niedziela, 31 maja 2020

Anna Bangoura: "W zawodzie aktora najbardziej podoba mi się zgłębianie emocji"

Anna Bangoura: "W zawodzie aktora najbardziej podoba mi się zgłębianie emocji"


























fot. Alena Syslová

Anna Bangoura, aktorka, konferansjer, modelka. 11 maja 2020 roku swoją premierę miał teledysk grupy Ampli Fire do piosenki "All I Gave to You" w którym zagrała rolę główną.

"Kobieta o wielu twarzach" - tak opisujesz siebie w jednym zdaniu na swojej stronie internetowej. Pamiętam, że już od najmłodszych lat ciągnęło Cię na scenę, do ludzi. Pamiętasz konkretny moment, w którym uświadomiłaś sobie, że chcesz zostać aktorką?

Ten moment przyszedł w ósmej klasie szkoły podstawowej. Pomyślałam, że fajnie byłoby zostać aktorką, wcielać się w różne postaci.

To trudny, a czasami nawet niepewny zawód. Co w aktorstwie cenisz sobie najbardziej? Wielu aktorów w rozmowie ze mną przyznaje, że najfajniejsza jest ta możliwość "przeżycia wielu żyć", czyli kreowania różnych postaci. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

Zgadzam się. Najbardziej podoba mi się zgłębianie emocji, które nie muszą być w tym wypadku moje. Mogę je odkrywać, zrozumieć. 


























fot. Mia Köhlerová - kolekcja biżuterii Hany Polívkové

Jak w Twoim przypadku wygląda proces pracy nad rolą? Na czym się wtedy skupiasz? Próbujesz zrozumieć zachowania postaci, którą masz do odegrania? A może starasz się dać bohaterce też coś od siebie, "przemycasz" swoje cechy charakteru?

W pracy nad rolą najbardziej skupiam się na tym, by w postaci nie  było moich cech, ale przede wszystkim cechy nabyte, przyodziane specjalnie dla danej roli. Na scenie chcę pokazać myśli konkretnego człowieka. Zależy mi, by wszystko było w koncepcji bohatera i gry aktorskiej. 

11 maja na YouTube pojawił się teledysk grupy Ampli Fire do piosenki "All I Gave to You", w którym miałaś okazję wystąpić. Jak wyglądały prace na planie? Jak długo trwały?

Prace nad teledyskiem omawiane były bardzo długo, ale brakowało nam impulsu do działania i realizacji. Zaczęliśmy się spotykać przy kawie, a to zaowocowało burzą mózgów i konfrontacją naszych pomysłów. Przyznam, że wszystko było żywe do ostatniego momentu realizacji klipu. Nie było sztywnie ustalonych zasad.


















fot. Anna Sajdok - ujęcia do teledysku zespołu Ampli Fire

Teledysk do piosenki składa się z wielu wymagających scen. Co okazało się dla Ciebie największym wyzwaniem aktorskim, a które z ujęć okazało się najtrudniejsze technicznie?

Najtrudniejsze okazały się sceny przy ognisku. Realizowane były w temperaturze -5 ℃. Było bardzo zimno. Zdarzało mi się uciekać do samochodu, by się choć na chwilę ogrzać. (Śmiech.) Przy ognisku było bardzo przyjemnie. Kolejnym wyzwaniem okazało się namawianie pieska do współpracy. (Śmiech.) 

Największym aktorskim wyzwaniem było pokazanie w oczach emocji dziewczyny, która myśli o miłości, której już nie ma, a mimo to, cały czas jakoś tam ściga ją to uczucie, a nawet prześladuje. 

Przekazanie jakich emocji za pośrednictwem teledysku było dla Ciebie najważniejsze?

Związek, który jest pokazany w teledysku jest już przeszłością, a mimo to w mojej bohaterce cały czas istnieje. 


"All I Gave to You", Ampli Fire 

Czy spotkałaś się już z pierwszymi opiniami na temat teledysku?

Tak, wszystkie opinie były bardzo dobre. Choć na YouTube jedna łapka poszła już w dół, ale równowaga w przyrodzie musi być. (Śmiech.) 

Wracając do pierwszego zdania, które padło podczas naszej dzisiejszej rozmowy, aktorstwo nie jest jedyną rzeczą, której zawodowo poświęcasz swój czas. Kiedy w Twoim życiu pojawił się modeling i konferansjerka?

Wszystko jakoś tak się połączyło. Mieszkam w Ostravě, znam ludzi, którzy poświęcają czas fotografii i modelingowi. Przygoda z konferansjerką rozpoczęła się dla mnie już w konserwatorium. 

Tuż przed pandemią, wraz ze swoją koleżanką,  zdążyłaś poprowadzić swój własny panel dyskusyjny z udziałem publiczności. Wszystko związane było z Dniem Kobiet. Co było dla Ciebie najciekawsze w tym przedsięwzięciu?


















fot. Gabriela Knýblová - event Pecha Kucha Night Ostrava

Całe przedsięwzięcie było dla mnie bardzo ciekawe, ponieważ temat bardzo mnie interesuje. To, co dotyczy kobiet i ich samodzielności jest dla mnie ważne. Największym wyzwaniem było połączyć pytania tak, by zadowolić obie strony, ponieważ gościem panelu byli przedstawiciele obu płci. Oprócz poglądu kobiety na dany temat ważne też było to, co myśli mężczyzna. Okazało się, że świetnie się uzupełniali. Wyszło fajnie. Bardzo się cieszę. 

Jednym z tematów panelu dyskusyjnego była przemoc wobec kobiet. Zgadzasz się, że w tym momencie, kiedy świat się zatrymał, wszyscy większość czasu spędzamy w domach, to temat przemocy stał się jeszcze bardziej aktualny?

Tak. Czytałam wiele na ten temat. W ostatnich tygodniach zanotowano ogromny wzrost przemocy wobec kobiet. Trzeba pomóc tym kobietom.

Przemoc to trudny temat. Wiele osób nie przyznaje się, że jej doświadcza... 

Rozmawialiśmy o tym podczas panelu. Prawda jest taka, że póki problem omawiany jest tylko w teorii, to wszyscy są chętni do pomocy. Kiedy jednak zaczyna nas dotykać realnie, pomoc milknie.
Przemocy doświadczamy najczęściej od osób bliskich. 

Czy pogodzenie tylu aktywności zawodowych na dłuższą metę nie bywa trudne?

Moje aktywności się wzajemnie uzupełniają, są ze sobą ściśle powiązane. Trzeba jednak umieć określić sobie priorytety. 

Co jest dla Ciebie priorytetem zawodowym w tym momencie?

Aktorstwo i konferansjerka, ponieważ przy moim wzroście modeling nie jest najlepszym pomysłem. (Śmiech.) 

Gdybyś musiała podjąć taką decyzję, to z czego najprościej byłoby Ci zrezygnować?

Z modelingu. 

Najbliższe plany. 

Na lipiec zaplanowane jest rozpoczęcie prób do nowego spektaklu z moim udziałem. Nad rolą będę pracować w Brně. 

poniedziałek, 4 maja 2020

Aleksandra Anioł - Tołubińska: "Nigdy nie jest za późno na naukę języka"

Aleksandra Anioł - Tołubińska: "Nigdy nie jest za późno na naukę języka"


















fot. Michał Sarnowski - fotografia

Z Aleksandrą Anioł - Tołubińską, właścielką przestrzeni do nauki języka angielskiego Language Lovin', lektorką, trenerką oraz coachem języka rozmawiam o wykorzystaniu coachingu w edukacji, sposobach na naukę angielskiego w domu oraz tym, czy języka można się nauczyć w każdym wieku.

Pod nazwą Language Lovin' kryje się zamiłowanie do nauczania języka angielskiego i rozwoju osobistego oraz do coachingu w edukacji. Co w Twoim życiu pojawiło się jako pierwsze, język angielski, czy coaching?

Zdecydowanie język angielski. Z wykształcenia oraz z zamiłowania jestem anglistką, zawsze pasjonowały mnie języki i z łatwością nabywałam umiejętności lingwistyczne. Coaching to tylko (a może aż?) element motywujący na mojej lekcji. Z wykształcenia nie jestem coachem, posiadam jednak dyplomy ukończenia kursów, które uczą jak wykorzystywać techniki coachingu w edukacji. I te szkolenia zmieniły moje życie zawodowe i podejście do nauczania angielskiego.

"Coaching w edukacji" - jak go wykorzystać?

Coaching ma na celu wspierać ucznia w dążeniu do wyznaczonego celu odpowiednią drogą. Na początku zawsze analizuję potrzeby mojego klienta, który zawsze ma cel, który go motywował do spotkania ze mną i rozpoczęcia nauki. Najważniejsze, aby klient wiedział, jak możemy osiągnąć cel, jakie metody i materiały będą skuteczne w jego przypadku. Oczywiście, wiele rzeczy, mówiąc potocznie, wychodzi w praniu, a więc styl i metody pracy dopasowuję indywidulanie do potrzeb klienta, kiedy go lepiej poznam. Najważniejszym aspektem jest weryfikacja założonego celu, może to być raz na pół roku lub pod koniec kursu. Ważne jest to, aby klient wiedział w jakim punkcie jest i co przed nim oraz aby poznał swoje mocne i słabe strony. Moim zadaniem jest maksymalnie wykorzystanie tych mocnych stron oraz zapewnienie maksymalnego komfortu pracy na zajęciach. W tym właśnie pomagają metody coachingu w edukacji. Jestem wymagającą lektorką, ale bardzo sobie cenię ciepłą i przyjazną atmosferę na moich lekcjach.


















fot. Michał Sarnowski - fotografia

Przyznajesz, że motywacja jest Twoją  najmocniejszą stroną, argumentem przetargowym. Jak motywujesz swoich uczniów do nauki?

Jak wspomniałam wcześniej, jednym z kluczowych elementów jest analiza potrzeb klienta, która pozwala nam dobrać odpowiednie metody oraz styl pracy. Trafiony podręcznik i materiały oraz trafione podejście do klienta są kluczem do sukcesu. Na swoich lekcjach często chwalę uczniów, mówiąc i pokazując jakie robią postępy, oni tego potrzebują jak każdy pracownik, mąż czy przyjaciel – pochwały, doceniania wysiłku oraz wkładu w zajęcia. Ponadto, jestem dość wymagającą osobą, każdy kto chce uczyć się języka na pewno się ze mną nauczy. Również, mówiąc bardzo otwarcie, nie oszukuję swoich klientów, iż po trzech miesiącach będą mówić biegle po angielsku. Nie ma cudów. (Śmiech). Zawsze mówię, że wszystko zależy od ich czasu poświęconego w domu oraz zaangażowania w dodatkowe zadania, czy prace domowe. Dopiero wtedy mogę określić w jakiej perspektywie czasu dana osoba będzie mogła się swobodnie porozumiewać w danej sytuacji – nie wszystko na raz. Świadomość procesu i potrzeba zaangażowania, również są motywujące dla moich klientów. Co więcej, jestem bardzo komunikatywną i zabawną osobą i sądzę, że to kolejny element dzięki któremu mam wieloletnich klientów. Wiem, że trochę nieskromnie, ale taka prawda. (Śmiech.)

Czy pasję do nauki języków można odkryć u siebie w każdym wieku?

Bazując na współpracy z moimi klientami sądzę, że tak. Uczę dorosłych w różnym wieku, tych najmłodszych oraz tych starszych – seniorów. Myślę, że klienci często odkrywają swoją pasję, jeśli relacja uczeń – nauczyciel jest również pasjonującą. Mam na myśli tu tak zwaną chemię, polubienie się i chęć spotykania się na zajęciach. Wierzę, że to pomaga odkryć chęć do nauki języka obcego, która przeradza się często w pasję.


























fot. Michał Sarnowski - fotografia

Wiele osób w pewnym momencie zaczyna bić się z myślami, rezygnuje z nauki i mówi, że teraz już "za późno". Czy faktycznie tak jest? Jak walczyć z tym strachem i pewnego rodzaju kompleksami?

Znam ten temat bardzo dobrze. Na mojej stronie znajdziesz ciekawą historię jednej mojej klientki –  w zakładce ZESPÓŁ. Mówi ona o kobiecie, dla której słaba znajomość języka była olbrzymim kompleksem. Była bardzo nieśmiała, nie wierzyła absolutnie w swoje umiejętności. Okazuję się, że po kilku latach współpracy ze mną, chętnie odbiera telefony zza granicy oraz pisze maile po angielsku. Zajęcia dla niej to prawdopodobnie zdrowy nawyk, hobby i dalsza chęć poszerzania swojej wiedzy. NIGDY nie jest za późno na naukę języka, trzeba tylko chcieć  Trzeba również trafić na „swojego nauczyciela”, który Cię zmotywuje i doda Ci skrzydeł.

Co najbardziej zachwyca Cię w języku angielskim?

To trudne pytanie. Pasjonuje mnie angielski, ale również inne języki. Myślę, że jeśli mam odpowiedzieć na to pytanie to zachwyca mnie nieustanna możliwość uczenia się znanych mi słówek w nowym kontekście. 


















fot. Michał Sarnowski - fotografia

Jakie  miejsca w Anglii każdy zobaczyć powinien? Jakie jest Twoje ulubione miejsce, a które najbardziej Cię zawiodło? Było coś takiego?

Oczywiście „must see” to Londyn. Bardzo klimatyczna metropolia, w której znajdziemy miejsca i budynki historyczne, które przeplatają się z nowoczesną kulturą. Osobiście, urzekł mnie Globe Theatre, w którym przedstawiano sztuki Szekspira, który dał początek dzisiejszemu teatrowi. Może dlatego, że swoje prace na studiach pisałam o historii teatru angielskiego i ten temat jest bliski memu sercu. Rzecz jasna, wszystkie charakterystyczne punkty, które widziałam wcześniej tylko w gazetach i telewizji, zrobiły na mnie ogromne wrażenie.


















fot. Michał Sarnowski - fotografia

W zakresie języka ogólnego i biznesowego pracujesz z dorosłymi, ale praca z dziećmi też nie jest Ci obca. Jak wspominasz pracę nad językiem angielskim z najmłodszymi? Prawdą jest, że dzieci są najbardziej wymagającą grupą odbiorców?

To kolejne trudne pytanie.  Myślę, że każdy anglista w pewnym momencie swojej kariery odkrywa w sobie powołanie, która grupa wiekowa jest dla niego grupą docelową – która sprawia mu największą radość z pracy. Dla mnie praca z dorosłymi to jest to, a więc odpowiadając na pytanie powiem, że tak – grupa najmłodszych uczniów to jest spore wyzwanie. Aczkolwiek, mam koleżanki, ze studiów które mnie pytają jak mogę pracować z dorosłymi  Także mamy chyba pełen obraz sytuacji.

Podobno dzieciaki ze wszystkich języków obcych najchętniej uczą się właśnie angielskiego. To prawda? Co wynika z Twoich  obserwacji?

Ze względu na to, że od kilku lat nie nauczam najmłodszych to moja odpowiedź będzie właśnie na podstawie moich spostrzeżeń. Z takiej codziennej obserwacji, uważam, że język angielski jest w sam w sobie najbardziej popularny i dostępny na runku polskim. Według mnie, dziś język angielski to odpowiednik języka polskiego w szkole. Aczkolwiek, dzieci teraz chętnie uczą się innych języków, świat stoi przed nimi otwarty i są na tyle mądrzy, że wiedzą, że dzięki językom mogą swobodnie podróżować i znaleźć lepszą pracę. To naprawdę było dla mnie duże odkrycie, kiedy pracowałam przez rok w szkole podstawowej. Robi to wrażenie, jak dzieci dziś myślą, prawda?

Jesteś miłośniczką kreatywnego nauczania. Proszę, rozwiń tę myśl.
To bardzo ważny element pracy w mojej przestrzeni w Language Lovin’. Wielu osobom może się wydawać, że kreatywnie oznacza lekcję za pomocą narzędzi i programów internetowych. Też, ale nie tylko, dla mnie najważniejsze jest wykorzystanie 100% czasu lekcji oraz 100% potencjału ucznia. Pracuję zatem metodą powtórki, metodą podręcznika oraz kart pracy. Nasuwa się pytanie – a gdzie tu kreatywność?  Wplatam w kreatywny sposób, jak również spójny i logiczny, w zajęcia lekcje video, karty konwersacyjne, gry planszowe, gazety i wiele innych ciekawych oraz angażujących materiałów. Jednakże, dla mnie kreatywna lekcja to nie lekcja przeładowana bodźcami – dla mnie to jest dobrze zorganizowana lekcja, która ma swój mocny początek, rozwinięcie oraz zakończenie. Uczeń musi wiedzieć w jakim jest miejscu, co robimy i dlaczego to robimy. Elementy które wymieniłam wcześniej, to materiały, które mają wzbogacić lekcję, oderwać ucznia trochę od rzeczywistości, zrelaksować czymś interesującym lub zabawnym. Jednakże należy pamiętać o założonym celu i o tym, aby klient miał dużą przestrzeń do powtarzania i mówienia, bo to daje mu największą satysfakcję. 

Ze dnia na dzień świat się zatrzymał. Wszystko oczywiście spowodowane jest obecną sytuacją w Polsce i na świecie. Czy ten czas sprzyja nauce języków? Zainteresowanie nauczaniem online wzrasta?

Na szczęście czas na naukę języków obcych się nie zatrzymał. Aktualnie, ja oraz mój zespół prowadzimy zajęcia w formie online. Zarówno te indywidulane jak i grupowe. Oczywiście, nie oszukujmy się, są zwolennicy takiej formy pracy, ale część klientów wciąż preferuje zajęcia face-to-face. Dla tej ostatnie grupy znaleźliśmy kompromis i oni też kontynuują naukę w formie zdalnej. Od czasu do czasu mamy krótkie mini-konferencje z lektorami i stwierdziliśmy jednogłośnie, że część klientów może nawet pozostać na zajęciach online. Czy zainteresowane wzrasta? Myślę, że jest takie samo jak przed koronawirusem. Mamy nowych klientów, są to głownie osoby, które chcą się szkolić z zakresu konwersacji, co nas bardzo mocno cieszy. 

Wszyscy #zostajemywdomu i możemy ten czas wykorzystać z korzyścią dla siebie. Opowiedz o obecnej ofercie Language Lovin'  dotyczącej   nauczania języka angielskiego online. 

Po krótce, moja oferta, która jest dostępna wraz z cennikiem na mojej stronie, od początku dotyczyła zajęć stacjonarnych, czyli w naszej siedzibie, zajęć z dojazdem do klienta oraz zajęć ONLINE. Zajęcia online oraz zajęcia w naszej siedzibie są traktowane jednakowo, jeśli chodzi o cenę zajęć, choć wbrew pozorom, często zajęcia online wymagają od nas lektorów większej elastyczności i pracy nad materiałami. W Language Lovin’ prowadzimy indywidualne kursy szyte na miarę, kursy w parach oraz kameralnych grupach, kursy mogą być standardowe, biznesowe lub egzaminacyjne. Po więcej szczegółów zapraszam serdecznie na naszą stronę – trochę tego jest -  www.languagelovin.pl
  
Jakie książki w języku angielskim polecasz?

Zainteresowania każdego klienta są inne. Polecam najczęściej literaturę, który dana osoba lubi w języku polskim. W dobie Internetu, nie ma problemu z zamawianiem książek w angielskiej wersji językowej. W małej biblioteczce szkolnej mam tytuły, które kiedyś sama czytałam, angielski powieści klasyczne jak i popularne, ale także krótkie książeczki dla początkujących. Wracamy zatem znowu do punktu wyjścia – indywidulane podejście to podstawa mojej pracy,

Oglądając filmy też można szlifować swoje umiejętności językowe. Jaki jest Twój ulubiony film po angielsku, do którego lubisz wracać? 

Ulubiony film? Jednym z moich ulubionych filmów, choć lista jest długa,  jest Pretty Woman. Jednak chyba zdecydowanie częściej oglądam seriale, aktualnie Netflix, i sądzę, że one są lepszym sposobem na naukę języka, choćby ze względu na czas trwania. Oglądanie filmów i seriali to fantastyczna przygodna, lecz bardzo pracowity czas jeśli jesteś osobą początkującą. Na początek najważniejsze wyłączyć polskiego lektora i włączyć polskie napisy. Słówka, zwroty oraz kolokacje mimo chodem zapadają w naszej pamięci. Z czasem, w zależności od poziomu, warto włączyć angielskie napisy, a później już tylko po angielsku oglądać swoje ulubione produkcje. Jednak trzeba uważać, gdyż jest to proces wymagający czasu, a więc odradzam oglądanie wszystkiego od razu z napisami czy bez, bo możemy się zniechęcić. Wiedzę należy dawkować i tak samo pracę i naukę z filmem.

Jakie są Twoje sposoby na #zostańwdomu?  Jak wykorzystujesz ten trudny czas?

Dla mnie jest to poniekąd normalny czas. Codziennie rano wstaję, szykuję się do pracy i idę do biura na zajęcia online. Moi lektorzy pracują u siebie w domach, więc mam biuro dla siebie. Po pracy dom, rodzina, obowiązki, ale również sport – powróciłam do ćwiczeń domowych na macie i jestem zachwycona, bo robię przynajmniej trzy treningi tygodniowo, co było wcześnie niemożliwe! To taki super plus  Ponadto, cała tygodniowa rzeczywistość się nie zmieniłam, poza faktem, że brakuje w naszym życiu wielu osób, za którymi się już bardzo tęskni.

Oj, masz co robić. (Śmiech.) Ludzie bardzo chętnie korzystają z Twojej wiedzy i usług. Przykładem na to jest choćby aktor, Arek Smoleński, który jakiś czas temu zgłosił się do Ciebie po potrzebne wskazówki. Opowiedz w kilku słowach o tej lekcji. 

Lekcja z Arkadiuszem Smoleńskim to była czysta przyjemność. Znamy się z Arkiemiem wiele lat i spotkanie z Nim nazwałabym bardziej konsultacją językową niż czystą lekcją angielskiego. Część konsultacji opublikowaliśmy na Instagramie i Facebooku. Spotkanie miało przede wszystkim służyć na upłynnieniu wypowiedzi Arka w języku angielskim, a więc trenowaliśmy wymowę pojedynczych słów oraz zdań. Myślę, że wyszło to całkiem przyzwoicie  Zdałam sobie tylko sprawę, że praca aktora to ciężka praca, gdyż kręcąc część konsultacji myliłam się wielokrotnie albo śmiałam do łez, tak więc trochę nam się z tym zeszło, a moje zmęczenie było naprawdę odczuwalne. Także wielki szacunek dla wszystkich aktorów – wasza praca wygląda słodko i łatwo, a tak naprawdę taka nie jest. Przy okazji ciepłe pozdrowienia dla Arka:)


















fot. Michał Sarnowski - fotografia


Mówi się, że każda lekcja uczy nie tylko ucznia, ale także nauczyciela. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Jak jest w Twoim przypadku?

Piękne stwierdzenie, piękne zdanie. W mojej ocenie to całkowita prawda. W oczach swoich uczniów kreuje wizerunek osoby „wiecznie uczącej się”. Jak nie wiem czegoś, nie udaję, że wiem. Uważam, że języka ojczystego uczymy się przez całe życie, a co dopiero obcego, nieprawdaż? Język angielski, jak każdy inny język obcy, to wielki twór, który zgłębiam każdego dnia. Na moim etapie uczę się dalej słówek oraz zgłębiam wiedzę techniczną.



















fot. Michał Sarnowski - fotografia


Co będzie pierwszą rzeczą, którą zrobisz  po kwarantannie? (Śmiech.) 

Spotkam się z przyjaciółkami ❤.

Najbliższe plany w zakresie rozwoju osobistego i pracy zawodowej. 

Właśnie z racji panującej sytuacji w Polsce oraz na świecie, wiele szkoleń i konferencji zostało odwołanych, przełożonych w czasie lub przełożonych w formie online. Aktualnie szkolę się przez krótkie webinaria online u najlepszych trenerów z zakresu lekcji online. Wiedzy nigdy za wiele. Moim osobistym sukcesem jest fakt, iż udało mi się wygospodarować więcej czasu na naukę języka hiszpańskiego, którego uczę się od wielu lat i sprawia mi to ogromną radość, że mogę mieć teraz  więcej lekcji w miesiącu. Wiele anglistek, które znam, również przeznaczyło ten czas na naukę języka obcego. Co dalej? Trochę czas pokaże, ale planuję wrócić wraz ze swoim zespołem do nauki młodzieży licealnej, co oznacza mnóstwo przygotowań, pracy oraz wyzwań – już nie mogę się doczekać.

Chcesz dowiedzieć się więcej o Aleksandrze i kursach języka angielskiego? Odwiedź poniższe limki.


czwartek, 30 kwietnia 2020

Alicja Ostolska: "Aktorstwo daje mi poczucie spełnienia"

Alicja Ostolska: "Aktorstwo daje mi poczucie spełnienia"























fot. zdjęcie nadesłane

Aktorka młodego pokolenia, znana szerszej publiczności z roli młodej siostrzenicy księdza Ali, w którą wciela się w serialu "M jak miłość" od 1496 odcinka. "Dopiero rozpoczynam swoją karierę aktorską. Mam nadzieję, że przede mną wiele wyzwań - mówi. 

Ze dnia na dzień świat się zatrzymał. Wszystko oczywiście spowodowane jest sytuacją panującą obecnie w Polsce i na świecie. Na początek - jak radzisz sobie z wyzwaniem #zostańwdomu? Jakie są Twoje sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Pędziliśmy, bez oglądania się za siebie, bez zastanawiania się nad tym co tak naprawdę jest dla nas ważne – jak chomik w kołowrotku. W końcu musiał nastąpić  komunikat "STOP". Niestety pojawił się on w postaci wirusa. Kto wie, może było to jedyne rozwiązanie na zwolnienie tempa życia każdego z nas. Wyzwanie #zostanwdomu nie należy do prostych. Wszyscy spędzamy ten czas podobnie. Siedzenie w czterech ścianach zmotywowało mnie do częstych spacerów, nadrobienia zaległości  w topowych filmach i serialach. Sposobów jest wiele, niestety nie zawsze znajduję na nie chęci. 

Właśnie. Pewnie, tak jak wszyscy, przeczytałaś już wszystkie książki i obejrzałaś wszystkie filmy. (Śmiech.) Jak to jest u Ciebie z filmami i książkami? Lubisz wracać do sprawdzonych tytułów, czy odkrywać nowe?

Jak już wspominałam, zległości w kategorii film zostały nadrobione. Z książkami jest nieco inaczej. Nie czytam wszystkiego co popadnie, nie czytam też tego, co większość moich znajomych i bliskich mi osób. Nie potrafię czytać książek z polecenia, książek opowiadających o losach przypadkowych ludzi. Cztam książki trudne do zrozumienia. Czytam to, co odmieni moje życie, to co odmieni mnie i mój punkt patrzenia na pewne aspekty. Lubię ludzi wpływowych, tego szukam w autorach. Być może dlatego rzadziej czytam, niż oglądam. Do sprawdzonych tytułów nie lubię wracać, nieustannie szukam czegoś nowego, czegoś innego i lepszego od poprzedniego filmu, bądź książki.


























fot. zdjęcie nadesłane

Jaki film zachwycił Cię ostatnio, a która książka spowodowała, że przeczytałaś ją jednym tchem?

Ostatnim filmem, który poruszył mnie do łez był „Najlepszy“ w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Film udowadnia, że to życie pisze najlepsze scenariusze. 

Książką, która porwała mnie w jeden dzień jest „Potęga podświadomości”. To forma poradnika, który pomoże ci uwolnić umysł i przekaże praktyczne wskazówki, dzięki którym osiągniesz sukces odnajdując własne „ja” w nieustannie zabieganym świecie.


















fot. zdjęcie nadesłane

Mówi się, że takie zwolnienie tempa jest czasami potrzebne każdemu z nas. Uważasz, że obecna sytuacja może zmienić społeczeństwo na lepsze i spowodować, że ludzie będą patrzeć na życie z większym dystansem i bardziej przychylnie? 

Obecna sytuacja na pewno w dużym stopniu uświadomiła nam wszystkim, że narzuciliśmy sobie zbyt szybkie i zbyt chaotyczne tempo. Jeszcze do niedawna niemal wszyscy chorowaliśmy na brak czasu. Śpieszyło  nam się tak bardzo, że każda osoba i każda rzecz, która nas spowalniała, stała się naszym wrogiem. Takie są właśnie konsekwencje naszej obsesji szybkości i oszczędzania czasu. Jestem przekonana, że ten trudny okres panujący na świecie przyniesie, a nawet już przyniósł ze sobą ten plus, jakim jest nabranie większego dystansu do poprzedniego życia, które pozornie było jeszcze nie tak dawno, bo prawie dwa miesiące temu.


























fot. zdjęcie nadesłane

Wiele jest zawodów na "A". (Śmiech.) Co spowodowało, że wybrałaś akurat aktorstwo?

Już we wczesnym dzieciństwie marzyłam o tym zawodzie. O robieniu niepoważnych rzeczy, wygłupianiu się – raz śmieszniej, raz poważniej. Każdy bohater ma życiorys, którego nie widzimy na ekranie – musimy sobie to dopowiedzieć. Często aktorstwo określa się mianem zakłamania i udawania kogoś i czegoś, co nigdy nie będzie miało miejsca w prawdziwym życiu. Zawsze przeczyłam tej opinii, bo uważam że aktorstwo opierające się na tylko na prawdzie jest  właściwym aktorstwem. Jestem typem osoby, która potrzebuje stałych impulsów emocjonalnych do prawidłowego funkcjonowania. Aktorstwo daje mi poczucie spełnienia.

Czy od najmłodszych lat przejawiałaś zainteresowanie tym zawodem? Lubiłaś się przebierać, wcielać w różne postaci?

Aktorstwo towarzyszy mi od samego początku. Już w przedszkolu, a następnie szkole podstawowej brałam udział w wielu przedstawieniach. Zazwyczaj sztukami w jakich brałam udział były najprostrze do zwizualizowania bajki, a mimo to zawsze siedział we mnie duch rywalizacji o główną rolę w przedstawieniu.


























fot. zdjęcie nadesłane - Alicja Ostolska i Jakub Kucner na planie serialu "M jak miłość"

Na szklanym ekranie debiutujesz w kultowym serialu "M jak miłość". Jak zostałaś przyjęta na planie? 

Pierwszy dzień na planie serialu „M jak miłość“ był dla mnie niesamowicie stresujący. Nie wiedziałam co, gdzie i jak. Gdy po raz pierwszy weszłam do hali nagraniowej, wiedziałam że to będzie to czego zawsze chciałam. Dzięki sympatycznej i życzliwej ekipie serialowej oraz całej produkcji pozbyłam się stresu w mgnieuniu oka. Wtedy właśnie wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.


























fot. zdjęcie nadesłane - Krystian Domagała i Alicja Ostolska na planie serialu "M jak miłość" 

Przyznałaś, że rola w kultowej "Emce" jest spełnieniem Twoich marzeń. Jak się okazuje, jesteś wielką fanką tego serialu. Oglądasz go od pierwszego odcinka?

Nie ukrywajmy, że serial „M jak Miłość“ przynajmniej raz w życiu obejrzał każdy polak. Odkąd pamiętam oglądałam go ze swoją babcią Tereską. Uwielbiałam nasze wspólne wieczory przed telewizorem. Wyczekiwana przez nas "Emka" stała się tradycją. Darzę ten serial ogromną sympatią i sentymentem ze względu na fakt, że oglądać go nauczyła mnie moja nieżyjąca babcia. Gdyby tylko mogła oglądać mnie na szklanym ekranie tak jak kiedyś oglądała i śledziła losy rodizny Mostowiaków, wiem że byłaby najdumnieszą babcią na całym świecie:)




















fot. zdjęcie nadesłane - Jacek Rudnicki, Jakub Kucner i Alicja Ostolska - backstage na planie serialu "M jak miłość" 

Masz swoje ulubione wątki, ulubionych bohaterów? 

Każdy wątek ma w sobie to coś, co różni go od innego, każdy porusza inną tematykę i inny problem, każdy  wciąga tak samo. Nie ma lepszych lub gorszych wątków, tak samo, jak nie ma lepszych, bądź gorszych bohaterów. 

Pojawiasz się jako Ala, siostrzenica księdza. Co najbardziej podoba Ci się w Twojej bohaterce?

Ala jest dość kontrowersyjną postacią. Podoba mi się w niej jej naturalna pewność siebie i wieczny optymizm. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, jasno wyznacza sobie cele, które bardzo szybko osiąga. Pozytywne nastawienie i przebojowość mojej postaci tylko ułatwia jej zdobywanie sukcesów. 

Masz coś takiego, co mogłabyś określić jako rolę swoich marzeń?

Nie mam wymarzonej roli do odegrania. Jestem aktorką młodego pokolenia, która dopiero rozpoczyna swoją karierę aktorską. Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele wyzwań i wtedy będę w stanie odpowiedzieć na to pytanie. 

Masz też na swoim koncie udział w kilku reklamach. Czym różni się dzień zdjęciowy na planie reklamy od dnia zdjęciowego na planie serialu?

Rynek reklamowy jest niezwykle otwarty, czasami zdarza się,  że ludzie bez wykształcenia sprawdzają się lepiej, niż absolwenci szkół teatralnych. Niezależnie od faktu, czy masz dyplom, czy nie, doświadczenie przed kamerą jest niezbędne. Na planie filmowym nie ma czasu na przedstawianie pionów produkcyjnych, czy wyjaśnianie działań ekipy. Dzień zdjęciowy na planie reklamy jest bardzo podobny do dnia zdjęciowego na planie serialu. Jedyną różnicą jest dokładniejsza dbałość o szczegóły podczas kręcenia reklamy. 




















fot. zdjęcie nadesłane - Tomáš Kollárik, Jacek Rudnicki, Barbara Wypych, Jakub Kucner i Alicja Ostolska na planie serialu "M jak miłość"

Czy obecnie emitowana jest jakaś reklama z Twoim udziałem?

Niestety nie. 

wtorek, 28 kwietnia 2020

Marcel Woźniak: "Najlepsze pomysły rodzą się pod zamkniętymi powiekami"

Marcel Woźniak: "Najlepsze pomysły rodzą się pod zamkniętymi powiekami"


















fot. zdjęcie nadesłane

Z autorem trylogii kryminalnej o detektywie Leonie Brodzkim i autorem biografii Leopolda Tyrmanda rozmawiam jego o książkach, tym, jaki wpływ na czytelnictwo w Polsce ma obecna sytuacja oraz o najbliższych planach.

Jakim byłeś dzieckiem? Jak wspominasz swoje dzieciństwo?

Byłem dzieckiem buszującym. Zrobiłem z szuflad drabinę do szafy ze słodyczami. Przestawiałem wskazówki na zegarze, sądząc, że w ten sposób tata wróci szybciej z delegacji. Ale przede wszystkim dużo czytałem.

Kim chciałeś zostać jako kilkuletni chłopiec? Opowiedz o tych najciekawszych pomysłach na siebie.

Znalazłem niedawno kartkę z Kalendarza Szalonego Małolata – było to w połowie lat 90. kultowe wydawnictwo. Zapisałem tam, że jako dorosły zostanę kierowcą rajdowym, cukiernikiem albo pisarzem. Cóż! (Śmiech.) Książki piszę z przerwą na oglądanie zmagań Kubicy. Uwielbiam pokonywać setki kilometrów w drodze na spotkania autorskie. A słodycze staram się ograniczać, w każdym razie już nie robię drabin z szuflad. (Śmiech.)

Już od najmłodszych lat ciągnęło Cię do czytania.  A jak było to w Twoim przypadku z tworzeniem własnych historii? (Śmiech.) Jaka jest pierwsza książka, którą pamiętasz z dzieciństwa?

W wieku 6 lat nie umiałem jeszcze pisać, ale znałem cyfry. Leżąc w szpitalu im. Matki Polki w Łodzi, stworzyłem coś na kształt komiksu, jedną ze stron była przepisana z drzwi toalety informacja, że „kabina jest nieczynna“. (Śmiech.) Potem była pierwsza napisana już z pomocą poznanego alfabetu bajka – O psie Aresie i kotu, co psu pomoc niesie. Z pierwszych książek zapamiętałem przede wszystkim baśnie i bajki – Pinokio, Piotruś Pan. Z bajek na adapterze – Trapcia czyli bajkę o żywym samochodzie.

Jesteś autorem  wciągających kryminałów, ale masz też na swoim koncie biografię Leopolda Tyrmanda, o którym będziemy jeszcze rozmawiać. Dlaczego akurat kryminały? Nigdy nie ciągnęło cię do innych gatunków?

Ciągnęło i ciągnie. Ale na coś się trzeba zdecydować, a to było wyzwanie. Dałem wydawcy kilka propozycji, bo chciałem zacząć pisać zawodowo. Powiedział: trylogia kryminalna. To napisałem.

Stworzyłeś trylogię o losach detektywa Leona Brodzkiego. Już w połowie pierwszej części chciało się sięgać po kolejną... (Śmiech.) Co jest największym wyzwaniem podczas pisania beletrystyki?

Na każdym etapie trudnością jest coś innego. Jeśli ktoś zaczyna pisanie, trudne jest wszystko. (Śmiech.) Powiedziałbym, że najtrudniejszy jest czas. Praca nad każdą książką jest żmudna, bo to setki stron, czasem pół miliona znaków albo więcej. A do tego to wszystko, co się po drodze zmieniło, skasowało lub porzuciło. Trzeba nie tylko okiełznać treść, ale i siebie. Nie tracić chęci, koncentracji i pomysłu z oczu. To z resztą tyczy wszystkiego, na co potrzeba czasu. Trzeba umieć wybierać sposób, a potem iść za nim w ogień. Razem z bohaterami.

Czy w tworzeniu trylogii o Brodzkim coś sprawiało Ci szczególną trudność?

Nie powiedziałbym, że coś było szczególnie trudne... Raczej wszystko było! (Śmiech.) I bohater i jego świat są nieco inne od znanych mi kryminałów. Przechodziło mi przez myśl, że może dać sobie spokój z pewnymi pomysłami. Na przykład z metafizyką świata. "W końcu to kryminał!"- mówili wszyscy. Ale poszedłem za głosem serca. Tak powstało coś na kształt krymirealizmu magicznego.

Kryminał idealny - co musi mieć w sobie, by wciągnąć czytelnika? To prawda, że pisarze tworzący kryminały oglądają dużo filmów, czy seriali reprezentujących ten gatunek? Jak jest w Twoim przypadku?

Musi mieć zagadkę, od której czytelnicy nie oderwą się aż do końca. A wchodząc w szczegóły, świat i bohaterowie muszą na nas emanować sobą, sprawiać, że chcemy z nimi w tym świecie przebywać. Nie zaszkodziłoby, gdyby wszystko było do tego warto opisane! (Śmiech.)  A mówiąc serio, chodzi o tajemnicę, której ulegniemy, damy się zaprosić do gry. Twórcy dokształcają się w swojej działce, czytają i oglądają, jednak najlepsze pomysły rodzą się pod zamkniętymi powiekami.

Czytając książki sięgasz najczęściej po kryminały, czy dajesz szansę też innym gatunkom?

Czytam wszystko. Omijam tylko telefoniczne – za dużo bohaterów! (Śmiech.)

Jakim jesteś czytelnikiem? Czego w książkach poszukujesz?

Nie chciałbym zabrzmieć patetycznie, ale prawdy. Tej dużej prawdy, o historii czy życiu, ale i tej małej, w życiowym detalu, obserwacji. Chodzi o ten moment, kiedy słowo, zdanie czy rozdział łykam, jak pistacjowego eklera. A'propos słodyczy...

Wróćmy do wspominanej już przeze mnie książki Biografia Leopolda Tyrmanda. Moja śmierć będzie taka jak moje życie. Jak sam przyznajesz, biografia Tyrmanda i jego historia była dla ciebie motorem napędowym do dalszej twórczości. Co najbardziej urzekło cię w drodze, którą przeszedł?

Upór. Oczywiście, także talent literacki i styl, ale Tyrmand to modelowy przykład do każdego kursu z selfmasteringu i do każdej książki o przeznaczeniu i woli życia. Wielu współczesnych mu ludzi nie rozumiało Tyrmanda, uważali go za mistyfikatora. Tymczasem on po prostu wykuwał swój los. Nie chodzi tylko o upór i spryt, ale o wiarę, która kryła się za nimi. Tyrmand wierzył, że piłka zawsze jest w grze. Był nieprawdopodobnym optymistą!

Czy kiedy pracowałeś nad jego biografią i odkrywałeś jego losy, dowiedziałeś się czegoś, co zaskoczyło Cię w szczególności?

Powiedziałbym, że jego życie, to historia na film, ale z drugiej strony przyznałbym wtedy, że filmy są w jakimś sensie wartościowsze. Jego życie było niesamowitą, prawdziwą opowieścią. Wszystkie punkty zwrotne i niesamowitości, o które pytasz, wynikały właśnie z tego, jaki był. Jedną z historii nie do uwierzenia jest ta, jak ocalał z transportu na Syberię, wyrobił sobie francuskie papiery na białoruskiej wsi, po czym wyjechał... do Niemiec. Mówimy o czasie wojny i Leopoldzie Tyrmandzie – Żydzie. We Frankfurcie nad Menem został francuskim kelnerem. Nie wiem, co jest bardziej nieprawdopodobne. To, że to zrobił czy to, że po latach udało się to odkryć. Bo ten jego lewy dowód osobisty znalazłem w... Kalifornii (Śmiech.)

Prawdą jest, że dla pisarza najważniejsza jest pierwsza wydana książka? Jak jest w twoim przypadku?

Prawda... się zmienia. Jak podczas podróży przez góry, patrzy się na najbliższą przeszkodę i najbliższy szczyt. Ale tak, ta pierwsza książka jest ważna, bo od niej się zaczyna. Aczkolwiek na niej też można skończyć i nie ma w tym nic złego.

Zastanawiam się, co jest trudniejsze, stworzenie biografii czy powieści kryminalnej? Można tak to w ogóle porównać?

Jakby tu odpowiedzieć... Nie można! (śmiech) Jasne, w kategorii sztuki obie są książkami, więc dla kogoś stojącego przed galerią sztuki jest ważne, że pójdzie do działu książek czy rzeźb. W kategorii narracji i treści gatunki między sobą jednak różnią się. Książka jest wytworem myśli, tak, jak... pistacjowy ekler i nadziewana kaczka są wytworem rąk kucharza (Śmiech). Pisarzy porównałbym do lekarzy. Mieli podobne podstawy z anatomii, ale dziedziny, którymi się zajmują, są odległe. Opierają się na podobnej metodologii, procedurze, ale to, czym się zajmują, różni się diametralnie. Wszystkie książki są jakąś opowieścią. Bywa, że podręcznik o negocjacjach okazuje się tak naprawdę świetną opowieścią o życiu! (Śmiech.) Sztuką jest po prostu ciekawie opowiadać. Podobnie z czytaniem – jedni czytają tylko westerny, inni tylko danego autora, a inni, po prostu szukają opowieści. I każdy ma rację! (Śmiech). 

Leopold Tyrmand był jedyną osobą, której chciałeś zostać biografem czy masz więcej takich nazwisk? Nie myślałeś o wydaniu kolejnej?

Lista jest długa. Wydawanie książek, to proces rynkowy. Jeśli udaje się pogodzić swoje marzenia z biznesem wydawniczym, wtedy jest najlepiej (śmiech). Jest kilka nazwisk, dwa z nich są na shortliście.

Teraz nad taką listą można myśleć cały czas. (śmiech) Z dnia na dzień świat się zatrzymał. Jak radzisz sobie z wyzwaniem #zostańwdomu? Jakie są Twoje sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Przeczytałem niedawno, że dla jednych pandemia oznacza tylko nudę, a dla innych może oznaczać głód. Dlatego po prostu cały czas pracuję, dostosowując się do możliwości. Wolnego czasu mam tyle, co wcześniej, a nawet chyba mniej (Śmiech). Przemeblowałem biurko, by pomieścić na nim drugi monitor i więcej książek, skoro nie mogę pracować w bibliotece. Z racji mniejszej aktywności fizycznej na zewnątrz – teraz się to zmieniło – zacząłem więcej ćwiczyć w domu. Najważniejsze, to mieć plan i nie tracić czasu na rzeczy, które do nikąd nie prowadzą. Rozumiem jednak, że mnóstwo osób znalazło się w sytuacji złej lub bardzo złej i ani moje, ani niczyje rady im nie pomogą. Mogę więc tylko trzymać kciuki i przesłać dużo dobrej energii.

Pewnie tak, jak wszyscy, przeczytałeś już wszystkie książki i obejrzałeś wszystkie filmy. (Śmiech.) Po jakie książki najchętniej sięgają czytelnicy w ostatnich tygodniach? Co wynika z twoich obserwacji?

Z pewnością króluje Netflix (Śmiech). Plusem w tej skrajnej sytuacji jest wzmożona aktywność wielu instytucji w internecie. Otwarto wiele cyfrowych zbiorów – wolnych lektur, sztuk teatralnych czy nagrań, choćby w Ninatece. Ilość premier książkowych spadła, więc jest czas nadrobić zaległości. Z pewnością niejedna osoba sięgnęła po coś z półki i "w końcu to przeczytała". Cieszę się z rosnącej popularności Tyrmanda – jest jego rok w Polsce. W marcu była rocznica śmierci, 16 maja będzie 100. rocznica urodzin. Ja najchętniej czytam biografie i kryminały. (Śmiech.) 

Uważasz, że zaistniała sytuacja ma wpływ na wzrost czytelnictwa wśród Polaków?

Wiem, że nastąpił nieznaczny wzrost w ubiegłym roku w stosunku do roku 2018. Więcej osób sięga po audiobooki i ebooki, niemal nikt nie korzysta z bibliotek, nie licząc dostępu online. Ogólna liczba czytelników z pewnością spadła, natomiast sądzę, że jednocześnie wzrosła liczba osób, które sięgają po książkę częściej, niż wcześniej. Nie wiem czy to, co mówię ma sens (Śmiech). Ta sytuacja zmusiła do kreatywności jednych, a innych rozleniwiła, to naturalne. Obracam się jednak w środowisku moli książkowych, więc mam wrażenie, że ludzie teraz czytają w kółko (Śmiech).

Powstała bardzo ciekawa inicjatywa #zostańwdomuczytajksiążki. Ile książek udało Ci się przeczytać w ostatnich tygodniach? 

Ostatnio sporo, od stycznia mogło to być około 10 książek w całości. Dobrze, że powstają nowe inicjatywy, sposoby na dostosowanie się do rzeczywistości. Chodzi o to, by jej nie zaklinać, tylko zaakceptować nowy kształt i zostać kimś w rodzaju wynalazcy. Jest potrzeba – należy jej sprostać. W Toruniu na przykład są mobilne księgarnie. "Hobbit" oraz "Kafka i Spółka" dowożą książki. Biblioteki, pisarze, instytucje – wszyscy robią bardzo wiele, by czytelnictwo propagować. Paradoksalnie więc jest szansa, że więcej osób to dostrzeże. W końcu nie muszą bowiem iść do biblioteki czy księgarni – wszystko się wyświetla w telefonie.

Co będzie pierwszą rzeczą, którą zrobisz, kiedy świat wróci na właściwe tory?

Odwiedzę archiwa i zbiory, które są mi potrzebne przy pisaniu książki! (Śmiech.) Przełożony urlop czeka w kolejce. A przede wszystkim przyjaciele i rodzina. Dawno ludzie nie tęsknili za sobą tak, jak ostatnio.

Opowiedz o najbliższych planach. Kiedy można spodziewać się Twojej nowej książki?

Jesienią wyjdzie reportaż poświęcony Tyrmandowi. W planach jest także krótkie opowiadanie wojenne w pewnej antologii. Ale, jak pisał Kipling, to zupełnie inna historia! (Śmiech.)

piątek, 24 kwietnia 2020

Jowita Chwałek: "Pomaganie uzależnia"

Jowita Chwałek: "Pomaganie uzależnia" 




















fot. zdjęcie nadesłane

Aktorka młodego pokolenia, wcielająca się w rolę Ewy, przyjaciółki Lilki i Mateusza (Monika Mielnicka i Krystian Domagała, przyp. red.)  w serialu "M jak miłość".

Rozmawiamy o jednym z najbardziej emocjonujących wątków serialu, ale także o wolontariacie, któremu Jowita poświęca każdą wolną chwilę. "Dobro wraca" - przyznaje aktorka w szczerej rozmowie.

Ze dnia na dzień świat się zatrzymał. Wszystko oczywiście spowodowane jest sytuacją panującą obecnie w Polsce i na świecie. Na początek - jak radzisz sobie z wyzwaniem  #zostańwdomu? Jakie są Twoje sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Zaskakująco dobrze. Choć wydawałoby się, że nie ma, to jednak jest co robić.                     

Przede wszystkim prowadzone są lekcje on-line, wykłady i ćwiczenia, a to zajmuje zdecydowanie większą część mojego czasu. Poza tym, chyba jak każdy nadrabiam oglądanie zaległych seriali, ćwiczę, staram się poświęcić około 40 - 50 minut na ruch i lekki wysiłek fizyczny każdego dnia, zwyczajnie po to, aby czuć się dobrze, choć muszę przyznać, że wcześniej, przed #zostańwdomu nigdy tego nie robiłam, preferowałam raczej odpoczynek niż wysiłek.

Pewnie, tak, jak wszyscy, przeczytałaś już wszystkie książki i obejrzałaś wszystkie filmy. (Śmiech.) Jak to jest u Ciebie z filmami i książkami? Lubisz wracać do sprawdzonych tytułów, czy odkrywać nowe?

Pewnie, tak, jak wszyscy. obejrzałam już wszystkie filmy i seriale, ale o książkach niestety nie mogę tego powiedzieć. Mówię niestety, ponieważ zawsze lubiłam czytać, ale po książki sięgałam z bibliotecznych półek, nigdy sama żadnej kupiłam. Biblioteki są zamknięte, więc dla mnie świat książek również.

Zdecydowanie sięgam po coś nowego i tyczy się to zarówno książki jak i filmu. Mam swoje ulubione historie, ale wracać do nich lubię wyłącznie myślami. Czas mknie jak szalony, a na świecie istnieje tyle pięknych dzieł literackich czy filmowych, które warto zobaczyć, przeczytać…

Jaki film zachwycił Cię ostatnio, a która książka spowodowała, że przeczytałaś ją jednym tchem?

"When they see us" Ava DuVernay - co prawda, nie jest to film, a mini - serial oparty na faktach, ale poruszył mnie do łez. Przedstawia kwestie systemu prawnego, który działa często poza swoimi granicami. Nie tylko porusza, ale skłania do przemyśleń.

Mówi się, że takie zwolnienie tempa jest czasami potrzebne każdemu z nas. Uważasz, że obecna sytuacja może zmienić społeczeństwo na lepsze i spowodować, że ludzie będą patrzyć na życie z większym dystansem i bardziej przychylnie?

Dobrze jest odczuwać wdzięczność za małe rzeczy - za ładną pogodę, za przyjazd autobusu na czas, czy za brak dużej kolejki w sklepie. Jestem pewna, że wielu z nas wiedziało o tym wcześniej, ale myślę, że gdy kwarantanna się skończy, dołączy do tej grupy jeszcze więcej osób. W nadmiarze obowiązków zapominamy o tym co najważniejsze i najpiękniejsze. W tym momencie "wolność" w znaczeniu swobodnego wyjścia z domu na spacer, spotkania się ze znajomymi kiedy i gdzie chcemy, podróżowania do każdego miejsca na świecie, jest chyba dla każdego z nas najbardziej wyczekiwana i zostanie najbardziej doceniona.


























fot. zdjęcie nadesłane

Wiele jest zawodów na "A". (Śmiech.) Co spowodowało, że wybrałaś akurat aktorstwo?

O tym, że chcę zostać aktorką, wiedziałam od małego. Mówiłam o tym zdecydowanie i głośno. Wiele razy słyszałam "masz jeszcze tyle czasu do podjęcia decyzji o tym kim chcesz zostać w przyszłości,  zobaczysz, odmieni Ci się tysiąc razy". Ale nie odmieniło mi się nawet na chwilę.  Mam dwadzieścia lat i nadal chcę to robić. (Śmiech.)

Czy od najmłodszych lat przejawiałaś zainteresowanie tym zawodem? Lubiłaś się przebierać, wcielać w różne postaci?

Oglądam filmiki z moich najmłodszych lat, zanim jeszcze poszłam do szkoły, i muszę przyznać, że na każdym chcę być w centrum uwagi, bo  skaczę, śpiewam, tańczę, krzyczę, robię wszystko,  byleby się wyróżniać. To było widać i słychać, że pójdę w tym kierunku.

Swoje pierwsze kroki stawiałam na Scenie Teatru Lalek Muchomor, później jako nastolatka byłam członkiem Teatru Młodzieżowego, a w międzyczasie, nic nie mówiąc rodzicom, wysłałam zgłoszenie do agencji aktorskiej. Gdy zaprosili mnie na spotkanie i podpisanie umowy, wtedy już nie było wyjścia, musiałam się przyznać do tego,  co zrobiłam. I tak, od 2011 roku próbuję swoich sił na castingach.

W 2013 roku zagrałaś w filmie krótkometrażowym "Oczy mojego ojca". Jak wspominasz tę przygodę?

Do wspomnień z planu filmu "Oczy mojego ojca" wracam bardzo często. Są to wyjątkowe wspomnienia, prawdziwa przygoda. Przede wszystkim rola Karoliny, była moją pierwszą wymagającą rolą. Moja bohaterka bardzo różniła się ode mnie i wcielenie się w jej postać było wyzwaniem. Warunki też nie były łatwe. Kręciliśmy w samym środku surowej zimy. 

Film porusza trudną tematykę, opowiada historię rodziny z dużymi problemami. Pamiętam, że już na castingu, przed wejściem do studia najpierw rozmawiało się z psychologiem, by móc lepiej zrozumieć i wczuć w sytuację, z jaką zmagały się filmowe bohaterki. 

Bardzo dużo nauczyłam się i dużo wyniosłam z pracy nad tym filmem. Miałam okazję zagrać u boku cenionych aktorek, Katarzyny Herman i Jadwigi Jankowskiej - Cieślak. Ciepło wspominam reżysera Bartosza Blashke, który do dnia dzisiejszego służy mi swoją pomocą. Jestem mu ogromnie wdzięczna, że mogłam być częścią tej historii.


























fot. zdjęcie nadesłane

Czym różni się praca na planie filmu krótkometrażowego od pracy na planie serialu?

Praca na planie filmu krótkometrażowego i pełnometrażowego, w moim przypadku wiązała się z wyjazdem gdzieś na pewien czas, np. na drugi koniec Polski (Śmiech). Przez okres zdjęciowy żyłam wyłącznie filmem. Byłam oderwana od rzeczywistości. Cudowne uczucie. 

Cała ekipa filmowa wraz z reżyserem i aktorami spędzała razem czas nawet po godzinach pracy, ponieważ wszyscy mieszkaliśmy w jednym miejscu. Nie mogę powiedzieć, że jest to reguła, bo każdy plan to inni ludzie, inne zasady, inna przygoda, ale tak było w moim przypadku. 

Jeśli chodzi o sam plan i pracę na nim to plan serialowy od filmowego niewiele się różni.  

W jednym i w drugim przypadku zdjęcia najczęściej zaczynają się wczesnym rankiem i kończą późno wieczorem. Aktor tak naprawdę spędza na nim najmniej czasu. To osoby będące po drugiej stronie kamery zaczynają dużo wcześniej i dużo później kończą, są obecni w każdej jednej scenie filmu czy serialu.

Dołączyłaś do obsady kultowego serialu "M jak miłość". Od 1484 odcinka możemy oglądać Cię w roli Ewy, koleżanki Lilki (Monika Mielnicka) i Mateusza (Krystian Domagała) Czy zanim dołączyłaś do obsady zdarzało Ci się oglądać serial?

Oczywiście. Ten serial ma tyle lat, co ja.  Odkąd pamiętam, śledziłam losy bohaterów "M jak miłość".

Miałaś swoich ulubionych bohaterów, ulubione wątki?

Wątek Natalki i Uli (ich szczęśliwa adopcja) był jednym z pierwszych, które żarliwie śledziłam. Pamiętam, że marzyłam wtedy,  aby mieć siostrę w swoim wieku i nawet lekko im zazdrościłam, że jako najlepsze przyjaciółki będą mieszkać razem.

Do ulubionych bohaterów zdecydowanie zaliczała się paczka przyjaciół z Łowickiej. Nie mogłam doczekać się, aż będę w ich wieku i sama zamieszkam z moimi przyjaciółmi.

Czy teraz oglądasz serial? Lubisz oglądać siebie na ekranie, czy masz wtedy tak, jak większość aktorów, że znajdujesz rzeczy, które mogłaś zagrać inaczej?

Tak, oglądam. Natomiast wątki z moim udziałem, które znam na pamięć oglądam właśnie po to, aby sprawdzić i ocenić samą siebie. Dzięki temu wiem, co mogę w Ewce poprawić. Zgadzam się. Prawie zawsze znajduję coś, co mogłam zagrać inaczej. 

Wątek, w którym występujesz jest jednym z najbardziej emocjonujących w tym sezonie. Co w kreowaniu postaci Ewy jest dla Ciebie największym wyzwaniem?

To prawda, dzieje się. Zostały poruszone bardzo trudne, ale ważne tematy, takie jak gwałt, czy próba samobójcza Lilki (Monika  Mielnicka, przyp. red.) Ponieważ nigdy nie doświadczyłam tego w życiu prywatnym, musiałam zastanowić się jak Ewa powinna się zachować i jak mogłaby pomóc przyjaciółce.  Kluczowe było to, że moja bohaterka nie o wszystkim wiedziała, bo Lilka bardzo dużo skrywała w sobie. 

Poruszacie temat gwałtu. Czy taki wątek pobudza świadomość młodych osób i powoduje, że na imprezach, (zwłaszcza w towarzystwie nieznajomych) są bardziej uważni, mniej ufni?

Z całą pewnością. Uważam, że poruszanie takich tematów pobudza świadomość nie tylko ludzi młodych, ale i dorosłych. Dobrze, gdy w serialu, filmie, czy spocie przedstawiony jest również sposób w jaki radzić sobie z problemem oraz jakie środki ostrożności należy podjąć, aby uniknąć znalezienia się w podobnej sytuacji.




















fot. zdjęcie nadesłane

Czy Ty spotkałaś się z jakimiś opiniami telewidzów na temat tego wątku?

Oczywiście. Każde pokolenie ma swoje własne prawa, inne potrzeby i spojrzenie na świat. Moje obie babcie mają nieco inne poglądy, niż moi rodzice i zupełnie inne mamy my, młodzi. Ale, jeśli mówimy o tym wątku, to każdy jest zgodny, że w życiu młodej osoby wydarzyło się coś bardzo złego, co pociągnęło za sobą wielki, niewyobrażalny ból. To, co się stało musi ujrzeć światło dzienne, a sprawca musi zostać ukarany. 

Czy postać Ewy zagości w serialu na dłużej?

Mam taką nadzieję. Cieszyłabym się, gdyby wątek Ewy został rozbudowany, ale wszystko przed nami. Zobaczymy jak będzie. (Śmiech.)

Uważasz, że rola w tym kultowym serialu spowoduje, że będziesz dostawać kolejne propozycje?

Według mnie tak to nie działa. Ale fajnie by było. (Śmiech.) Uważam, że każdy casting daje możliwość pokazania się z innej strony… Z tej, którą chcę w danym momencie zaprezentować i której wymaga rola. Jeśli walczę o rolę czarnego charakteru, na castingu pokażę coś innego, niż prezentuję w "M jak miłość" wcielając się w rolę Ewy.

Masz coś takiego, co mogłabyś określić jako rolę swoich marzeń?

Mam i to nawet kilka. Marzę, aby dostać rolę w filmie historycznym, wcielić się w ważną historyczną osobowość. Sposób poruszania się, mówienia, gestykulacja - tego wszystkiego trzeba byłoby się nauczyć, by być wiarygodnym. Uważam, że byłoby to niezwykłe wyzwanie, jakie chętnie bym podjęła. A ponad to, dałoby mi to możliwość cofnięcia się kilkadziesiąt lat wstecz i poznania, można by powiedzieć, na własnej skórze jak wtedy funkcjonował świat.

Aktorstwo to nie wszystko. Ciekawostką jest, że realizujesz się także w wolontariacie. Jak rozpoczęła się ta przygoda?

O bezintersownej pomocy, w dzisiejszych czasach, mówi się dużo i bardzo mocno to popieram. Przygodę z wolontariatem zaczęłam będąc w gimnazjum. Razem ze szkołą włączaliśmy się w różne akcje wolontaryjne, m.in. biegi charytatywne, mecze charytatywne. Osobiście najchętniej włączałam się w pomoc osobom starszym (robienie zakupów, wyjścia na spacery) oraz organizowanie imprez okazjonalnych w domu dziecka.

Opowiedz o swoich obecnych działaniach. Jakie akcje wspierasz w tym momencie?

Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy, zarejestrowałam się na stronie "Ochotnicy Warszawscy". Tam znalazłam ofertę dotyczącą udzielania korepetycji z matematyki. I dwa tygodnie później rozpoczęłam swoją "pracę" dla ośrodka pomocy społecznej. Jest to akurat działanie długoterminowe, ale na bieżąco włączam się również w akcje jednorazowe.

Jak zachęciłabyś osoby, które myślą o podjęciu wyzwania i także chciałyby działać w wolontariacie?

Powiedziałabym, że dobro wraca, ale nie należy kierować się w tych działaniach własną korzyścią. Pomaganie uzależnia i wie to każdy, kto tego spróbuje.

Jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobisz po kwarantannie?

Zrobię piękną fryzurę, piękny makijaż i założę najlepsze ciuchy. Wyjdę z domu i już do czterech  ścian nie wrócę (Śmiech.) A tak na poważnie, myślę, że spotkam się z przyjaciółmi. Nic nadzwyczajnego, ale niesamowicie potrzebnego. Towarzystwo to coś, czego brakuje mi teraz najbardziej.

środa, 8 kwietnia 2020

Anja Pham: „Uwielbiam odkrywać nowe rzeczy”


Anja Pham: „Uwielbiam odkrywać nowe rzeczy”

























fot. zdjęcie nadesłane

Anja Pham – wokalistka, pasjonatka mody, kostiumografka. Pracowała na planie seriali takich jak „Gliniarze”, „W rytmie serca”, czy „Król”. 

Ze dnia na dzień świat się zatrzymał. Wszystko spowodowane jest oczywiście sytuacją panującą obecnie w Polsce i poza nią. Na początek - jak radzi Pani sobie z wyzwaniem #zostańwdomu? Jakie są Pani sposoby na spędzanie wolnego czasu?

Tak. Jest to bardzo ciężki okres dla nas wszystkich, ale plusy są takie, że możemy spędzić go z rodziną. Wspólnego czasu z bliskimi jest w życiu codziennym zdecydowanie za mało. 

Oczywiście #zostajęwdomu, skupiam się na pisaniu piosenek i nagrywaniu coverów, których można posłuchać na moim profilu @annapham_music  na Instagramie. 

Jak to jest u Pani z filmami? Lubi Pani je raczej odkrywać, czy wracać do sprawdzonych tytułów? 

Uwielbiam odkrywać nowe rzeczy, w każdej dziedzinie.  Z filmami jest podobnie Nie ukrywam, że pracując w branży filmowej jestem bardziej wymagająca:), ostatnio bardzo duże wrażenie wywarł na mnie  film  „Parasite“, który zobaczyłam trzy razy, więc lubię  filmy odkrywać, ale  i wracać do sprawdzonych tytułów. 

Mówi się, że takie zwolnienie tempa jest czasami potrzebne każdemu z nas. Uważa Pani, że obecna sytuacja może zmienić społeczeństwo na lepsze i spowodować, że ludzie będą patrzyć na życie z większym dystansem i bardziej przychylnie?

To, co dzieje się teraz jest dla nas wszystkich czymś dziwnym, ale mamy chwilę czasu na to, aby zastanowić się, co możemy zmienić na lepsze. Wydaje mi się, że wszyscy trochę zmienimy myślenie i docenimy to, czego nam w tym momencie brakuje. 




























fot. zdjęcie nadesłane

Wokalistka? Kostiumograf? Do czego w tym momencie jest Pani najbliżej?

Kocham swoją pracę na planie, dzięki niej mogę poznawać wspaniałe osoby, nawiązywać przyjaźnie. Podobnie jest z muzyką, która jest w moim życiu od zawsze. Teraz nie pracuję, skupiam się na muzyce w zaciszu domowym, ale obie rzeczy są mi bardzo bliskie. 

Muzyka od zawsze była obecna w Pani domu, więc od niej zaczniemy. Rodzice śpiewali, a także grali na gitarach. Tą pasję odziedziczył także Pani brat. Kiedy Pani poczuła, że muzyka jest dla Pani czymś ważnym?

W wieku dziesięciu lat zaczęła się moja przygoda ze szkołą muzyczną. Grałam na wiolonczeli. Przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że muzyka jest czymś, co chciałabym robić w przyszłości. Niestety nie kontynuowałam nauki gry na wiolonczeli, ale moja pasja przerodziła się w śpiew. Tak jest do dzisiaj. 

Ma Pani polsko - wietnamskie korzenie, co najbardziej podoba się Pani w wietnamskiej kulturze?

To zupełnie inny świat. Uwielbiam to, że ludzie są bardzo życzliwi, uśmiechnięci i kochają pomagać innym.  Ogromne wrażenie wywarła na mnie tradycja świętowania Nowego Roku. Będąc w Wietnamie  mogłam tego doświadczyć - przez całą noc trwa parada i zabawy. Wietnamczycy noszą makiety sztucznych ogni, makiety smoka i różne kolorowe ozdoby. Nie da się tego opisać słowami, to trzeba zobaczyć!:) Huczne świętowanie trwa od trzech dni do...tygodnia:) 

Czy muzyka, którą Pani tworzy inspirowana jest omawianą przez nas kulturą?

W mojej muzyce jest bardzo dużo ciepła, nadziei i pozytwnych myśli. Uważam, że kultura Wietnamu opiera się m.in na tych rzeczach. 

Kultura, kulturą, ale jest też...kuchnia. Jakie jest Pani ulubione danie z wietnamskiej kuchni? Co jest Pani daniem popisowym?

Definitywnie mogę przyznać, że jestem specjalistką w robieniu sajgonek:) Od dziecka przebywałam z rodzicami w kuchni i uczyłam się różnych potraw, ale sajgonki są moim no.1. Są osoby, które mogą to potwierdzić:) 

W 2017 roku zaprezentowała Pani utwór "Mistake", do którego teledysk był realizowany na Inslandii. Skąd pomysł? Proszę opowiedzieć  o kulisach realizacji tego przedsięwzięcia?

Ojej, to już trzy lata! Długo myśleliśmy nad teledyskiem. Nasz znajomy wybrał się na wyprawę na Islandię. Pokazał nam zdjęcia i...zakochaliśmy się w tej niesamowitej krainie. Z dnia na dzień podjęliśmy decyzję, że nasz teledysk musi być realizowany właśnie tam. Pojechaliśmy tam w jedenastoosobowym składzie. Dla mnie była to niesamowita przygoda, mimo trudnych warunków atmosferycznych daliśmy radę:) Nie mieliśmy konkretnego celu wyprawy, kompletnie nie znaliśmy Islandii. Nikt z nas tam nigdy nie był, na miejscu poznaliśmy Kubę, który nam dużo podpowiedział i pojechał z nami w kilka fajnych miejsc. Pozdrowienia dla Kuby:) 

Oprócz autorskich utworów wykonuje Pani również covery. Mogliśmy już posłuchać m.in piosenek z repertuaru Justina Bibera, czy tych, które pochodzą z filmu "50 twarzy Greya". 

Tak. Covery staram się dodawać w miarę systematycznie na mój profil na Instagramie, czy Facebooku. Uwielbiam to, traktuję to jako odskocznię od codzienności. To mnie relaksuje i pozwala się rozwijać w jakiś sposób. 

Na planie seriali "W rytmie serca", "Gliniarze", czy "Król" pracuje Pani jako asystentka kostiumografa. Co należy do Pani obowiązków?

Do moich obowiązków należy przede wszystkim, by aktorzy mieli komfort w postaci ciepłych butów, czy kurtek, by ubrania były zadbane. Pilnuję kontynuacji zgodnie ze scenariuszem, uzupełniam dokumentację. 

Co najbardziej podoba się Pani w tym zawodzie?

Codziennie poznaję masę nowych, bardzo ciekawych osób, to najbardziej mi się podoba. Ta praca bardzo pobudza kreatywność, otwiera głowę na nowe wyzwania:) 

Czym różni się praca przy kostiumach na planie serialu "Gliniarze" od pracy na planie "W rytmie serca", czy seriali kostiumowych?

Na każdym planie jest zupełnie inny system pracy. W przypadku „Gliniarzy“ mogę mieć do ubrania pięciu aktorów, na planie „W rytmie serca“ trzydziestu, a na planie serialu „KRÓL“ trzystu. To zależy od produkcji, scenariusza, a tak naprawdę od...wszystkiego. (Śmiech.) Nie da się porównać tych produkcji. Jest wiele czynników, które wpływają na intensywność pracy przy danym serialu. 

Czy pracując przy realizacji filmów i seriali nie myślała Pani nigdy o aktorstwie? Czy zdarzyło się już Pani wystąpić przed kamerą?

Oczywiście, że myślałam, ale były to raczej spontany:) Miały miejsce oczywiście przy produkcjach, przy których działam. 

Czy zajmując się kostiumami można stwierdzić, że Pani pasją oprócz muzyki jest też moda?

Jasne, że tak. Od zawsze jaram się modą. To część mojej pracy. 


























fot. zdjęcie nadesłane

W czym najlepiej czuje się Pani na co dzień, a czego nigdy by Pani nie założyła?

Jestem fanką bluz, najlepiej czuję się w tych szerokich do kolan, które mają wielkie kaptury. Kocham cężkie buty na platformie. Chyba nie  ma takiej rzeczy, której nie zdecydowałabym się założyć. Nawet, jakby mi się  coś nie podobało, da się zrobić tak, by było zjawiskowo. 

Śledzi Pani najnowsze trendy i stara się do nich dostosować, czy raczej zdarza się Pani tworzyć własne stylizacje?

Tworzę  własne stylizacje. Oczywiście, lubię trendy, zawsze będę  się  do nich odnosić, ale nie w sposób 1:1:) Stawiam na swój gust i to, co mi w duszy gra. Lubię łączyć ubrania z sieciówek z tymi, pochodzącymi z second handu. W moich wyborach stawiam przede wszystkim na wygodę. 

Proszę opowiedzieć o swoich najbliższych muzycznych i realizatorskich (jako kostimograf) planach. 

Obecna sytuacja pokrzyżowała nam plany, więc póki co trudno cokolwiek powiedzieć. Za kilka dni chciałabym wejść do studia, by nagrać piosenkę. Oczywiście, w odpowiednich warunkach, z zachowaniem wszystkich zasad bezpieczeństwa:)

Materiał archiwalny dostępny również na www.sci24.pl - Śląskie Centrum Informacji