Zalia (nie) tylko o Męskim Graniu [WYWIAD]
fot. Marcelina Królikowska
Zalia była gwiazdą Żabionaliów w Chybiu. Opowiedziała o pisaniu pamiętników, zapisywaniu w nich swoich marzeń, ale też o emocjach po zdobyciu Fryderyków oraz współpracy z Igorem Herbutem i Vito Bambino nad utworem „Nareszcie”, hymnem Męskiego Grania 2026.
To prawda, że jeszcze kilka lat temu wszystkie pieniądze z komunii przeznaczyłaś na realizację pierwszego teledysku?
To absolutna prawda. (Śmiech)
Dziś masz na koncie dwa Fryderyki. Pierwszy za album „Serce”, drugi za singiel „kyoto”. Twoich utworów słuchają miliony, zagrzałaś też miejsce w tegorocznej Orkiestrze Męskiego Grania, ale do tego jeszcze wrócimy. Jak ty to robisz?
To ogromne wyróżnienie. Cieszę się bardzo, że tyle wspaniałych rzeczy dzieje się dookoła. Cały czas jestem w procesie robienia wielu fajnych rzeczy. Pojawił się utwór dla Męskiego Grania, mój nowy singiel, są liczne koncerty, jestem w ciągłej trasie. Fryderyki i inne nagrody, które znajdują się na moim parapecie, są absolutnym paliwem do tego, by iść w to dalej i zapalnikiem, udowodnieniem, że to wszystko ma sens. Czuję aprobatę nie tylko ze strony publiczności, ale też w branży.
Jesteś też najczęściej słuchaną polską artystką na Spotify. Jak się z tym czujesz?
Nie dociera to do mnie. Kiedyś zapisałam sobie w pamiętniku taki cel, że dotrę do miliona słuchaczy tej platformy. Tych słuchaczy jest już ponad 2,5 miliona miesięcznie, więc to marzenie faktycznie się urzeczywistniło. Bardzo mnie to cieszy. Mam wrażenie, że gdy za jakiś czas, łapiąc chwilę przerwy, rozsiądę się w fotelu, wtedy będę miała czas to wszystko poukładać sobie w głowie i docenić. Chciałabym trochę pobyć z tymi nagrodami, bo cały czas gdzieś gnam. Chwila zatrzymania jest istotna.
Rozumiem, że chcesz, by nagrody, które dostajesz, przypominały ci o tym, by dalej działać i wydawać muzykę. O czym jeszcze?
Chcę, by przypominały mi również, że słuchanie intuicji, siebie, swoich planów, marzeń i wewnętrznego głosu, który wie, w jaką stronę chcę iść, jest ważne. By uświadamiały, że to wszystko się opłaca, choć często podważamy swoje decyzje i marzenia, a tak naprawdę, to one prowadzą nas najdalej.
Nagrody są dla ciebie ważne, ale jako że jesteś perfekcjonistką, największym wyróżnieniem jest chyba też to, że podoba ci się to, co tworzysz. Bycie perfekcjonistą jest błogosławieństwem czy raczej przekleństwem dla muzyka?
Jest jednym i drugim. Odnoszę wrażenie, że trochę poskromiłam swój perfekcjonizm. To taki mustang, którego trzeba umieć ujarzmić. Perfekcjonizm pomaga w realizowaniu swoich planów, czy ustalaniu brzmienia piosenki, ale czasem trzeba umieć go zatrzymać, by się nie zagalopować.
Pamiętasz ten moment, w którym zauważyłaś, że im bardziej jesteś otwarta na świat i nie próbujesz wszystkiego łapać na siłę, tym więcej rzeczy do ciebie przychodzi?
Tak, jednak przyznam, że wypatruję tego. Uważam, że samo czekanie, aż coś do nas przyjdzie, jest nadzieją głupich. Trzeba działać w kierunku swoich marzeń.
Takie nastawienie pomaga nie tylko w twórczości, ale też w życiu?
Im bardziej wiemy, w którą stronę iść i jak ma wyglądać cel, tym łatwiej jest to znaleźć. W psychologii działa to tak, że kiedy na czymś komuś zależy, powinien je zapisać, tak jak ja zrobiłam to kiedyś w przypadku osiągnięcia wymarzonej liczby słuchaczy na wspominanej platformie streamingu muzycznego.
Porozmawiajmy przez chwilę o nagrodzonym Fryderykiem albumie „Serce”. Czego podczas powstawania tego albumu dowiedziałaś się o sobie? Czasem śmieję się, kiedy artyści mówią, że tworzenie piosenek jest swego rodzaju autoterapią, ale zaczynam się z tym zgadzać.
Tworzenie piosenek to spędzanie wielu godzin ze swoimi myślami, analizowanie wszystkiego, bo przecież tak też szuka się pomysłów na teksty. Wiele rzeczy można sobie wtedy przypomnieć, a szczegóły stają się bardziej widoczne. Pojawiają się też wnioski, których nie było wcześniej. Praca nad płytą „Serce” była poukładaniem sobie rozdziałów w głowie, domknięciem ich i uporządkowaniem emocji, również alfabetycznie. Ta płyta jest pamiętnikowa, chronologiczna, więc potraktowanie jej jak rozdziałów książki było dla mnie fajne.
Gdybyś miała wskazać jeden najważniejszy dla siebie utwór z tego krążka, na jaki by padło?
Mam dwa takie utwory. „Julia” to dla mnie opening, istotny utwór, skierowany do mnie samej. Jest zawróceniem do przeszłości, poklepaniem po głowie wewnętrznego dziecka. Ważny jest dla mnie też utwór „My”. Kocham śpiewać o miłości.
„Serce” to album wręcz analogowy. Jak odebrałaś, że tak mocno wybrzmiał i tak dobrze przyjął się w dzisiejszych czasach?
To znaczy, że w ludziach dalej jest dużo wrażliwości. To jest cudowne. Emocje są uniwersalne, miłość jest bezterminowa, nie ma daty ważności, każdy może się z nią utożsamić, niezależnie od wieku. Cieszę się, że ten album dotarł do ludzi bardzo podobnych do mnie.
Jak zareagowałaś, dowiadując się, że będziesz jedną z twarzy tegorocznego Męskiego Grania. Podobno emocjami, które Ci towarzyszyły, zapisałaś kilka stron swojego pamiętnika. To prawda? Co wtedy czułaś?
Rzeczywiście, tego dnia w moim pamiętniku pojawił się obszerny wpis. Było to spełnieniem moich marzeń. Wypatrywałam tego na horyzoncie, ale nie stresowałam się tym. Pomyślałam, że jeśli jest mi to pisane, to się to wydarzy. Towarzyszyła mi kontrolowana euforia. Wiedziałam, że współtworzyć ma tę piosenkę Vito Bambino, z którym lubię współpracować. Później dowiedziałam się, że częścią tego składu będzie również Igor Herbut. Co tu dużo mówić, trafił mi się dream team. (śmiech)
Jak wyglądał proces szukania i docierania do wspólnego, muzycznego języka?
To było bardzo proste. Nie dość, że to wspaniali ludzie, to cudowni współpracownicy. Uwielbiam tak pracować. Utwór „Nareszcie” zrodził się z naszych rozmów. Siedzieliśmy na kanapie w studiu, śmialiśmy się, opowiadaliśmy sobie różne historie, co pozwoliło nam się bliżej poznać.
Czego dowiedziałaś się o sobie pracując z Vito i Herbutem?
Dowiedziałam się, że najważniejsze jest to, by nadawać na tych samych falach. Mamy podobną energię, to nam pomogło. Nikt nie próbował być tu liderem, od początku działamy jako team. To była naturalna współpraca, która wzięła się z dobrej energii.
Wspólnie stworzyliście także utwór „Tańczę”.
Dzień przed naszym koncertem w Chybiu utwór „Tańczę” zabrzmiał w Żywcu, na pierwszym koncercie inaugurującym trasę Męskiego Grania 2026. Wiązało się to z euforycznymi wręcz emocjami. Był też stres, jak zostanie przyjęty. Ludzie popłynęli z nami na tej fali. To było cudowne.
Porozmawiajmy na koniec o utworze „Tylko kochaj mnie”, który w streamingu pojawił się 19 czerwca. Jak wyglądała praca nad nim?
To było najszybsze pisanie piosenki w moim życiu. Ten numer przyszedł do mnie z natchnieniem. Pomysł na melodię i tekst pojawił się dosłownie w sekundę. Chodzi o tę skrajność, by drugą połowę kochać mimo wszystko, taką, jaka jest. Dużo osób mówi, że to idealny utwór na pierwszy taniec.
Po teledysku widać, że blisko ci do natury.
Większość swoich dotychczasowych numerów pisałam będąc na Mazurach. Do natury ciągnie mnie od zawsze. Mogłabym mieszkać w lesie. Myślę, że to się kiedyś wydarzy. Może ten teledysk jest swego rodzaju manifestacją. (śmiech) W tym utworze i obrazie do niego dużo jest wiatru, słońca, leśnego ciepła. Chciałabym, żeby było czuć taką energię też w kolejnych numerach.
Piosenka zwiastuje wydanie twojego trzeciego albumu studyjnego. W jakim klimacie zostanie utrzymany?
Wszystko będzie utrzymane w klimacie piosenki „My” i „Tylko kochaj mnie”. Dużo będzie żywych instrumentów i świeżego powiewu. Idę w stronę dream-popu, nurtu, który w Polsce nie jest jeszcze zbyt popularny. Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni i gatunek ten przyjmie się dobrze także w Polsce.
Spotkałyśmy się przed Twoim koncertem w Chybiu. Jak przyjeżdża się w te strony? Jak się tu czujesz?
Byłam tutaj chwilę, ale prawie od razu wyhaczyłam pierwszą sadzawkę, idealną na kąpiel w tym upale. (Śmiech.) Uwielbiam zielone tereny. Cudowny był przejazd przez las.
.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz