poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Bartłomiej Nowosielski: "Niczego na siłę nie przyspieszam"

 Bartłomiej Nowosielski: "Niczego na siłę nie przyspieszam"












fot. MTL Maxfilm / Bartłomiej Nowosielski na planie serialu "M jak miłość"

Z aktorem, Bartłomiejem Nowosielskim rozmawiam o serialu "M jak miłość" do którego dołączył w 1580 odcinku w roli Tadeusza Kiemlicza, sympatycznego sadownika, którego losy będą się splatać przede wszystkim z perypetiami Barbary, Uli i Bartka. To jego córka, niezwykle rezolutna Hania Nowosielska wciela się w rolę Poli, córki Kamila. 

Poruszamy także temat najnowszego spektaklu Teatru Ateneum "Don Juan albo Kamienna Uczta" w którym aktor wcieli się w rolę Dona Carlosa. Próbujemy też odpowiedzieć na pytanie, czego najbardziej brakuje aktorom w dzisiejszych niełatwych czasach pandemii. 

Ponad rok temu świat zatrzymał się z dnia na dzień, co oczywiście spowodowane jest pandemią koronawirusa. Jak znosisz izolację?

Wszystko ma swoje plusy i minusy. Jestem rodowitym łodzianinem. Można tak to ująć, że do momentu wybuchu pandemii mieszkałem w dwóch miejscach jednocześnie - W Łodzi o której rozmawiamy oraz w Warszawie. 

W momencie ukończenia Wydziału Aktorskiego PWSFTviT w Łodzi dostałem etat w Teatrze Ateneum w Warszawie. Rozłąka z domem rodzinnym na rzecz pracy w Warszawie była dla mnie dość uciążliwa. Kilkanaście lat kursowałem między tymi dwoma miastami, żyjąc na dwa domy. 

W pierwszej fali pandemii,  z moją żoną Eweliną, która również jest aktorką i naszymi dwiema córkami przeprowadziliśmy się na stałe do Warszawy. Plusem tej całej sytuacji jest na pewno to, że więcej czasu spędzam z rodziną, mam czas dla córek. Mają  Taty zdecydowanie więcej, niż miały go wcześniej. W kontekście zawodowym pandemia wpłynęła na mnie najbardziej pod kątem pracy w Teatrze, ponieważ od ponad roku nie zagrałem spektaklu z publicznością. Jeden z premierowych spektakli oddaliśmy widzom w charakterze rejestracji online. Brakuje mi kontaktu z widzami, ale mogę to jedynie zaakceptować, nie mam innego wyjścia. 

Pod kątem grania w produkcjach telewizyjnych poprzedni rok był dla mnie wyjątkowo łaskawy, ponieważ zagrałem w czterech filmach i kilku serialach. Paradoksalnie, mimo pandemii nie mogę powiedzieć, że zawodowo wiodło mi się źle. 

Czego nauczył Cię ten trudny czas?

Nauczyłem się przede wszystkim szacunku do nieograniczonej wolności, którą mieliśmy przed pandemią. Mam takie wrażenie, że od ponad roku żyjemy niczym w bańce mydlanej. Mamy możliwość chodzenia do pracy, sklepu, możemy wyjść na spacer, ale wszystko dzieje się w maskach, przy obowiązujących obecnie restrykcjach, a to na dłuższą metę zaczyna przytłaczać. Dodatkowo z każdej strony docierają do nas smutne wieści o tym, jakie obecna sytuacja zbiera żniwo. W ostatnim czasie odeszło wielu moich kolegów i koleżanek z branży, a kumulacja tak przykrych wieści wpływa bardzo źle na samopoczucie, które i tak jest obecnie mocno nadwerężane. Pod wpływem takich informacji człowiek kuli się w sobie i zaczyna doceniać małe rzeczy, drobne radości. 

To bardzo trudny czas. Nie będę ukrywał, że mam w sobie rodzaj buntu wobec ludzi, którzy nie roumieją, co dzieje się dookoła. Pół roku temu na koronawirusa zmarł mój przyjaciel. W przypadku wielu osób jest tak, że dopóki sytuacja nie dotyka ich bezpośrednio, nie rozumieją jej, myślą, że to ich nie dotyczy. 

Od samego początku stosuję się do wszystkich obostrzeń. Ograniczam kontakty z innymi ludźmi, noszę maseczkę, dezynfekuję ręce, trzymam dystans. Kiedy widzę znieczulicę i beztroskę niektórych osób, które chodzą po ulicach, załamuję ręce. Mam dość tłumaczenia, że nie dość, że robią krzywdę sobie, szkodzą też innym. Mogę nie zgadzać się z wieloma rzeczami, które proponują włodarze naszego kraju, ale absolutnie jestem zwolennikiem tego, aby karać mandatami bez prawa odmowy wszystkich tych, którzy nie chcą nosić maseczek. Może to ich czegoś nauczy. Nie mówię oczywiście o tych, którzy ze wskazań zdrowotnych nie mogą stosować się do tej zasady. 

Już na pierwszy rzut oka sprawiasz wrażenie osoby niezwykle pozytywnie nastawionej do ludzi i świata. Czy taka postawa pomaga Ci w dzisiejszej niełatwej dla nas wszystkich rzeczywistości?

Wydaje mi się, że kiedy ludzie patrzą na tak dużego faceta, to mogą mieć takie przeświadczenie, że jest jak taki Smok wawelski, którego trzeba się bać, a jest dokładnie odwrotnie. (Śmiech.) Czuję się jak miś przytulanka, który ciągle się uśmiecha, jak brat łata, ktoś, do kogo można się przytulić tak, jak do maskotki. (Śmiech.) 

Jestem pozytywnie nastawiony do życia, we wszystkim staram się szukać dobrych stron.  Taka postawa bardzo pomaga mi w dzisiejszych niepewnych czasach. Cieszę się z czasu, który spędzam z bliskimi, staram się nie denerwować rzeczami, na które nie mam wpływu. Doceniam to, co mam. W każdych okolicznościach próbuję iść do przodu z pozytywnym nastawieniem, z nadzieją na lepsze jutro. Swoim pogodnym nastawieniem staram się zarażać innych. Przez ludzi z mojego otoczenia jestem postrzegany jako bardzo pozytywna postać. To miłe. 

Mówi się, że to, co obecnie dzieje się na świecie, może być lekcją dla nas wszystkich. Dla wielu już teraz liczą się zupełnie inne wartości niż chociażby kilka miesięcy temu, a wiele osób deklaruje, że kiedy to wszystko się skończy, będzie patrzeć na świat z większym dystansem, bardziej przychylnie. Jak Ty to odbierasz?

Wydaje mi się, że kiedy minie pandemia, za jakiś czas pojawi się coś innego, ponieważ ludzie nie wyciągają wniosków z błędów, które popełniają. Jestem prawie pewny, że kiedy uda się nam wszystkim wrócić już do normalności, to bardzo szybko zapomnimy o tym, co dzieje się teraz. Pomimo tego, że zawsze nastawiam się pozytywnie, jeśli chodzi o naukę wyciągniętą z czasu życia w zawieszeniu, nie mam tu optymistycznej wizji i nie łudzę się, że to na szerszą skalę nauczy czegoś nasze społeczeństwo. 

Siedzę w mieszkaniu. Zazdroszczę każdemu, kto ma dom z ogródkiem, a co za tym idzie, także możliwość zdjęcia  na zewnątrz maseczki i oddychania świeżym powietrzem. Ja takiej możliwości nie mam, ale staram się regularnie wyjeżdżać za miasto i codziennie chociaż przez godzinę lub dwie, spacerować z żoną i córkami w parku, czy po lesie. 




















fot. MTL Maxfilm / Bartłomiej Nowosielski na planie serialu "M jak miłość"

 Czego w tym momencie brakuje Ci najbardziej z perspektywy aktora? Pewnie rozmów z odbiorcą po spektaklu, prawda? W jednej z rozmów ktoś mi powiedział, że konfrontacja aktora z widzem jest tym, czego  po sztuce najbardziej łakną obydwie strony. 

W Teatrze najbardziej brakuje mi widza i kontaktu z nim. Jeśli chodzi o serial, czy film, tu aktor, po wcześniejszym montażu, ogląda siebie na szklanym ekranie, a wszystko nagrywane jest z wyprzedzeniem. Za chwilę porozmawiamy też o mojej roli w jednym z seriali telewizyjnych. W emisji są dopiero pierwsze odcinki z moim udziałem, ale choć tutaj moja przygoda dopiero się rozpoczyna, to ja wiem o swojej postaci z dnia na dzień coraz więcej, bo dowiaduję się tego podczas dni zdjęciowych. 

Wracając do tematu Teatru, to każdy z aktorów wchodzi na scenę ze swoim bagażem codziennych doświadczeń, a mimo to gra. Widz, który realnie nagradza nas za naszą pracę, jest czymś na wagę złota. 

19 grudnia 2020 roku premiera spektaklu "Ława przysięgłych"  w Teatrze Ateneum odbywała się online. Jednym z najdziwniejszych momentów w moim dorobku artystycznym było wyjście do ukłonów, kiedy na widowni nie było nikogo. Tego dnia odbywała się rejestracja naszej sztuki, która później została udostępniona widzom w sieci. 

Na pewno nie brakuje Ci zajęć. (Śmiech.) To już ostatnia prosta prób do spektaklu "Don Juan albo Kamienna Uczta" w Teatrze Ateneum. Co możesz o nim opowiedzieć?

To moje pierwsze zawodowe spotkanie z Mikołajem Grabowskim, którego wcześniej nie znałem od strony pracy. Nie wiedziałem, z czym będę miał do czynienia, pracując z reżyserem takiego kalibru, ale byłem dobrej myśli, ponieważ reżyserował też świetny spektakl "Cesarz" według tekstu Kapuścińskiego. 

Dajemy radę, małymi krokami finalizujemy już prace. Sztuka jest świetna. W pierwszej chwili nie spodziewałem się, że aż tyle rzeczy można wyciągnąć z tego tekstu. Każda z ról, bez względu na to, czy jest mniejsza, czy większa, powoduje, że może to być bardzo ciekawe przedstawienie i konsoliduje to wszystko w jedną całość, która może okazać się bardzo smaczna dla widza. Oczywiście, warunek jest taki, że nastanie wreszcie czas, kiedy będziemy mogli naszą sztukę przedstawić widzom już bez ograniczeń i obowiązujących restrykcji. W ostatnich miesiącach bardzo dużo pracuję, czasami zaczyna mi już brakować doby. (Śmiech.) Najważniejsze dla mnie jest to, aby znajdować czas dla rodzimy, ale daję radę. 

Wcielasz się w rolę Dona Carlosa. Jak w kilku słowach scharakteryzowałbyś swojego bohatera? 

Don Carlos jest rodzonym bratem Elwiry, jednej z kobiet, które uwiódł Don Juan. To człowiek, który wraz ze swoim bratem, granym przez Przemysława Bluszcza, chce bronić honoru swojej siostry, która została zbałamucona przez tytułowego bohatera. Oboje starają się za wszelką cenę jej pomóc. Bracia są swoim absolutnym przeciwieństwem. Don Carlos chce wszystko załatwić w uprzejmy i łagodny sposób, nie szuka konfliktu, jest totalnym pacyfistą, choć postura mówi zupełnie co innego. (Śmiech.) Bardzo lubię Dona Carlosa. Mam nadzieję, że spełnię oczekiwania, jakie mamy razem z Mikołajem Grabowskim wobec tej postaci. 

Jak już będzie można, zapraszam do Teatru Ateneum. 























fot. zdjęcie nadesłane

Lepiej czujesz się na deskach teatralnych, czy przed kamerą? 

To bardzo trudne pytanie. Lubię jedno i drugie. W Teatrze pasjonuje mnie to, że wszystko, co się dzieje, odbywa się tu i teraz. Nie można zrobić stopklatki. 

Podczas kręcenia filmu, czy serialu istnieje możliwość powtórki ujęcia, więc do jednej sceny można podchodzić tak długo, aż efekt będzie zadowalający. Lubię to robić, ale nie lubię siebie oglądać, bo za każdym razem mam poczucie, że mogłem daną scenę zagrać jeszcze lepiej. (Śmiech.) To chyba dobrze, bo aktor, który stwierdza, że zagrał znakomicie, staje się próżny.

Teatr i kamera mnie pociągają, każde na swój sposób. Wiadomo, że filmy, czy seriale dają większą popularność. Widzę to chociażby po emisji dwóch pierwszych odcinków serialu "M jak miłość" z moim udziałem. Zaraz o tym porozmawiamy. 

Ciężko pracuję na moją pozycję w zawodzie. Myślę, że robię to uczciwie. Jestem takim rzemieślnikiem, który nie wstydzi się swojej pracy i staram się ją wykonywać jak najlepiej. 

No właśnie. Nie sposób nie porozmawiać o serialu "M jak miłość". Powodów mamy kilka. (Śmiech.) W 1535 odcinku do serialu dołączyła Twoja córka, Hania. (jako Pola, córka Kamila). Jak trafiła do serialu?






















fot. zdjęcie nadesłane, archiwum prywatne aktora - Bartłomiej Nowosielski z córką Hanią, wcielającą się w "M jak miłość" w rolę Poli

Kiedy wraz z Hanią zostaliśmy zaproszeni do "Pytania na śniadanie", po naszym występie w internecie rozpętała się burza pełna domysłów i spekulacji, a ja złapałem się za głowę. 

Zapewniam wszystkich, że naprawdę, pomimo faktu, że oboje z Eweliną, Hania do serialu trafiła z castingu na który otrzymała zaproszenie od Pani Grażyny Szymańskiej. Tata nie załatwił jej roli. (Śmiech.) Cieszę się, że w trakcie naszej rozmowy pada to pytanie, ponieważ może nareszcie osoby, które snują na ten temat swoje teorie, zechcą dowiedzieć się prawdy. 

Udział Hani w castingu całą rodziną traktowaliśmy jak przygodę. Zaplanowaliśmy jedynie, że potem pójdziemy na lody i tak się stało. Sama Hania później przyznała, że ma wrażenie, że nie do końca dobrze jej poszło. Odłożyliśmy temat na bok. Po tygodniu zadzwonił telefon z produkcji i okazało się, przeszła do kolejnego etapu przesłuchań, po czym wygrała ostatni etap castingu i dostała rolę. 

Nie znam się na social mediach, nie mam zacięcia influencerskiego. Facebook, czy Instagram to dla mnie czarna magia. W prowadzeniu kont i zrozumieniu tych mechanizmów pomaga mi Ewelina. 

Dostajemy wiele pytań, czy Hania będzie miała swój profil na Instagramie lub Facebooku. Czasami pojawia się na zdjęciach, czy relacjach u mnie lub Eweliny, ale swojego konta nie pozwolimy jej założyć. Jest małym, radosnym dzieckiem, które przede wszystkim ma się bawić i czerpać radość z codzienności i na tym się skupiamy. 

Lubi plan zdjęciowy, uwielbia grać z serialowym Kamilem (w tej roli Marcin Bosak, przyp. red.) i Anitą (w tej roli Melania Grzesiewicz, przyp. red.), ale nie jest to czas, na podejmowanie decyzji, jak potoczą się jej losy w przyszłości. Chciałbym, by była to jej świadoma decyzja. 

W jakich jeszcze produkcjach będzie można zobaczyć Hanię?

Hania wygrała casting do głównej roli dziecięcej w pewnym filmie fabularnym. Hania na planie spotkała się z Mikołajem Roznerskim. Ja też w tym filmie zagrałem, ale w innym wątku. 

Starsza córka nie przejawia zainteresowania tym zawodem? Jakie ma pasje?

Zosia jest o cztery lata starsza od Hani. Nigdy nie chciała być aktorką. Mówi, że za bardzo się wstydzi. Jej największą pasją są konie. Uwielbia je. Oprócz tego, że jeździ konno, bardzo lubi też dubbingować. 

Numerem jeden w Polsce, jeśli chodzi o reżyserów dubbingowych, jest Joanna Węgrzynowska. 
Uważam, że jest najbardziej odpowiednią osobą do prowadzenia w dubbingu dzieci i dorosłych. Zosia jakiś czas temu wygrała casting do jednej z nowych bajek. Pojawi się w jednej z czterech głównych ról. 

Taka aktywność ją satysfakcjonuje i w zupełności jej wystarcza. Nie zazdrości Hani tego, że to ona pojawia się na ekranie. Jest bardzo wspierająca. Kiedy Hania pojawia się w serialu, siadamy przed telewizorem, dziewczyny dostają popcorn i urządzamy sobie wspólne oglądanie. Zosia czasem płacze, bo trochę ją boli, że serialowa Pola ma takie perypetie. Wtedy Hania jej tłumaczy, że to tylko serial. To trochę zabawne, ale też wzruszające sytuacje. Dziewczyny bardzo się kochają i wspierają. 

Najpierw Hania pojawiła się w serialu, potem Ewelina, a teraz Ty. Czy zanim Hania trafiła do obsady, zdarzało Ci się oglądać serial? Miałeś swoich ulubionych bohaterów, ulubione wątki?

Przez około siedem lat grałem w "Barwach szczęścia", czyli można tak powiedzieć, że występowałem u siostry bliźniaczki. (Śmiech.)

Moją ulubioną bohaterką serialu "M jak miłość" jest zdecydowanie nestorka rodu Mostowiaków Barbara, czyli fenomenalna Pani Tereska Lipowska. Jest ciepłą osobą, z ogromnym doświadczeniem, dozą empatii. Swoją rolą w tym serialu ujęła mnie bardzo mocno za serce. Uważam, że ten wątek jest mi najbliższy i bardzo się cieszę, że do niego dołączyłem. 

















fot. MTL Maxfilm / Teresa Lipowska i Bartłomiej Nowosielski na planie serialu "M jak miłość"

Tadeusz Kiemlicz w Grabinie po raz pierwszy pojawił się w 1580 odcinku. Jak zostałeś przyjęty na planie?

Zostałem bardzo pozytywnie przyjęty. Z Arkiem Smoleńskim, czy Igą Krefft znałem się już wcześniej, ale także z wieloma innymi osobami nie tylko z mojego wątku, a z całego serialu. 





















fot. MTL Maxfilm / Teresa Lipowska, Bartłomiej Nowosielski, Arek Smoleński i Iga Krefft na planie serialu "M jak miłość"

Losy Tadzia przeplatać będą się przede wszystkim z perypetiami wymienianej już Barbary, (Teresa Lipowska; przyp. red.) Uli (Iga Krefft; przyp. red.) oraz Bartka. (Arek Smoleński; przyp. red.) Jak Wam się współpracuje? Jak się dogadujecie?

Świetnie. Mamy totalne flow. (Śmiech.) Bardzo dobrze się bawimy, sprawia nam to ogromną radość. Panuje między nami dużo pozytywnych emocji, które będziecie mogli Państwo zauważyć na przestrzeni nowych odcinków serialu. I oby te pozytywne emocje już z nami zostały. (Śmiech.) 

Tadeusz dużo przeszedł, ale mimo wszystko stara się być optymistą, jest uczynny, pomocny, pracowity. Na czym skupiasz się podczas budowania tej postaci? Przekazanie jakich emocji widzom jest dla Ciebie najważniejsze?

Chciałbym pokazać przede wszystkim empatię i zrozumienie, ponieważ Tadzio jest bardzo wrażliwym człowiekiem. Pomimo tego, że w życiu dużo przeszedł, jest niepoprawnym optymistą, cały czas stara się iść do przodu. Ma dobre intencje. Łączy nas optymizm. 


















fot. MTL MaxFilm / Teresa Lipowska, Iga Krefft, Arek Smoleński i Bartłomiej Nowosielski na planie serialu "M jak miłość"

W 1581 odcinku serialu Tadeusz nie będzie już taki łagodny i...pomoże Bartkowi (w tej roli Arek Smoleński, przyp. red.), kiedy to pojedzie z nim do Warszawy, aby wymierzyć sprawiedliwość Raczkowskiemu. (w tej roli Krzysztof Szczepaniak, przyp. red.) 

(Śmiech.) Tak, przyznaję, mieliśmy małe zwarcie. W tej konfiguracji wyglądaliśmy jak Asterix i Obelix. Dużych szans by ze mną nie miał. (Śmiech.) Jednak przyznam, że Krzysiek Szczepaniak dostał ode mnie kuksańca. (Śmiech.) 

["M jak miłość" - "Nie brudź sobie rąk" / scena przedpremierowa z odc. 1581]
(wyk. Arek Smoleński, Krzysztof Szczepaniak, Bartłomiej Nowosielski) 
dostępność: YouTube TVP VOD




Ciebie i Twojego bohatera łączy również zamiłowanie do tańca, choć nie jest on pierwszą postacią która tę pasję po Tobie "dziedziczy". (Śmiech.) Andrzej z "Barw szczęścia" także tańczył...Co jeszcze łączy Cię z Tadeuszem?

Lubię jeść, to moja słabość. Moja żona mówi, żebym schudł, bo będę zdrowszy. Wiem o tym, ale czasem to silniejsze ode mnie. (Śmiech.) Jeśli chodzi o taniec, o tym, że umiem tańczyć, pierwszy raz kilka lat temu publicznie opowiedział Stefano Terrazino. Pamiętam, że stwierdził wtedy, że poruszam się jak motyl, a w swojej komórce też ma mnie zapisanego pod nazwą "Motylek". (Śmiech.) Producenci pewnie gdzieś o tym usłyszeli i postanowili wykorzystać tę moją umiejętność w serialu. 

Tadeusz jest nową postacią, która dopiero wchodzi w ten serial. Ja cały czas go odkrywam, z każdym dniem zdjęciowym dowiaduję się nowych rzeczy na jego temat. Podsumowując - obaj lubimy jeść, tańczyć, ma moje ciało, moje poczucie humoru, posiada dużą dozę empatii i zrozumienia. 

Opowiedz o najbliższych losach swojego bohatera. 

Jego losy będą się krzyżować z wieloma kobietami, czego zajawkę widzieliśmy już w pierwszym i drugim odcinku z moim udziałem. (Śmiech.) Tadzio nie jest bawidamkiem, ale jego zachowanie ma swoje podłoże, które widzowie będą stopniowo odkrywać z biegiem odcinków. 

Mogę jedynie zdradzić, że w przeszłości był mocno poturbowany, więc boi się angażować emocjonalnie. 

Bardzo mocno zacieśni się współpraca pomiędzy moim bohaterem, Ulą (w tej roli Iga Krefft, przyp. red.) i Bartkiem. (w tej Arek Smoleński, przyp. red.) Dla Bartka Tadeusz będzie czymś w rodzaju mentora, starszego brata. Uważam, że to może się z biegiem czasu przerodzić w większą przyjaźń. 



fot. oficjalny profil Jakuba Kucnera na Instagramie / styczeń 2021, zdjęcia plenerowe/ Bartłomiej Nowosielski, Arek Smoleński, Tomasz Oświeciński i Jakub Kucner

Porozmawiajmy jeszcze o social mediach. Czym najchętniej dzielisz się z followersami na Instagramie?
Nie znam się na tym, nie umiem się w to bawić. Nie rozumiem fenomenu, który panuje i głosi, że wszystkim trzeba się dzielić. Po co ktoś miałby wiedzieć, że poszedłem na spacer, a po drodze wstąpiłem do sklepu mięsnego, by mieć z czego zrobić obiad? (Śmiech.) 

Dzielę się tym, co uważam, że jest warte uwagi. Pokazuję zdjęcia z planu, Teatru lub z czasu spędzonego z Eweliną i dziewczynkami, ale bardzo cenię swoją prywatność i swobodę. 

Jeśli ktoś chciałby udzielić mi kilku rad i lekcji, jak umiejętnie prowadzić swoje social media, serdecznie zapraszam, jestem bardzo pojętnym uczniem. 

Tuż po emisji pierwszego odcinka serialu "M jak miłość" z moim udziałem zauważyłem, że jestem jakoś bardziej rozpoznawany. Poszedłem do jednego z dyskontów spożywczych i słyszałem szepty, kojarzone z tym, że poprzedniego wieczoru pojawiłem się w Grabinie i zagrałem Tadeusza. (Śmiech.) 

Najczęściej followersi pytają Cię o Hanię i jej rolę w Emce, prawda? (Śmiech.) 

Tak. Kiedy 30 marca wyemitowano 1312 odcinek Kulis serialu "M jak miłość" i przedstawiono w nich mojego bohatera, wiele osób zaczęło kojarzyć, że jestem tatą serialowej Poli i że wcześniej grałem w "Barwach szczęścia". Podobnie było z Eweliną, kiedy po raz pierwszy w serialu pojawiła się w roli jej mamy. 

Na koniec naszej rozmowy opowiedz jeszcze o najbliższych planach zawodowych.

Wkrótce pojawi się nowy termin premiery spektaklu "Don Juan albo Kamienna Uczta". Pojawia się wiele propozycji epizodycznych ról w różnych produkcjach i rozwija się coraz bardziej mój wątek w "M jak miłość", więc to na tym serialu w chwili obecnej najbardziej skupiam moją uwagę. Pokornie czekam na to, co przyniesie los. Wszystko ma swój czas, niczego na siłę nie przyspieszam. Jestem zadowolony z tego, co mam. Mam fajne życie, wspaniałą rodzinę. 

czwartek, 25 marca 2021

Aneta Stupak Make Up Art: "Uzyskanie wiarygodnego efektu w charakteryzacji wymaga treningów i nieustannej nauki"

 Aneta Stupak Make Up Art: "Uzyskanie wiarygodnego efektu w charakteryzacji wymaga praktyki i nieustannej nauki"















fot. zdjęcie nadesłane

Z Anetą Stupak rozmawiam o tajnikach charakteryzacji. Poruszamy temat pracy na planie serialu "Stulecie Winnych" .  Odkrywamy kulisy procesu uzyskania jesieni życia dla bohaterki w którą wciela się aktorka młodego pokolenia, Barbara Wypych. 

Wpadamy też na plan serialu "Na Sygnale", gdzie omawiamy proces powstawania blizn, ran i efektu stłuczonych żeber. 

Tworzy Pani makijaże i fryzury, ale pracuje także na licznych planach filmowych, gdzie zajmuje się charakteryzowaniem aktorów. Zacznijmy od...początku. Które z zamiłowań pojawiło się w Pani życiu w pierwszej kolejności - do tworzenia makijaży, fryzur, czy charakteryzacji?

Z makijażem mamy do czynienia na co dzień, ponieważ malują się nasze mamy, babcie, ciocie... Oswajamy się z tym od najmłodszych lat. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem chciałam naśladować mamę, korzystałam z jej kosmetyków. To samo dzisiaj robi moja córka. Jeśli chodzi o charakteryzację, zdecydowanie później odkryłam tę sztukę i tak naprawdę to mnie zafascynowało. 

Czy już od najmłodszych lat przejawiała Pani zainteresowanie tymi dziedzinami? 

Tak. Pamiętam, że moimi dwiema ulubionymi zabawami z dziecięcych lat były zabawa w szkołę (zawsze byłam nauczycielką) i robienie makijaży koleżankom. 

Kiedy sobie Pani uświadomiła, że to właśnie temu chce poświęcić swoje życie zawodowe?

W połowie studiów dziennikarskich, więc dosyć późno. Zdawałam do szkoły charakteryzatorskiej dopiero po obronie dyplomu magistra, miałam wtedy 25 lat i byłam najstarsza w swojej grupie. Wybrałam Wyższą Szkołę Artystyczną w Warszawie. 


















fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak podczas charakteryzowania Urszuli Grabowskiej na planie serialu "Stulecie Winnych"





















fot. zdjęcie nadesłane / na planie serialu "Stulecie Winnych"





















fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak Make Up Art na planie serialu "Stulecie Winnych". 

Pamięta Pani swoje pierwsze poważne wyzwanie charakteryzatorskie? Na jakim planie filmowym miało miejsce?

Bardzo szybko zaczęłam wychodzić na praktyki i "łapać" pierwsze zlecenia.  Była taka zasada, że najlepsi mają szansę na praktyki. Dostałam propozycję zrobienia charakteryzacji do filmu 30-minutowego "Obcy VI" Borysa Lankosza. Musiałam utkać pejsy dla bohatera. Sam zarost nie stanowił trudności, ale wyzwaniem było zrobić je tak, żeby można było zdjąć je w kilka sekund i znowu założyć. Scena, która jest najważniejsza dla mnie jest jednoujęciowa i trwa ok. 40s. W scenie widzimy młodego ortodoksyjnego Żyda w garniturze i kapeluszu i właśnie ze wspominanymi pejsami. Kamera odjeżdża i pokazuje to, co dzieje się za oknem, wraca i widzimy młodego chłopaka w bluzie dresowej z krótkimi włosami i słuchawkami na uszach. To właśnie na tę metamorfozę miałyśmy z kostiumografką kilka sekund. Udało się. 

W ostatnich miesiącach pracowała Pani m.in na planie serialu "Stulecie Winnych", gdzie jednym z największych wyzwań sezonu, który obecnie jest w emisji była praca nad charakteryzacją aktorki młodego pokolenia, Barbary Wypych, czyli serialowej Andzi. Pani zadaniem było ukazanie jesieni życia tej bohaterki. Proszę opowiedzieć coś więcej o tym wyzwaniu. Już efekty pokazywane w internecie robią ogro
mne wrażenie. 


















fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak i Barbara Wypych na planie serialu "Stulecie Winnych"

Bardzo długo by opowiadać o tym, jak przebiegało przygotowanie tej postaci. Wyzwanie trudne, ponieważ mamy do czynienia z piękną, młodą dziewczyną. Bardzo cienka jest granica między tym, co się obroni w kamerze, a efektem teatralnym, którego zdecydowanie unikamy. Z racji tego, że pokazujemy bohaterkę na przestrzeni 20 lat, podzieliłyśmy etapy postarzania na trzy części. By zaznaczyć upływ czasu, Basia zagrała w dwóch perukach. Druga peruka ma siwe włosy i jest przerzedzona. Tutaj zdecydowanie należą się brawa dla Moniki Jan  - Łechatańskiej, ktora jest głównym charakteryzatorem. Monika ma przemyślaną każdą postać, każdy etap postarzania. Jest dla mnie mistrzem, z którego doświadczenia korzystam, a przy tym wspaniałym człowiekiem. Zresztą cały nasz team z Michaliną Osińską i Martą Wójcik miał bardzo dużo pracy, każda z nas miała swoje postaci do przygotowania. Muszę przyznać, że w takim zespole pracuje się doskonale i mam szczęście do ludzi, z którymi pracuję. Efekty  widać na ekranie:). 

Wiek jest też kwestią umowną. Jeśli zrobimy eksperyment, postawimy obok siebie dziesięć osób w tym samym wieku i zaczniemy zgadywać kto ile ma lat, to okaże się, że każdy wskaże inna liczbę. Jedni starzeją się wolniej, drudzy szybciej. Pamiętajmy, że w filmie musi się zgadzać wiele elementów, żeby osiągnąć zadowalający efekt. Światło, kostium, charakteryzacja, ale co najważniejsze gra aktorska. Andzia ze "Stulecia Winnych" to świetnie zbudowana postać przez Basię Wypych. W czasie charakteryzacji obserwowałam, jak z każdą minutą Basia staje się Andzią. W sposobie mówienia, patrzenia, poruszania się, nawet drżenia rąk. Aktorsko na pewno Basia stanęła na wysokości zadania. 






















fot. zdjęcie nadesłane / za kulisami charakteryzacji Barbary Wypych, czyli serialowej Andzi na planie serialu "Stulecie Winnych"

Do uzyskania efektu postarzenia potrzebny był m.in odlew twarzy Basi. W mediach społecznościowych sama Pani przyznaje, że wszystko okupione było godzinami ciężkiej pracy i gamą przeróżnych emocji, które wszystkim Wam podczas realizacji tego wyzwania towarzyszyły. Jak współpracuje się Pani z Basią?

Basia jest profesjonalistką i absolutnie współpraca układała się nam bardzo dobrze. Zresztą jak z każdą aktorką i aktorem w "Stuleciu Winnych". Każdy ma swój próg wytrzymałości na to, co my musimy wykonać. Pamiętajmy, że nie tylko Basia jest postarzana. Duże ilości materiałów do efektów postarzania zdecydowanie nie są najprzyjemniejszą częścią charakteryzacji, ponieważ skóra musi poddać się działaniu tych preparatów, co nie zawsze jest przyjemne. Dotyczy to też czesania i noszenia peruk, tupetów, zarostów. Pracujemy po 12h dziennie, to nie jest dla aktora komfortowe. Dlatego ja się cieszę, że jestem po tej stronie.


















fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak Make Up Art przy pracy 


















fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak Make Up Art przy pracy 




 
 












fot. zdjęcie nadesłane / Aneta Stupak Make Up Art przy pracy 


Co okazało się dla Pani w tym zadaniu najtrudniejsze, a co sprawiło najwięcej frajdy?

Najtrudniejsze było wykonanie rzeźby postarzonej szyi, a później przyklejenie efektu tak, żeby nie było widać, że to wklejka. W tym projekcie miałam swobodę w przygotowaniu prostetyków, co bardzo mnie cieszy, bo zdecydowanie było to dla mnie rozwijające zadanie. Oczywiście jest tak, że im trudniej, tym większa frajda, jeśli udaje się osiągnąć zamierzony cel. Cieszę się, jak mi wychodzi, a jestem wobec siebie bardzo wymagająca. 

Czy praca nad omawianym przez nas efektem postarzenia była dla Pani jednym z największych dotychczas realizowanych wyzwań zawodowych? Już po samych publikowanych przez Panią zdjęciach, mam wrażenie, że tak. 

Z pewnością. 

Chociaż muszę przyznać, że sama sobie wyznaczyłam zadanie, które spędzało mi sen z powiek. Mowa o silikonowym fantomie noworodka. Zmierzyłam się z tym wyzwaniem, jak został wprowadzony pierwszy lockdown. Ponieważ była to trudna sytuacja dla wielu z nas, stwierdziłam, że muszę zrobić coś, na co nie miałam czasu przed pandemią. Przez miesiąc, dzień w dzień, po osiem godzin rzeźbiłam lalkę.  Zrobiłam formę i w końcu odlew. Byłam załamana, że mi nie wyszło tak, jak chciałam. Po tygodniu wróciłam do pracy nad lalką i zaczęłam naprawiać to, co poszło nie tak. Jak na razie "Frania" pojawia się jako noworodek w różnych produkcjach. 























fot. zdjęcie nadesłane / "Frania" silikonowy fantom noworodka, w pierwszej fali pandemii wykonany przez Anetę Stupak Make Up Art. Pojawia się jako noworodek w różnych produkcjach. 

Właśnie. Pracuje Pani nie tylko na planie serialu "Stulecie Winnych", ale także na planie serialu "Na Sygnale". Czym różni się praca przy produkcjach historycznych od pracy przy serialach medycznych?

W serialach historycznych każda postać musi być dopasowana do granych czasów. To oznacza, że makijaż, fryzura, strzyżenie, czy zarosty muszą być zgodne z epoką. Każdy aktor, epizodysta, statysta musi być przez nas ucharakteryzowany. Wymaga to więcej czasu. We współczesnym serialu nie trzeba aż tak dbać o szczegóły. Fryzury są w zasadzie takie, jakie nosimy na co dzień, makijaże współczesne, co ułatwia nam z jednej strony zadanie. Z drugiej strony jest większy nacisk, żeby wszyscy wyglądali ładnie. Jeśli mówimy o serialu medycznym, to dodatkowym zadaniem dla nas jest wykonanie efektów charakteryzatorskich. 

Na planie serialu "Na Sygnale" najczęściej mierzy się Pani z tworzeniem wszelkiego rodzaju ran, oparzeń, czy blizn. Jak wygląda taki proces? Proszę go w kilku słowach scharakteryzować.

W zasadzie w każdym odcinku jest przypadek medyczny, który musimy przygotować. Dzieje się to albo bezpośrednio przed sceną i efekt powstaje chwilę przed albo wcześniej przygotowujemy wklejki, które przyklejamy malowujemy w dniu realizacji sceny. 























fot. zdjęcie nadesłane / charakteryzacja na planie serialu "Na Sygnale" 















fot. zdjęcie nadesłane / charakteryzacja na planie serialu "Na Sygnale" 























fot. zdjęcie nadesłane / na planie serialu "Na Sygnale"



















fot. zdjęcie nadesłane / charakteryzacja na planie serialu "Na Sygnale"

Czy uzyskanie wiarygodnego efektu wymaga intensywnych treningów? Czy tak, jak aktorzy konsultują swoje medyczne sceny, tak Pani również odbywa konsultacje ze specjalistami?

Zdecydowanie wymaga treningów i nieustannej nauki. Za każdym razem kiedy mam przygotować nową ranę, której nie robiłam wcześniej, konsultuję z ratownikami medycznymi. Przeglądam zdjęcia prawdziwych przypadków, i tutaj nie jedna osoba byłaby w szoku, gdyby zerknęła w moją galerię. 





















fot. zdjęcie nadesłane / efekt stłuczonych żeber / plan serialu "Na Sygnale", (odcinek 307). Na zdjęciu Darek Wieteska. 
























fot. zdjęcie nadesłane - efekt urwanych palców na planie serialu "Na Sygnale" 






























fot. zdjęcie nadesłane / na planie 500. dnia zdjęciowego serialu "Na Sygnale".

Konfrontowała się Pani z wieloma wyzwaniami, m.in. z uzyskaniem efektu urwanych palców, ran ciętych, kłutych, stłuczonych żeber. Które z tych wyzwań okazało się najtrudniejsze? 

Pamiętam, jak na spotkaniu produkcyjnym rozmawialiśmy o urwanej ręce w ramieniu. Na planie okazało się, że musi być kikut i urwana ręka w innnym miejscu niż było to wcześniej ustalone. W dwie godziny udało nam się wykonać taki efekt. Wyszło całkiem nieźle. To chyba było najtrudniejsze, bo trzeba było z niczego zrobić urwaną rękę. 

Skąd czerpie Pani inspiracje do tworzenia ran? 

Tak, jak wspominałam już wcześniej, przeglądam zdjęcia prawdziwych ran, ale też inspiruję sie pracami koleżanek i kolegów z branży. 

Aktorzy, którzy grają w serialach medycznych, bardzo często w czasie wolnym oglądają produkcje z tego gatunku, by uwiarygodnić swoją grę aktorską. Jak to wygląda z Pani charakteryzatorskiej perspektywy? Zdarza się Pani oglądać produkcje historyczne lub medyczne?

Oczywiście, to część mojej pracy. 

W jednej z ostatnio przeprowadzonych przeze mnie rozmów doszłam do wniosku, że osoby, które pracują przy jakichkolwiek produkcjach, nie wychodzą z pracy nawet wtedy, kiedy oglądają filmy. (Śmiech.) Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem? Poszukuje Pani inspiracji w filmach, które ogląda?

(Śmiech.) Coś w tym jest. Zazwyczaj patrzę na pracę, jaka została wykonana w danym filmie. Zdarza się jednak, że pewnych rzeczy nie dostrzegam, jeśli mocno wciągnie mnie fabuła. 

Jakim jest Pani widzem? Czego oprócz inspiracji Pani w nich poszukuje?

Tego, czego wszyscy - rozrywki. 

Kiedy mam potrzebę oderwania się od rzeczywistości, ulubiony film włączam po raz dwudziesty. 

Jaki film zachwycił Panią ostatnio? 

Może nie ostatnio, ale bardzo podobał mi się film "Pewnego razu w… Ameryce" Tarantino. 

Zachwycona byłam, jak pięknie pokazano lata 60te i 70te. Wspaniałe kadry, światło. Każdy rekwizyt, kostium, scenografia, charakteryzacja oczywiście też, wszystko w punkt. No i doskonała gra aktorska. Z przyjemnością chłonęłam ten film. 

Ponad rok temu świat zatrzymał się z dnia na dzień. Wszystko związane jest oczywiście z obecną sytuacją pandemiczną. Czego nauczył Panią ten czas?

Pandemia nie odpuszcza. Są lepsze i gorsze momenty. Mam to szczęście, że większość czasu pracowałam. Początek był trudny, ale tak jak mówiłam wcześniej, przekułam to na wykonanie pracy, którą odkładałam, bo nie miałam na nią czasu. 

Jaki wpływ obecna sytuacja ma na Pani pracę? Czy pod wpływem obowiązujących restrykcji i obostrzeń coś się w niej zmieniło?

W pracy charakteryzatorów niewiele, bo dla nas dezynfekcja rąk, kosmetyków, sprzętów, czy noszenie rękawiczek jednorazowych to norma. To standard obowiązujący od zawsze. Na pewno męczące jest noszenie maseczek, ale jak widać, jesteśmy w stanie przyzwyczaić się do obecnych warunków. 

Uważa Pani, że to, co dzieje się obecnie w  Polsce i na świecie, może spowodować, że ludzie spojrzą na wszystko, co ich otacza z większym dystansem?

Ja na pewno zaczęłam zwracać większą uwagę na zdrowie i kondycję. Dbam bardziej o siebie i swoich bliskich. Nie wiem jak wpłynie to na całe społeczeństwo i nie czuję się kompetentna, żeby to ocenić. 

Czas pandemii dla wielu z nas jest idealnym czasem na odkrywanie w sobie nowych pasji. Czy Pani spróbowała czegoś nowego lub czegoś dowiedziała się o sobie?

Odkryłam, że potrafię się zdyscyplinować i pracować tak samo ciężko wtedy, gdy mam wolny czas i mogłabym nic nie robić. Mam taką małą swoją pasję… lubię robić i ozdabiać torty dla moich bliskich. Bardzo mnie to relaksuje. 

Na koniec zapytam, z jakim wyzwaniem charakteryzatorskim chciałaby się Pani zmierzyć, z kim chciałaby Pani pracować?

Bardzo trudne pytanie. Myślę, że każdy nowy projekt niesie ze sobą wyzwania. Może fajnie byłoby zrobić jakiś horror? Albo jakąś bajkę?

Z kim chciałabym pracować? 

Nie ma osób, z którymi nie chciałabym pracować:). Dodam tylko, że to ekipa, ludzie na planie tworzą atmosferę i warunki do współpracy. Jak na razie trafiam na najlepszych. Pozdrawiam wszystkich z  "Na sygnale" i "Stulecia Winnych". Do zobaczenia na planie. 

sobota, 20 marca 2021

Krzysztof Łączak: " W pandemii szczególnie istotne dla widzów mogą być produkcje lżejsze w formie i odbiorze"

 Krzysztof Łączak: " W pandemii szczególnie istotne dla widzów mogą być produkcje lżejsze w formie i odbiorze"















fot. zdjęcie nadesłane

Moim gościem jest reżyser castingu, Krzysztof Łączak. Dlaczego nie został aktorem? Według jakiego klucza wybiera aktorów, którzy pojawiają się w obsadzie produkcji, przy których pracuje? Na jakie pytanie zawsze musi znać odpowiedź?

Poruszamy temat serialu "Komisarz Mama" i doboru obsady. Odpowiadamy na pytanie, dlaczego warto go oglądać. Zdradzamy też, co jest najfajniejsze w pracy na planie z dziećmi i młodzieżą oraz jak wygląda praca z noworodkiem.  

"Komisarz Mama" od 3 marca w każdą środę o godz. 21:05 w Polsacie. Wszystkie odcinki dostępne są na platformie Ipla w pakiecie Ipla Premium.  

Pana pierwszym zawodowym wyzwaniem w reżyserii castingu była reżyseria obsady do filmu Veroniki Andersson - "Wyzwolenie". Zacznijmy jednak od...początku. Skąd wziął się u Pana taki pomysł na życie?

Pomysł jakoś sam się zrodził. Zawsze interesowałem się filmem. Chciałem zostać Aktorem, grywałem nawet małe epizody. Z czasem stwierdziłem, że to jednak nie dla mnie. Nie „kręciło” mnie to. Zagrałem kiedyś w etiudzie studenckiej. Reżyser powiedział, że jak będzie coś dla mnie miał to zadzwoni. Po roku zadzwonił, zapytał czy znam dużą agencję aktorską, która pomoże przy castingu do krótkiego metrażu. Zapytałem: "Po co agencja? Ja mogę to zrobić". I zrobiłem :)

Można stwierdzić, że już od najmłodszych lat interesował się Pan filmem, jego kulisami i całym zapleczem z nim związanym?

Zawsze interesowało mnie „jak to wszystko powstaje”, „z czym to się je”.

Może w Pana życiu pojawił się kiedyś film, który zdecydował o wybraniu przez Pana tej zawodowej drogi?

Tak, film Veroniki Andersson „Wyzwolenie” (Śmiech.)

Jakie gatunki wybiera Pan z perspektywy widza? W pracy z jednej strony kieruje się Pan tym, że kluczem doboru obsady jest owocna współpraca z aktorami, z drugiej zaś, ciągłe poszukiwanie i odkrywanie nowych talentów. Czy jako widz kieruje się Pan podobnymi wytycznymi?

Jako widz, lubię komedię. Oglądam dużo filmów i seriali. W obsadzie lubię „miksować”. Do znanych Aktorów dobierać nieznanych. Wtedy powstaje fajny efekt.

Mówi się, że kiedy reżyser castingu ogląda film, to i tak nie wychodzi z pracy. (Śmiech.) Zgodzi się Pan z tym stwierdzeniem?

Oczywiście, gdy oglądam zawsze obserwuje aktorów. Lubię powracać do starszych seriali. Zapisuję sobie nawet nazwiska, aktorów, którzy szczególnie zwrócą moją uwagę a nie pokazywali się na ekranie np. przez 10 lat.

Wróćmy do tematu wymienianego już wcześniej filmu "Wyzwolenie". Jak wspomina Pan pracę przy tej produkcji?

To był można powiedzieć taki „mój chrzest”. Temat filmu bardzo trudny. Młoda niesłysząca dziewczyna zostaje zgwałcona, zachodzi w ciążę. Matka dziewczyny chce aby dokonano aborcji, niestety nikt nie chce się tego podjąć. Szukają wszędzie pomocy. Dziewczyna jednak sama decyduje się na rozwiązanie problemu…

 Była to bardzo fajna praca. Wizja i opowieść reżyserki zahipnotyzowała mnie. Veronika ma super podejście do aktorów, znakomicie ich prowadzi. Dawała namawiać się na moje propozycje, zaufała mi i to liczy się najbardziej.

 Z biegiem czasu podejmował się Pan jednak coraz to bardziej złożonych projektów, udowadniając, że nie ma dla Pana rzeczy niemożliwych. Jedną z najbardziej przydatnych cech charakteru w tym zawodzie jest na pewno determinacja, prawda? 

Determinacja też. Dołożyć do tego trzeba intuicję i wiarę, że to kogo proponuję jest dobre. Zawsze muszę mieć odpowiedź na pytanie: Dlaczego właśnie ten Aktor?  Nie musi być to odpowiedź dla reżysera. Tylko dla mnie. 

Oprócz determinacji od ponad roku jedną z najbardziej przydatnych cech jest cierpliwość. Wszystko spowodowane jest oczywiście obecną sytuacją pandemiczną. Dla Pana jednak to bardzo pracowity czas. 3 marca 2021 roku na antenie telewizji Polsat zadebiutował serial "Komisarz Mama". Proszę opowiedzieć coś więcej.

Cierpliwość chyba każdy z nas powinien mieć zawsze. Pracę nad serialem „Maria Matejko” - bo taką nazwę pierwotnie miał serial - zacząłem w styczniu 2020. Gdy dostałem scenariusze, przeczytałem wszystkie jednego wieczoru. Dowiedziałem się, że w telewizji emitowany jest pierwowzór „Candice Renoir”. Zobaczyłem wszystkie sezony. Byłem bardzo ciekawy, jak potoczą się losy głównej bohaterki, czy zespół zaakceptuje nową szefową. Projekt od razu mnie „wciągnął”. Robiliśmy szerokie castingi. Składaliśmy z reżyserem wszystko w całość. Byliśmy prawie na końcu zamykania głównej obsady, gdy 16 marca 2020 roku trzeba było wszystko przerwać, bo wchodzi lockdown. Bałem się, jak to będzie wyglądało. Zdjęcia miały startować na początku kwietnia, a nie było zamkniętej głównej obsady, dodatkowo stresowałem się czy zdążę obsadzić role odcinkowe. Sytuacja pandemiczna nie poprawiała się, dlatego też producent przesunął start zdjęć na czerwiec. Było więcej czasu aby to wszystko domknąć. Udało się.





















fot. polsat.pl, materiały prasowe 

To serial kryminalny, ale z dużą dawką pozytywnej energii i dobrego humoru. Przekazywanie jakich emocji widzom w czasie pandemii okazuje się kluczowe? 

Pandemia nie jest łatwym czasem dla wielu z nas, ponieważ zmagamy się nie tylko z problemem wirusa, zakażeń, zgonów ale też z kryzysem gospodarczym. Wiele osób traci zródło utrzymania. Jednocześnie wielu z nas więcej czasu spędza w domu, m.in. oglądając telewizję- bo mamy ograniczone kontakty społeczne. Rolą telewizji w tym trudnym czasie powinno być to, żeby oprócz przekazywania wartościowego contentu, dać ludziom trochę takich pozytywnych emocji, pozwalających im oderwać się od trudu codziennego życia związanego z pandemią. Teraz w pandemii szczególnie istotne dla widzów mogą być produkcje lżejsze w formie i odbiorze, o komediowym charakterze aby oderwać się od problemów i troszkę odpocząć.

W roli tytułowej pojawia się Paulina Chruściel, a obok niej na ekranie zobaczyć też można m.in. Wojciecha Zielińskiego, Arkadiusza Smoleńskiego, czy Annę Matysiak. Jakimi kryteriami kierował się Pan podczas doboru obsady?















fot. polsat.pl / fot. Krzysztof Opaliński / materiały prasowe  (na zdjęciu - Joanna Niemirska, Arkadiusz Smoleński, Anna Dereszowska, Jakub Wesołowski, Wojciech Zieliński, Anna Matysiak, Krystian Wieczorek oraz Paulina Chruściel) 

Kierowałem się tym jak Ci aktorzy ze sobą grają, czy pasują do siebie. Jak na siebie reagują. Czy potrafią odnaleźć się w postaci. Czy mają to, czego potrzebujemy. Czy spełniają oczekiwania reżysera. Dodatkowo jak się z nimi pracuje na planie, oraz czy są przygotowani na zdjęcia próbne.

Tak, jak już wspominaliśmy wcześniej, nie stawia Pan tylko na znane nazwiska, ale też na młodzież. W rolach czwórki pociech Marii możemy zobaczyć Maksymiliana Balcerowskiego, Julię Karpińską oraz bliźniaki, Leona i Kacpra Kustrę. Jak sam Pan przyznaje, uwielbia Pan pracę z dziećmi. Na co zwraca Pan uwagę?

Lubię pracę z dziećmi, sporo mogę się od nich nauczyć. (Śmiech.) Zwracam uwagę na to, czy dziecko chce współpracować. Jak odpowiada na moje pytania. Czy ma coś ciekawego do opowiedzenia. Jak mogę sobie z nim porozmawiać, co go interesuje, co go denerwuje. Zwracam uwagę na to, czy słucha. Jak słucha, to już mamy sukces (Śmiech.), bo będzie słuchał również reżysera na planie.

To prawda, że dzieciaki są na planie czasami bardziej zdyscyplinowane od dorosłych?

Czasami tak. Dla dzieci to frajda być na planie. Bardzo się angażują w to, co robią. Traktują to jako super przygodę. Wtedy jest łatwiej nad nimi zapanować. 
A czasami tak (jak to dzieci), często się rozpraszają, mają problem z tym, że muszą wykonywać kilka, kilkanaście razy tę samą czynność. Wszystko jest do wypracowania, potrzeba więcej czasu.

Bliźniaki wcale nie są najmłodsze na planie. Pojawiła się także kilkumiesięczna dziewczynka, która wciela się w rolę córki starszego aspiranta, Jana Rybczyńskiego, (w tej roli Arkadiusz Smoleński, przyp. red.) Jak wygląda praca z noworodkiem? 

Praca z noworodkiem na planie nie należy do najłatwiejszych. Akurat serialowa córka Jana była bardzo spokojna. Zdarza się też tak, że dziecko cały czas na planie płacze. Wtedy są opóźnienia, bo trzeba je uspokoić.

Wiadomo już, że zdjęcia do drugiej transzy rozpoczną się w drugiej połowie kwietnia tego roku. Czy można zdradzić coś więcej na ten temat? 

Właśnie pracuję nad obsadą drugiej transzy. Niestety nie mogę udzielić więcej informacji.

Od pierwszych momentów serial spotyka się z pozytywną opinią ze strony widzów. Co Pana zdaniem jest jego największym sukcesem?

Główna bohaterka, która jest prawdziwa i przyciągająca. Chce się ją oglądać. 
Fajnie, że w serialu mamy wątek obyczajowy i kryminalny. Połączenie w całość daje efekt lekkości. Wciągająca fabuła, sprawy kryminalne. I obsada (Śmiech).

Cały czas oscylujemy wokół czasu pandemii, wiele  osób odkryło wtedy w sobie nowe pasje. Jak było w Pana przypadku? Czego dowiedział się Pan o sobie?

W tym czasie wróciłem do takich czynności, na które zawsze brakło mi czasu np. po 12 letniej przerwie wróciłem do grania na keyboardzie.

Uważa Pan, że to, co dzieje się obecnie w Polsce i na świecie, może spowodować, że ludzie spojrzą na wszystko, co ich otacza z większym dystansem?

Myślę, że już patrzą na wiele spraw inaczej, bo czas pandemii pokazał, że nic nie jest dane nam na zawsze. 

Proszę na koniec sprecyzować swoje plany zawodowe. 

Jak wspomniałem wcześniej pracuję nad drugim sezonem serialu „Komisarz Mama”. Jednocześnie kończę obsadę do serialu komediowego, a za chwile zaczynam castingi do filmu historycznego, którego akcja toczy się w okresie II wojny światowej. 

piątek, 26 lutego 2021

Cykl #mariolapoleca (1): "Komisarz Mama" wkracza do akcji! [RECENZJA SERIALU]

 Cykl  #mariolapoleca (1): "Komisarz Mama" wkracza do akcji! [RECENZJA SERIALU]

W tym przedziwnym czasie warto znaleźć coś, co poprawi nasze samopoczucie, będzie gwarancją pojawienia się uśmiechu na twarzy. Jedni znajdują takie czynniki w książkach, drudzy w filmach, a jeszcze inni w serialach, czy w muzyce. 

Propozycjami, które (w moim odczuciu) takie czynniki posiadają, chciałabym się dzielić z Wami w moim najnowszym cyklu #mariolapoleca. 

Serdecznie Was zapraszam. Dziś zachęcam do lektury recenzji serialu "Komisarz Mama". Serial od 3 marca 2021 roku znajdzie się wśród wiosennych nowości Polsatu. Obecnie dostępny jest na platformie Ipla w pakiecie premium. 

***

"Komisarz Mama" wkracza do akcji! [RECENZJA SERIALU]

PREMIERA TELEWIZYJNA: 3 marca 2021, środa, godz. 21:05

PREMIERA W IPLA: 17 lutego 2021

STACJA: Pierwszy odcinek serialu wyemitowany zostanie 3 marca o godz. 21:05 w Polsacie. Wszystkie odcinki dostępne są odpłatnie na Ipli. 

OBSADA: Paulina Chruściel, Wojciech Zieliński, Arkadiusz Smoleński, Anna Matysiak, Joanna Niemirska, Anna Dereszowska, Krystian Wieczorek, Jakub Wesołowski, Anna Mucha, Natalia Sierzputowska, Maks Balcerowski, Julia Karpińska i inni.










fot. polsat.pl / fot. Krzysztof Opaliński, materiały prasowe

Wiosna 2021 jak co roku obfituje w pojawienie się wielu nowych propozycji w ramówce wszystkich kanałów telewizyjnych. Jedną z wielu premierowych propozycji oferowanych przez Polsat jest zapowiadany od wielu miesięcy serial "Komisarz Mama". Oparty  na francuskim serialu "Candice Renoir", emitowanym od 2013 roku na kanale France 2. Czy podzieli losy pierwowzoru i zdobędzie serca widzów w Polsce?

Pilotażowy odcinek na antenie Polsatu zostanie wyemitowany 3 marca 2021 roku. Pierwsza seria liczy osiem odcinków. Każdy z nich jest oddzielną historią kryminalną, przez którą za każdym razem przewijają się prywatne perypetie głównej bohaterki oraz jej podwładnych. 

W rolę "Komisarz Mamy", czyli Marii Matejko wciela się Paulina Chruściel, która największą sympatię zyskała dzięki roli Eli Kowalik w "Singielce" emitowanej na przełomie 2015 i 2016 roku w TVN. 

Obok Pauliny Chruściel w rolach tytułowych pojawiają się aktorzy znani z pierwszoplanowych ról w produkcjach Polsatu, ale też ci, którzy zaskarbili sobie sympatię widzów w takich serialach jak "Chyłka", "M jak miłość", czy "Barwy szczęścia". Na ekranie zobaczyć można Annę Dereszowską, (w roli Patrycji Madalińskiej, szefowej Marii), Wojciecha Zielińskiego, (jako podkomisarza Piotra Żeromskiego), Arkadiusza Smoleńskiego, (jako starszego aspiranta Jana Rybczyńskiego), czy Joannę Niemirską (w roli laborantki Heleny Zawady). W role czwórki pociech Marii wcielają się znany szerszej publiczności z serialu "W rytmie serca" Maksymilian Balcerowski, debiutująca w dużej roli na szklanym ekranie Julia Karpińska oraz bliźniaki, Kacper i Jakub Kustra

BOHATEROWIE SERIALU - co wiadomo? 

Maria Matejko: (P. Chruściel) Wraca do pracy po dziesięciu latach przerwy. Jest zwolenniczką niekonwencjonalnych metod, orginalnych metod działania. Bycie komisarzem nie jest jedyną życiową rolą, skupia się przede wszystkim na byciu mamą. Wychowuje czwórkę pociech. W relacjach z nimi stosuje metody negocjacji i dedukcji, które wyniosła z pracy. Jako karty przetargowej w dialogach ze swoimi podwładnymi używa często powiedzonek przywiezionych z zagranicznych wojaży oraz żartów rozluźniających atmosferę. 

Patrycja Madalińska, szefowa Marii: (A. Dereszowska) Jest totalnym przeciwieństwem Marii, co powoduje, że od pierwszego momentu nie pała do niej sympatią. Nie toleruje jej niekonwencjonalnych metod pracy. Nie uznaje żadnych błędów, czy niedociągnięć. Pierwszym słowem, które nasuwa się widzowi podczas jej poznania jest "DYSCYPLINA". 

starszy aspirant Jan Rybczyński: (A. Smoleński) Pozytywnie nastawiony do ludzi i świata. Ma do siebie duży dystans, umie z siebie żartować, a jeśli zdarza mu się przemycić dowcip na temat kogoś innego, zawsze robi to w inteligentny sposób. Jest cichym, ale bardzo czujnym obserwatorem. Wraz z żoną Agatą (K. Kamińska, przyp. red.) oczekuje narodzin swojego pierwszego dziecka. O rodzinie mówi z empatią i czułością. Mimo że powinien być surowy i nieustępliwy, dobre cechy zdarza mu się wykorzystywać także w pracy. 






















fot. polsat.pl, materiały prasowe 

podkomisarz Piotr Żeromski: (W. Zieliński) Jest nieco wrogo nastawiony do niekonwencjonalnych metod Komisarz Marii Matejko, nie ukrywa, że to właśnie on aspirował na jej stanowisko. Nie zamierza robić Marii za niańkę, ma tendencję do utrudniania jej śledztw, które prowadzi. Prawdziwe emocje skrywa pod skorupą, nie uśmiecha się, nie okazuje żadnych pozytywnych emocji. Jest dobrym, błyskotliwym policjantem. 

laborantka Helena Zawada: (J. Niemirska) Jest przeciwieństwem podkomisarza Żeromskiego. Pokazuje swoje pozytywne emocje, nie ukrywa, że jest do ludzi dobrze nastawiona. O swojej pracy nawet po godzinach mówi z pasją i sentymentem do wcześniejszych lat, które w niej spędziła. 

aspirant Roma Mazur: (A. Matysiak) Jest najmłodszym pracownikiem Komendy Głównej Policji. Zamyka się w sobie, na pierwszy rzut oka u osób, które ją obserwują nie wzbudza sympatii. Jej zachowanie od samego początku naprowadza widza na fakt, że może skrywać jakąś tajemnicę.

Eliza: (J. Karpińska):  Najstarsza córka Marii. Ma paczkę oddanych przyjaciół, kiedy ich potrzebuje, zawsze może na nich liczyć. Tak, jak każda starsza siostra nie okazuje tego, ale bardzo kocha swoje rodzeństwo.

Juliusz: (M. Balcerowski):  Średni syn Marii. Miłośnik gotowania, któremu poświęca każdą wolną chwilę. Jego wiedzy i doświadczenia w dziedzinie gastronomii mógłby mu pozazdrościć niejeden dorosły. 

bliźniaki Marcin i Leon: (Kacper i Jakub Kustra) Najmłodsi z rodzeństwa. Niezwykle pomysłowi i zaradni. Miłośnicy piłki nożnej i oglądania filmów akcji. 

#mariolapoleca, CZYLI KILKA SŁÓW PO OBEJRZENIU SERIALU Z PERSPEKTYWY WIDZA:

O pracach na planie serialu "Komisarz Mama", który figurował wtedy jeszcze pod roboczym tytułem "Maria Matejko", pierwszy raz przeczytałam w sieci latem ubiegłego roku. Ucieszył mnie fakt, że w roli tytułowej wystąpi Paulina Chruściel, której karierze od lat się przyglądam i bardzo kibicuję. 

Po obejrzeniu całego sezonu w pakiecie Ipli Premium muszę stwierdzić, że Maria jest kolejną postacią kreowaną przez Panią Paulinę, którą bardzo polubiłam. Jej bohaterka pełna jest pozytywnych emocji, szczerości i uśmiechu. Bardzo podobają mi się także sceny, które są odzwierciedleniem pewnego rodzaju rytuałów z życia Marii, (m.in. sceny z wysypywaniem piasku ze szpilek, wejścia na komendę) które można zobaczyć praktycznie we wszystkich odcinkach.  Nie tylko odtwórczyni głównej roli, ale także reszta obsady jest moim zdaniem bardzo dobrze dobrana. Aktorzy wzajemnie uzupełniają się i tworzą harmonijną całość. Można to chociażby zauważyć wśród tych, którzy wcielają się w rolę podwładnych Marii, czyli w postaciach W. Zielińskiego, A. Smoleńskiego i A. Matysiak. Są postaciami o trzech skrajnie różnych cechach charakteru, co powoduje, że każdy z aktorów podczas kreowania swojej postaci sięga po inne środki wyrazu i  przyciąga do siebie uwagę widza. Bohaterowie budowani przez Zielińskiego, Smoleńskiego i Matysiak są kolejnymi, którzy bardzo mi się podobają w tym serialu. Z perspektywy widza zwracam uwagę na postaci ze złamaniem, pewnego rodzaju rysą na życiorysie. Takie,  które umieją okazać w relacjach żelazny pancerz, czy chłód. Powyższe cechy już na pierwszy rzut oka wyczuwam u podkomisarza Piotra Żeromskiego, w którego wciela się wymieniany wcześniej Wojciech Zieliński oraz u aspirant Romy Mazur, czyli Anny Matysiak. To bardzo mi się w nich podoba.                          

 W filmach i serialach, które oglądam nie skupiam się tylko na czarnych charakterach, ale także na osobach, podchodzących do życia z uśmiechem i dystansem. Bohaterem spełniającym te kryteria  jest starszy aspirant Jan Rybczyński, w którego rolę wciela się Arkadiusz Smoleński. Na ekranie pokazuje nie tylko dystans i uśmiech, ale też cechy takie jak empatia, zrozumienie, życzliwość, które na pierwszy rzut oka w codziennym życiu wykluczają pracę w służbach mundurowych. Warte uwagi są również role Julii Karpińskiej, Maksymiliana Balcerowskiego oraz bliźniaków, Kacpra i Jakuba Kustry. Wnoszą do serialu świeżą energię, która jest cechą rozpoznawalną prawie wszystkich nastolatków w dzisiejszych czasach. Maksymliana Balcerowskiego już znamy, a nazwiska Julki, czy energicznych bliźniaków na pewno warto zapamiętać. Jeszcze o nich usłyszymy. 

Z perspektywy widza bardzo lubię seriale w których pojawiają się wątki kryminalne.  Wprowadzają napięcie oraz mobilizują mnie jako widza do wspólnego rozwiązywania kryminalnej zagwozdki, która jest w tym momencie na tapecie. W serialu "Komisarz Mama" tak właśnie jest, co składa się na jeden z wielu czynników, dzięki którym ten serial polubiłam. Kluczowa jest oczywiście również skrupulatnie dobrana obsada o której już wspominałam oraz wprowadzenie przerywników rozluźniających atmosferę. Serdecznie polecam. Mimo tego, że zobaczyłam już serial dzięki Ipli, na pewno będę oglądać też w Polsacie😉

DO JAKICH WIDZÓW JEST SKIEROWANY?

"Komisarz Mama" to sieral adresowany do wszystkich widzów lubiących wątki kryminalne, które w sposób naturalny przeplatają się z prywatnymi perypetiami bohaterów. Jest także dobrą opcją dla zwolenników inteligentnego humoru i żartów sytuacyjnych oraz tych, którzy potrzebują złapać dystans i nastawić się pozytywnie w tym niełatwym dla wszystkich czasie pandemii. 

JUŻ OD 3 MARCA O 21:05 W POLSACIE

Pierwszy odcinek Polsat wyemituje 3 marca 2021 roku o godz. 21:05. Losy Marii Matejko oraz jej podwładnych widzom towarzyszyć będą przez osiem najbliższych wiosennych wieczorów. Wszystkie odcinki dostępne są na Ipli w odpłatnym pakiecie PREMIUM. Wśród widzów, którzy tak, jak ja oglądali serial na platformie, nie milkną głosy pełne nadziei na drugi sezon perypetii bohaterów. Jak serial zostanie przyjęty przez widzów stacji? Czy ma szansę na odniesienie sukcesu "Zawsze warto"?

#mariolapoleca #wywiadymarioli #komisarzmama #polsat #serial #ipla

czwartek, 18 lutego 2021

Dorota Puziuk: "W logopedii ciekawa jest różnorodność"

 Dorota Puziuk: "W logopedii ciekawa jest różnorodność"


























fot. zdjęcie nadesłane

Dorota Puziuk, aktorka młodego pokolenia, znana szerszej publiczności z roli Maryny w serialu "Na Sygnale". Nowe odcinki w każdy czwartek o godz. 20:55 w TVP2. Powtórki w każdą niedzielę o 19:25. 
Aktorstwo nie jest jedyną drogą zawodową, którą wybrała, albowiem realizuje się także w logopedii. 

Wiele jest zawodów "na A". (Śmiech.) Co spowodowało, że wybrała Pani akurat aktorstwo?

Wybrałam chyba ten zawód dlatego, że jet to najciekawszy zawód świata. Żeby być aktorem, trzeba mieć w sobie ogromną determinację, bo nie jest to łatwy kawałek chleba. Całe szczęście ta praca przynosi ogromną satysfakcję, co wynagradza trudy. 

Czy już od najmłodszych lat przejawiała Pani zainteresowanie tym zawodem, lubiła się przebierać, wcielać w różne postaci?

Chyba, jak każda dziewczynka lubiłam przebieranki. Najlepszą zabawą było chodzenie po całym domu w szpilkach mamy. Wtedy jednak jeszcze nie urodził się we mnie pomysł zostania aktorką. Jako mała dziewczynka ogromnie pragnęłam być piosenkarką. Dawałam koncerty w domowym zaciszu. Włączałam ulubione piosenki z kasety magnetofonowej, wchodziłam na łóżko rodziców i dawałam pokaz przed ogromnym lustrem. Do tej pory czasami tak robię. (Śmiech.)

Z czym oprócz aktorstwa wiązała Pani swoją przyszłość? Proszę opowiedzieć o najciekawszych pomysłach na siebie. 

W liceum miałam różne zainteresowania. Poważnie myślałam o szkole policyjnej, chciałam pracować w kryminalnym wydziale policji. Inny pomysłem na siebie była chęć zostania psychiatrą. Jak widać ludzkie osobowości zawsze mnie interesowały. Szybko jednak porzuciłam te pomysły na rzecz aktorstwa, aby za każdym razem stać się i poczuć jak ktoś zupełnie inny. 

























fot. zdjęcie nadesłane - Dorota Puziuk (Maryna, przyp. red.) i Kamil Wodka, (Gabryś, przyp. red.) O serialu będziemy jeszcze rozmawiać. 

Nowe odcinki serialu "Na Sygnale" w TVP w każdy czwartek o godz. 20:55 w TVP2. Powtórki w każdą niedzielę 19:25. 

Aktorstwo nie jest Pani jedyną ścieżką zawodową, jest Pani również logopedą. Co najbardziej podoba się Pani w logopedii?

Logopedia jest nauką z pogranicza medycyny i nauk humanistycznych. Ciekawa w tym zawodzie jest jego różnorodność. Jednego dnia można pracować z niemowlakami pomagając im podczas pierwszych dni życia, a kolejnego uczyć emisji głosu przyszłych aktorów. Logopedia to nie tylko nauka mówienia „R“, jak niektórzy myślą. To też praca z osobami dotkniętymi chorobami neurologicznymi, pacjentami po udarach mózgu, dziećmi i dorosłymi z różnymi zaburzeniami i wiele innych. Ilość zagadnień w logopedii jest na prawdę ogromna.





















fot. zdjęcie nadesłane - Dorota Puziuk na planie serialu "Na Sygnale". 

Czy zawód logopedy jest swego rodzaju ułatwieniem pracy w zawodzie aktora?

Zawód aktora jest dużym ułatwieniem w pracy logopedy! To na pewno. Aktorzy mają ogromną wyobraźnię i łatwość nawiązywania kontaktów, a to bardzo przydaje się w zawodzie logopedy. 

Czy Pani podopieczni chętnie pracują nad poprawą swojej wymowy?

Większość moich podopiecznych chętnie bierze udział we wszystkich aktywnościach, które im proponuję. W dużej mierze są to mali pacjenci z opóźnionym rozwojem mowy, więc terapia jest prowadzona w formie zabawy. A to bardzo podoba się dzieciom! 

Spotkałam się już z opiniami, że niechętnie chodzimy do logopedy, bo błędy w wymowie, czy inne mankamenty traktujemy jako wstydliwy problem. Zgodzi się Pani z tym stwierdzeniem?

Często niechęć do terapii nie wynika ze wstydu. Logopeda ma za zadanie tylko wskazać drogę, którą należy podążać, aby uzyskać oczekiwane efekty. Zdarza się, że pacjenci nie zdają sobie z tego sprawy i niechętnie pracują w domu. Niestety, aby zauważyć postępy (nie ważne z jakim problemem się zmagamy) należy włożyć w to wiele wysiłków i starań. 

Realizuje się Pani także w dubbingu oraz jako lektor. Co najbardziej podoba się Pani w tych dziedzinach? 

Ja po prostu uwielbiam pracować głosem! Potrafię doskonale przekazać emocje i zbudować atmosferę tylko za jego pomocą. Ta praca bardzo rozwija wyobraźnię i rzadko się zdarza, że z góry zostaje coś narzucone. Zazwyczaj mam możliwość wymyślenia wszystkiego samodzielnie od początku do końca, a to ogromny atut.

To prawda, że dubbing jest najtrudniejszym rodzajem aktorstwa, ponieważ  właśnie tu aktor gra tylko głosem?

Dla kogoś początkującego rzeczywiście może wydawać się to trudne. Ale z biegiem czasu, kiedy człowiek nabiera wprawy, przynosi to ogromną satysfakcję. Cudownie jest stworzyć charakter postaci tylko za pomocą głosu. 

Jeśli chodzi o dubbing, pracuje Pani obecnie nad czymś nowym? W czym można Panią usłyszeć? 

Przed pandemią pracowałam nad projektami z Centrum Edukacji Filmowej oraz Edumagicą. Organizowaliśmy pokazy multimedialne w kinach dla dzieci. Prócz zabawy, ważnym atutem pokazów był też aspekt edukacyjny. Dzieci miały okazję spotkać się z bajkową postacią, wspólnie z nią zagrać w gry, poznać ciekawostki naukowe oraz zadać nurtujące dzieci pytania. Moja praca polegała na animacji postaci multimedialnej, którą widzowie mogli zobaczyć na kinowym ekranie, i jednoczesnym podkładaniu do niej głosu. Show było interaktywne a dzieci wychodziły zawsze zadowolone ze spotkania z tak niespotykanym gościem. Niestety kina zostały zamknięte, a wydarzenia kulturalne odwołane, więc obecnie nie możemy organizować spotkań z widownią.  Bardzo tęsknię za tą pracą ale mam nadzieję, że już niedługo wszystko wróci do normy.

No właśnie. Ostatnie miesiące nie należą do łatwych. Czego nauczył Panią ten czas?

Na pewno nauczyłam się cierpliwości i cieszenia się z małych rzeczy. Nauczyłam się spędzić czas sama ze sobą, nie nudząc się ani chwili.   Muszę przyznać, że ten rok, mimo niewielu wydarzeń, minął mi zaskakująco szybko. Jak widać, życie weryfikuje wszystkie nasze plany. 

W 266 odcinku dołączyła Pani do obsady serialu "Na Sygnale". Wciela się Pani w rolę Maryny, narzeczonej Nowego. (W tej roli Kamil Wodka, przyp. red.) Jak została Pani przyjęta na planie?

Kiedy nagrywałam pierwszy odcinek, w którym pojawiła się Maryna, nie wiedziałam jeszcze, że zabawię w tym serialu na dłużej. Na planie „Na Sygnale“pracują wspaniali i przemili ludzie. Atmosfera jest zawsze komfortowa i luźna. Z Kamilem Wodką dogadałam się niemal od razu, a praca z nim to sama przyjemność. Przychodząc na plan czuję się prawie jak w domu. (Śmiech.)
























fot. zdjęcie nadesłane - Dorota Puziuk (Maryna, przyp. red.) i Kamil Wodka, (Gabryś, przyp. red.)

Co opowie Pani o najbliższych losach Maryny i Nowego?
Chyba niezbyt wiele mogę zdradzić, ale obiecuję, że będzie gorąco, a widzowie na pewno będą zaskoczeni losami Maryny i Gabrysia. 

Ma Pani swoje ulubione seriale medyczne, czy z perspektywy widza wybiera inny gatunek?

Moim ulubionym serialem medycznym jest "Doktor House". Jest nie tylko ciekawy i świetnie zrealizowany, ale oglądając można dowiedzieć się czegoś więcej o chorobach, które są oczywiście prawdziwe, a ich objawy ukazane w serialu bardzo realistycznie. 

Na koniec rozmowy proszę sprecyzować swoje najbliższe plany zawodowe. 

W najblinajbliższym czasie planuję wspaniale zadbać o swoich nowych pacjentów z poradni logopedycznej, w której aktualnie pracuję. Mam nadzieję też na nowe wyzwania aktorskie. Ostatnio udało mi się zrealizować kilka nowych projektów, więc już niedługo zaproszę was przed telewizory.

piątek, 5 lutego 2021

Paweł Burczyk: "Jeżeli choć jedno dziecko dzięki naszemu filmowi zostanie zaakceptowane i zrozumiane, to już odniesiemy sukces"

 Paweł Burczyk: "Jeżeli choć jedno dziecko dzięki naszemu filmowi zostanie zaakceptowane i zrozumiane, to już odniesiemy  sukces"

Z Panem Pawłem Burczykiem rozmawiam o filmie "Zobaczyć Lili - Autystyczna....autentyczna historia". Zbiórka na produkcję filmu fabularnego trwa na Zrzutka.pl - "Zobaczyć Lili..." Kliknij, aby wesprzeć.
















fot. zdjęcie nadesłane - Paweł Burczyk z córką Wiktorią

Według obecnych statystyk w Polsce żyje ponad 340 000 osób autystycznych. Wiele jest akcji, czy broszur, które pomagają zgłębić ten temat. Kiedy wraz z żoną zauważyliście, że z Waszą córką dzieje się coś dziwnego, miała zaledwie cztery lata. Często zdarzało się Państwu wtedy szukać informacji na temat autyzmu? Które źródła okazały się najbardziej pomocne? 

My nie wiedzieliśmy czym jest autyzm, zupełnie nie wiedzieliśmy o jego istnieniu. Najczęściej słyszeliśmy, że Tosia ma ADHD, chociaż prawdopodobnie dzisiaj już takiego zaburzenia się nie diagnozuje. Za „naszych czasów“, 18 lat temu większość zaburzeń w funkcjonowaniu było określane jako ADHD. 

Od kilku lat wspiera Pan kampanię społeczną "Oswoić Autyzm". Czy kiedy dowiedział się Pan o akcji, pomogła Panu w pewnym stopniu zrozumieć świat ludzi autystycznych?

Fundację wspieramy, już po diagnozie Tośki i od czasu, jak już mieliśmy jakąkolwiek wiedzę na ten temat. Nie wyobrażamy sobie, byśmy mogli utożsamiać się z jakąkolwiek inicjatywą, której nie jesteśmy świadomi. Byłoby to zwyczajnie fałszywe wsparcie.

















fot. zdjęcie nadesłane - Paweł Burczyk, Olimpia Poniźnik - Burczyk, Wiktoria i Maksymilian

W programie Michała Figurskiego "NieZŁY PACJENT" w radiu ZET przyznał Pan, że Wiktoria miała swój świat, rozmawiała z niewidzialnymi ludźmi, bawiła się z niewidzialnymi zwierzętami. To zawieszenie, brak kontaktu wzrokowego, skoncentrowanie się na jakimś szczególe. Co jest najważniejsze w pracy z dzieckiem autystycznym? 

Co jest najważniejsze? W pracy, we współpracy, w jakiejkolwiek interakcji z jakąkolwiek osobą  najważniejsze jest zaangażowanie, chęć zrozumienia i przede wszystkim BYCIE razem, nawiązanie więzi, okazanie szacunku i poszanowania wzajemnych potrzeb. A w „pracy“ z własnym dzieckiem – wiara w to, że jest najlepsze i najdoskonalsze na świecie, bo jest jakąś przecież częścią nas samych.

Jak na co dzień wygląda Państwa życie? Przyznał Pan, że bywają trudne momenty, jak chociażby te związane z wprowadzeniem zmian w życie córki. 

Nikomu chyba w momencie, gdy się rodził  nie obiecywano, że w ich życiu będzie  zawsze tylko super. (Śmiech.) Każdy z nas ma trudne momenty.  Tylko nasze definicje „trudności“ się różnią.  To tak, jak większość  ludzi twierdzi, że ciężko na coś zapracowali.  Jeżeli pracę przekłuje się w pasję, nigdy ta praca nie będzie ciężka.  Będzie może wymagająca nakładów czasu, siły, energii, skupienia i zaangażowania, ale wciąż będzie pasjonująca.













fot. zdjęcie nadesłane - Wiktoria

Wiktoria jest inteligentna, bystra, wrażliwa, tylko widzi ten świat inaczej. Z żoną  ( Olimpią – nie lubimy słów mąż, żona , bo są pozbawione emocji, choć „poprawne politycznie“)nigdy nie pytaliście, dlaczego Was to spotkało; zgodnie stwierdzacie, że "po coś Was Anioły wybrały", a ona wybrała najlepszych rodziców i bardzo wiele Was nauczyła. Porozmawiajmy o tych lekcjach. Czego na co dzień uczycie się od córki? Cierpliwości? Szczerego okazywania emocji? Cieszenia się z małych rzeczy? 

Tak, dokładnie. Wszystkiego!! Życia, prawdziwych emocji, niezamiatania uczuć i pragnień pod  tzw. „dywan“, pełni życia, odczytywania „sygnałów od Aniołów“, widzenia w ciemności, słyszenia  w ciszy i mówienia bez gadania.

Świat tego, czym jest autyzm dowiedział się m.in. z filmu "Rain Man" oraz z serialu "Atypowy". Kiedy u Pana i Pani Olimpii pojawił się pomysł na stworzenie filmu o autyzmie? 

Już od dawna nosiliśmy się z zamiarem, nosiliśmy i nosiliśmy... ale przełomem było osiągnięcie pełnoletności przez Wiktorię, kiedy poczuliśmy wreszcie jakieś magiczne przyzwolenie na to, by o tym wszystkim opowiedzieć.













fot. zdjęcie nadesłane - okładka książki "Hardy, twardy, najlepszy".

Bohaterami "Rain Mana" i "Atypowego" są dorośli autyści. Idziecie o krok dalej. W waszym filmie bohaterką jest kilkuletnia dziewczynka - WIKTORIA. Po superprodukcjach o SUPERBOHATERACH czas na film o SUPERBOHATERKACH. Proszę powiedzieć coś więcej.

Coś… więcej... i niczego więcej nie powiemy.




















fot. zdjęcie nadesłane - Wiktoria

W filmie chcecie pokazać przede wszystkim to, jaki ogrom pracy z dziećmi autystycznymi wykonują matki oraz z jakimi przeszkodami przychodzi im się zmierzyć (m.in. niezrozumienie społeczne, biurokracja, chaos edukacyjny czy wreszcie cudotwórcy z ZUS "uzdrawiający  niepełnosprawne dzieci jednym bezdusznym podpisem.) Z którymi z tych trudności Państwo spotykają się najczęściej?
 
Powiemy tak  - było, minęło. Jak ktoś to przeżył, zrozumie, jeżeli nie był I nie widział, zobaczy w “Zobaczyć Lili”.

Z jakimi trudnościami najczęściej mierzy się Wiktoria? Często spotyka się z przykrymi zachowaniami ze strony rówieśników lub z odrzuceniem, brakiem akceptacji?

Brak akceptacji jest trendem niejako społecznym, mimo, że tak bardzo staramy się być tolerancyjni.






















fot. zdjęcie nadesłane - Wiktoria

Z jakimi mitami na temat dzieci autystycznych i samego autyzmu spotykaliście się Państwo na przestrzeni lat? Które z tych mitów będziecie chcieli obalić w filmie?
 
W mity się wierzy, bo są głęboko zakorzenione. A jak się nie wierzy, to i tak je się powtarza, bo tak mówiła mama, babcia i prababcia.  Nie mamy zamiaru zrewolucjonizowania mitologii. 

Pokażecie po raz pierwszy na dużym ekranie świat widziany oczami dziecka autystycznego. Na przekazaniu jakich emocji będziecie się skupiać?

Będziemy się skupiać na pokazaniu emocji... prawdziwych... emocji ...po prostu.



















fot. zdjęcie nadesłane

Jak Wiktoria reaguje na wieść o tym, że powstanie film, którego będzie główną bohaterką?

Wicia kocha ludzi, kocha świat, kocha „zamieszanie „ wokół siebie, jest otwarta na wszystko.

W wywiadzie w TVN mówił Pan, że jeśli choć jedno dziecko dzięki Waszemu filmowi zostanie zaakceptowane i zrozumiane, to już jest sukces. Jaką funkcję w świadomości widza ma spełnić Wasz film? 

Taką dokładnie  - jeżeli choć jedno dziecko dzięki naszemu filmowi zostanie zaakceptowane i zrozumiane, to już odniesiemy  sukces.