Filip Lato (nie) tylko o udziale w programie "Twoja twarz brzmi znajomo" [WYWIAD]
fot. Małgorzata Krawczyk
Tegoroczne Powiatowo-Gminne Dożynki miały miejsce w tym roku w Ustroniu. Święto plonów było połączone z hucznym obchodami 70-lecia nadania praw miejskich Ustroniowi. Gwiazdą wieczornego koncertu był Filip Lato.
Opowiedział mi o swoim najnowszym utworze "Burza" i powtarzającym się w jego twórczości motywie latawca. Podzielił się także wspomnieniami z udziału w dwóch edycjach programu "Twoja twarz brzmi znajomo".
Już od pierwszych minut naszego spotkania, uśmiech i dobra energia cię nie opuszczają. Jesteś życiowym optymistą?
Myślę, że tak.
Tak było zawsze, czy przyszło z czasem?
Wydaje mi się, że to kwestia mojej osobowości. Jednak przyznam, że coraz trudniej przychodzi mi utrzymanie młodzieńczej energii i radości.
Wydaje mi się, że pozytywne usposobienie pomaga nie tylko w codzienności, ale także w karierze scenicznej. Czy się mylę?
Myślę, że to prawda. Nie wyobrażam sobie wychodzić do ludzi z inną energią. To jest po prostu część mnie i cieszę się, jeśli to widać na ekranie telewizora czy podczas koncertów. Taki jestem, tego nie da się przekłamać.
Ile w tym prawdy, że studia prawnicze skończyłeś wyłącznie „dla świętego spokoju” i dla rodziców, a aplikację radcowską porzuciłeś w momencie, gdy poczułeś, że praca w korporacji i siedzenie w paragrafach po prostu cię niszczą?
Historia jest prawdziwa, prawie wszystko, co powiedziałaś, się zgadza. (Śmiech) Nigdy nie zacząłem aplikacji radcowskiej, zaprzestałem na etapie starań. Nie odczuwam absolutnie żadnego żalu w stosunku do pracy prawniczej. Serce woli robić co innego. Za tym głosem idę.
Kiedy nie zdecydowałeś się na aplikację radcowską, od razu pomyślałeś o łączeniu przyszłości z muzyką, czy miałeś też inne pomysły na siebie?
Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób. Obie te ścieżki mojej kariery od zawsze rozwijały się równolegle. Od dziecka edukowałem się muzycznie, potem założyłem swój pierwszy zespół, później kolejny. U mnie organicznie obie te gałęzie rosły i… urosły. (śmiech) Chyba nawet nie mogę powiedzieć, że jedna w jakiś znaczący sposób przerosła drugą, bo nadal jestem aktywny i muzycznie i zawodowo. Wiem, że łączenie tych dwóch światów jest ciekawe dla ludzi, a czasem nawet niespodziewane, ale dla mnie od zawsze było to normalne.
Czy dzięki nabytej wiedzy prawniczej z większą uwagą czytasz umowy z wytwórniami? (Śmiech)
Tak. Podpisałem jedną umowę z wytwórnią, ta przygoda trwa, więc chyba dobrze ją przeczytałem. (Śmiech.) To są fajne studia, dobrze je wspominam. Mogę powiedzieć, że są bardzo rozwijające i strukturyzują sposób myślenia.
Co w tobie uporządkowały?
Na pewno miały wpływ na mój sposób patrzenia na życie i świat. Pomogły uporządkować w głowie pewne rzeczy, również takie zupełnie niezwiązane z prawem i muzyką.
17 lipca we wszystkich serwisach streamingowych premierę miała twoja najnowsza piosenka "Burza". Jaka była droga od pomysłu na niego po realizację utworu?
Pomysł na ten utwór jest częścią szerszego projektu. To singiel promujący moją płytę, która ukaże się już w październiku. Pomysł na promocję polega na tym, że tego materiału przedpremierowo chcemy pokazać naprawdę sporo. Chcemy odkrywać karty i nakręcać moich słuchaczy, by wczuwali się w ten nowy materiał. Kilka utworów już się ukazało. Premiera kolejnej piosenki we wrześniu.
Skąd pomysł na taką realizację teledysku?
To mój pierwszy teledysk, który zawiera linię fabularną. To zasługa Kajusa W. Pyrza, który jest jego pomysłodawcą i reżyserem. Wpadł na to, by połączyć ujęcia muzyczno-wizerunkowe z historią o chłopcu, który walczy o marzenia i nie poddaje się mimo niepowodzeń.
Kolejnym ważnym elementem w tekście "Burzy" oraz w twojej twórczości jest motyw latawca.
Nie planowałem tego, że ten motyw pojawi się w utworze "Burza". Ostatnio prawie wszystkie swoje utwory puściłem swojej road manager. Zwróciła uwagę, że motywów, które pojawiają się dość regularnie w mojej twórczości, jest więcej.
Dlaczego akurat latawiec?
Nie wiem. W obydwu przypadkach pełni tę samą rolę, jest symbolem ucieczki w miejsce, gdzie można zaznać szczęścia.
"Czasem, by dotknąć nieba, trzeba zaryzykować błysk" - to słowa, które wielu z nas potrzebuje usłyszeć, a które, jak wspominaliśmy wcześniej, znalazły się w piosence. Jak dalece utwór jest inspirowany prawdziwymi zdarzeniami i twoją osobistą walką o marzenia?
W 100 procentach. Nie jest to moja pierwsza piosenka, która przedstawia takie wartości. Wiem, że takie teksty bardzo mocno rezonują ze słuchaczami. Bardzo często dostaję miłe wiadomości, w których przyznają oni, że te moje teksty odgrywają w ich życiu ważną rolę.
Częścią działań promujących utwór jest seria filmików, które publikujesz na swoim oficjalnym profilu na Instagramie. Skąd pomysł?
Pomysł jest prosty. W dzisiejszych czasach trzeba istnieć w social mediach. Staram się odnaleźć w tej rzeczywistości. Jest mi miło, kiedy słyszę, że te rolki są fajne. Zapraszam na moje profile na Instagramie, Facebooku i TikToku. Staram się, by te treści były ciekawe. Lubię dzielić się procesem twórczym od kuchni.
Jeden z nich dotyczy ciemnych stron wydawania piosenek i promowania ich w mediach społecznościowych. Czego dotyczyły twoje największe obawy?
Tak naprawdę ten proces zaczyna się od napisania tekstu. Potem trzeba nagrać utwór. Cały zespół wkłada w to wszystko serce, czas, pieniądze i mnóstwo energii, by kawałek wypromować. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jak daleko piosenka zajdzie. Raz się udaje, innym razem nie.
I tak wyszło na to, że słowa twojej piosenki znowu się sprawdzają. (śmiech) Dla mnie utwór ten ma też charakter motywacyjny. Ty go dostrzegasz?
Tak, dokładnie tak jest.
A gdybyś miał pracę nad tym utworem zamknąć w jednym słowie lub zdaniu, jakie mogłoby paść?
Szybka realizacja, ale przede wszystkim świetna energia. (śmiech) Po prostu mieliśmy z teamem tak dobrą chemię, że pomysły same się układały. Fantastyczna atmosfera w studiu, mnóstwo dobrej zabawy przy tworzeniu - to jest właśnie to co uwielbiam w tworzeniu muzyki. To jeden z tych projektów, które zostają w pamięci na długo.
Byłeś dwukrotnie uczestnikiem programu "Twoja twarz brzmi znajomo". Pojawiłeś się w dziewiątej edycji oraz jubileuszowej, dwudziestej edycji zatytułowanej "Najlepsi". Co było dla ciebie największym wyzwaniem w tym programie?
Byłem tak dobry, że raz wygrać, to za mało. (Śmiech) Największym wyzwaniem było, by wysiedzieć podczas charakteryzacji, czasami nawet około 9 godzin. To było naprawdę trudne.
Czy to, że wziąłeś udział w dwóch edycjach tego programu sprawiło, że przy drugim podejściu, któreś z wyzwań okazało się łatwiejsze niż za pierwszym razem?
To była fajna przygoda. Za pierwszym razem po prostu rzuciłem się na głęboką wodę. Przy drugim podejściu wiedziałem już, na co się piszę. W edycji "Najlepsi" moimi rywalami byli zwycięzcy poprzednich edycji. To na pewno było wyzwaniem.
W wywiadach mówiłeś, że oprócz świetnej zabawy, udział w tym programie był bardzo dużym wysiłkiem fizycznym, a charakteryzacja bywała bolesna. O tym niewiele się mówi, ale silikonowe maski, których wymaga ta formuła programu, bardzo niszczą cerę, prawda?
To prawda, ale jestem w stanie wyobrazić sobie większe wyzwania, więc nie mam prawa do narzekania. (Śmiech)
Wiadomo, że sporym wyzwaniem było dla ciebie również wydobywanie z siebie głosów kobiecych, a która z metamorfoz była dla ciebie najważniejsza?
Było kilka, o których ciepło myślę. Odpowiem jednak tak, jak wszyscy się spodziewają. Najważniejsza była dla mnie możliwość wcielenia się w Czesława Niemena. To wykon, który został z ludźmi do dzisiaj. Do dzisiaj słuchacze proszą, bym podczas koncertów zagrał "Sen o Warszawie". Szczerze powiem, że był taki czas, w którym chciałem odciąć się od tego programu, zostawić go za sobą. Chciałem prezentować przede wszystkim swój autorski materiał. Dojrzałem jednak do tego, że jeśli dla kogoś ten utwór jest tak ważny, to wychodzę temu na przeciw. Jestem tu dla słuchaczy.
Czego dowiedziałeś się o sobie podczas udziału w tych dwóch odsłonach programu? Czego się nauczyłeś?
Nauczyłem się bardzo wiele pod kątem warsztatowym. Wokalnie i scenicznie również pozwolił mi się rozwinąć. Kiedy człowiek angażuje się w tak duży projekt, towarzyszy temu wiele przemyśleń. W składzie edycji zatytułowanej "Najlepsi" zebrała się super ekipa. Każdy z nas miał na koncie zwycięstwo w tym programie, ale każdy miał na to swój sposób.
Czy teraz, kiedy wiesz, z czym to się je, zdecydowałbyś się na kolejny udział w tym programie? Oczywiście to pytanie wyłącznie teoretyczne.
Po zakończeniu pierwszej edycji powiedziałem, że nigdy więcej. Tego trzymałem się około pół roku, bo otwierałem kolejną edycję i powiedziałem, że teraz to już naprawdę koniec. Wystąpiłem także w edycji świątecznej. Zgodziłem się też na edycję specjalną, o której rozmawiamy i na występ na otwarcie dwudziestej pierwszej edycji. Mam na koncie około 26 wcieleń i… już lepiej nic nie mówię. (Śmiech)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz