Chotecka-Pazura przeszła do tej roli ogromną metamorfozę. Rozmawialiście też za kulisami o tych zmianach, które zachodzą nieco głębiej? O tym, jaki wpływ na nią miały wpływ zapiski Lenczewskiej? Jak praca nad tą rolą zmieniła jej postrzeganie codzienności?

Myślę, że to bardzo intymne kwestie, w które raczej staram się nie wchodzić. Wiem, że ta rola kosztowała ją bardzo wiele, ale prawda jest taka, że tylko rzeczy miałkie nic nie kosztują. Wszystkie wielkie rzeczy wymagają wielkiego wysiłku. I ona to zrobiła.

Ona nie grała Alicji – ona się nią stała.

Na potwierdzenie tych słów powiem tylko, że żyjąca bratowa Lenczewskiej, kiedy zobaczyła Dorotę po charakteryzacji w jednej ze scen na planie, uroniła łzę i powiedziała: „To jest Ala!”.

Scenariusz był konsultowany z osobami z bliskiego otoczenia Alicji Lenczewskiej oraz z jej bratową – Dorotą Lenczewską, która była obecna podczas nagrań. Jak ten konsultacje wyglądały?

To były bardzo cenne porady. Bratowa Alicji była z nami praktycznie każdego dnia na planie zdjęciowym, ale również wspierała mnie przy tworzeniu scenariusza.

Była bardzo zaangażowana i starała się, abyśmy jak najwierniej oddali rzeczywistość, która dla niej była codziennością. Znała Alicję przez tyle lat, więc dla nas był to wielki zaszczyt móc słuchać jej porad, które okazały się ogromną wartością.

Dziś otrzymujemy wiele wiadomości od widzów, którzy również znali Alicję, że idealnie oddaliśmy jej postać.

Warto to zobaczyć na wielkim ekranie i dać się porwać niezwykłej przygodzie, której możemy stać się uczestnikami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz